hazardu.

– Lubisz hazard?

– Raczej tak.

– Przed wyjazdem do San Francisco przez caly czas mieszkales w Chicago?

– Urodzilem sie w Nowym Jorku, ale matka przeniosla sie do Chicago, kiedy bylem jeszcze dzieckiem. Ukrywala sie. Na imie miala Mary, nazwisko zmienila jednak na Summers. Prawdziwego nigdy mi nie zdradzila.

W jego glosie wyraznie kryla sie gorycz, slyszalna i wczesniej, ilekroc mowil o matce.

– Przed czym sie ukrywala? – spytala Jessie.

– Jestem bekartem – odparl z nonszalancja. – Matka nie mogla zniesc kompromitacji. Nie pozwolila mi jednak o tym zapomniec. Nie zapomniala rowniez i tego, ze ojciec nie chcial ani jej, ani mnie. Czasem sam nie wiem, co o tym wszystkim sadzic. Po pijanemu matka mowila rzeczy, ktorym po wytrzezwieniu zaprzeczala. Twierdzila na przyklad, ze nie widziala mojego ojca od chwili, gdy sie przekonala o ciazy.

– Moze on sie w ogole nie dowiedzial o twoim istnieniu?

– Niewykluczone – odparl Chase. – Kiedys jednak odkryje prawde. Tak czy inaczej przybylismy do Chicago, a ona zalozyla szwalnie, ktora prosperowala bardzo dobrze. Dzieki temu poznala Ewinga. Mialem dziesiec lat, gdy Ewing zamawial u niej modne stroje dla swoich kochanek. Szukal zony godnej szacunku, takiej z dzieckiem, totez wdowa o nazwisku Summers wydawala mu sie wrecz idealna. Ona go jednak nie kochala. Wcale tez nie potrzebowalismy jego majatku, bo pod wzgledem finansowym wiodlo sie nam nie najgorzej. Matka twierdzila, ze kocha Ewinga. Tak naprawde jednak chciala zdobyc te wszystkie luksusy, jakie mogla kupic za jego pieniadze.

– Co w tym zlego? Samotne wychowywanie dziecka nie jest latwe. Byc moze zrodlo twojej goryczy tkwi w zazdrosci? Przez wiele lat miales matke tylko dla siebie, a pozniej musiales sie nia dzielic z Ewingiem.

– Dzielic sie? – powtorzyl Chase. – Bardzo rzadko ja widywalem. Wciaz chodzila na jakies spotkania, kiermasze. Oddala mnie po prostu Ewingowi.

– A tobie to nie odpowiadalo?

– Jeszcze sie pytasz! Kompletnie obcy czlowiek traktu] e cie tak, jakby byl twoim ojcem, ale takim o zelaznej rece. Bil mnie za najdrobniejsze przewinienia, za jakiekolwiek przejawy wlasnej woli.

– Bardzo mi przykro.

– Niepotrzebnie. Jego rzady trwaly zaledwie szesc lat. Jessie czula, ze Chase usiluje bagatelizowac przezycia, z ktorymi wiazaly sie jednak niewatpliwie przykre wspomnienia. Gdy Summers zmarszczyl brwi, zostawila go wlasnym myslom.

– Wyjechales z domu jako zaledwie szesnastoletni chlopiec – zaryzykowala kilka minut pozniej. – Nie bales sie? Jak sobie dawales rade?

– Mozna powiedziec, ze mialem nowa rodzine; wstapilem do wojska.

– Przyjeli cie?

– To byl rok 1864 – odparl z usmiechem. – Brali wszystkich, jak leci.

– Oczywiscie – wyjakala. – Wojna domowa. Walczyles po stronie Polnocy?

Przytaknal.

– Zaciagnalem sie na czas trwania walk. Zielony mlokos stal sie mezczyzna. Nie przyszlo mi to latwo. Potem wyjechalem do Kalifornii.

– Dlaczego akurat tam?

– Bo tam moja matka poznala ojca.

– Probowales go odnalezc?

– Tak, ale to mi sie, niestety, nie udalo. Ranczo Silveli zostalo sprzedane, gdy rozpoczela sie goraczka zlota. Minelo wiele lat i nikt nie chcial mi powiedziec, dokad sie udal Silvela, ale ja sie domyslilem, ze do Hiszpanii.

– Byl ranczerem?

– Matka twierdzila, ze ranczo nalezalo do jego wuja.

– Ojciec Hiszpan… -powiedziala Jessie z namyslem. -Pewnie jestes do niego podobny.

– Chyba tak. – Chase usmiechnal sie leniwie. – Matka miala rude wlosy i jasnozielone oczy.

– Pochodzila z Nowego Jorku. Co robila w Kalifornii?

– Zostala sama ze swoim ojcem. Babcia wczesnie umarla, a dziadek mieszkal raczej na morzu niz w domu. Byl kapitanem statku handlowego, kursujacego regularnie miedzy Kalifornia a Wschodnim Wybrzezem. Wowczas po raz pierwszy udala sie z nim w rejs. Dziadek handlowal z ranczerami, miedzy innymi wlasnie z Silvelami. Mlody Carlos Silvela zawrocil jej w glowie. Nigdy jednak nie obiecywal malzenstwa. Matka stwierdzila, ze jest w ciazy, zanim statek wyplynal na wschod, po czym powiedziala o wszystkim swojemu ojcu, ktory zaczal nalegac na slub. A dalej istnieje kilka wersji. Jedna taka, ze matka zaczela blagac Sihrele, aby sie z nia ozenil, ale on nie chcial. Wedle drugiej wuj, glowa klanu Silvelow, nie wyrazil zgody na ten zwiazek. Upokorzyl matke stwierdzeniem, ze Americana nie jest wystarczajaco dobra dla jego bratanka. Po pijanemu matka podawala trzecia wersje, twierdzac ze Carlos bardzo ja kochal i na pewno by sie z nia ozenil, gdyby wiedzial o dziecku.

– Ktora jest prawdziwa?

– Nie wiem. Ale kiedys sie dowiem.

– W tym celu bedziesz musial sie udac do Hiszpanii. Dlaczego dotad nie pojechales?

Chase wzruszyl ramionami.

– Wydawalo mi sie to beznadziejne. Nie wiedzialem, od czego zaczac. Hiszpania to ogromny kraj. Poza tym nie znam jezyka.

– Hiszpanskiego bardzo latwo sie nauczyc – prychnela.

– Znasz ten jezyk?

– Owszem.

Poza angielskim John Anderson znal wylacznie hiszpanski, a Jessie bardzo zalezalo na tym, aby nauczyl ja wszystkiego, co sam umial. Tego jednak nie zamierzala tlumaczyc Chase'owi.

– Dlaczego nie starales sie opanowac hiszpanskiego? Przeciez na pewno by ci to pomoglo w odnalezieniu ojca?

– Przezylem ogromny zawod, gdy ponioslem pierwsze fiasko. Wierzylem, ze odszukam go w Kalifornii, a podroz zajela mi mase czasu. Jak sie jednak okazalo, odbylem ja na darmo.

– Wiec zaniechales wszelkich wysilkow?

– Mialem dwadziescia lat i bylem niespokojnym duchem. Zreszta i tak nie starczyloby mi pieniedzy na wyprawe do Europy.

– Wtedy zaczales pracowac jako krupier w San Francisco?

– Tak. Wrocilem potem na wschod. Pomyslalem, ze warto by poznac troche lepiej ten kraj – wyjasnil. -Plywalem przez jakis czas po Missisipi, ale czeste eksplozje kotlow i kolizje nie zachecaly do zycia na rzece. Dowiedzialem sie przypadkiem o waznej imprezie karcianej w Teksasie i wyruszylem do Kansas. W tym kowbojskim miescie sa swietne saloony, o ile, oczywiscie, przechodzisz do porzadku nad wszystkim, co tam sie dzieje pod koniec kazdej tury.

– Jestes hazardzista! – wykrzyknela Jessie. – Boze! Pogarda w jej glosie najwyrazniej go rozbawila.

– To sposob zarabiania na zycie. Jedyny, jaki znam. Hazard ulatwil mi zreszta podrozowanie. Mam ogromne szczescie w kartach i uwazam, ze powinienem z tego korzystac.

Uspokoila sie nieco.

– Naprawde mozna na tym zarobic?

– Starcza na oplacenie dobrych hoteli – wyznal.

– Ale co to za zycie? Dotknela czulego punktu.

– Powiedzmy, ze bez zobowiazan. Moze jednak teraz ja powinienem zadac ci pare pytan? Nie sadzisz?

Wzruszyla ramionami i siegnela po biszkopt.

– Co chcesz wiedziec?

Вы читаете Dziki wiatr
Добавить отзыв
ВСЕ ОТЗЫВЫ О КНИГЕ В ИЗБРАННОЕ

0

Вы можете отметить интересные вам фрагменты текста, которые будут доступны по уникальной ссылке в адресной строке браузера.

Отметить Добавить цитату