blisko siebie, ale zaden z mezczyzn nie mogl zdobyc przewagi wystarczajacej do upuszczenia pierwszej krwi.
Jessie z trudem powstrzymala okrzyk przerazenia, kiedy zobaczyla, ze noz Polujacego trafia w ramie przeciwnika. Chase stracil rownowage i w tej samej chwili ostrze przecielo mu bok. Indianin uniosl noz do kolejnego pchniecia, lecz Chase zablokowal cios krwawiacym ramieniem, a nastepnie zrecznie podstawil czerwonoskoremu noge.
Polujacy upadl, rzemien pociagnal na ziemie rowniez Chase'a, ktoremu jednak udalo sie wyladowac na ciele Indianina. Przetoczyli sie po piasku, walczac o dominujaca pozycje. Chase probowal wstac, lecz Polujacy zrecznym ruchem nogi znow przewrocil go na plecy.
Lezeli przez chwile obok siebie, a potem Polujacy oparl sie na jednym ramieniu i uniosl zlowieszczo noz. Chase zdolal jednak zrobic unik i uratowal w ten sposob zycie, gdyz w przeciwnym wypadku Indianin zatopilby ostrze w jego szyi.
Summers mial mord w oczach. Jessie poczula strach. Gdyby Chase stracil nad soba kontrole, wyprowadzilby jeszcze bardziej Polujacego z rownowagi.
Chase podniosl sie i czeka! chwile, aby jego przeciwnik uczynil to samo. Jessie chciala krzyknac, by Summers wykorzystal przewage, poki jego przeciwnik jeszcze lezy, ale nie mogla wydobyc z siebie glosu. W chwili gdy Indianin poczul znow grunt pod nogami, Chase uderzyl go w brzuch. Noz blysnal, Polujacy zgial sie w pol i runal na piasek.
Tlum widzow znieruchomial. Jessie poczula skurcze zoladka. Chase zwyciezyl, ale ona modlila sie przeciez o to, by nie wygral w ten sposob. A w dodatku nie zamierzal wcale konczyc walki. Ogarniety szalem uderzyl Polujacego ponownie, tym razem w twarz, definitywnie pozbawiajac go przytomnosci.
Nastepnie najspokojniej na swiecie przecial petle. Nie zostawil na niej jednak sladu krwi. Krwi nie bylo rowniez na ostrzu! Jessie zwrocila oczy na Polujacego. Nie krwawil! Chase nie uderzyl go nozem, tylko piescia!
Omal nie wybuchnela smiechem, gdy Chase wydal glosny okrzyk zwycieski, okrzyk powtorzony nastepnie przez zebranych. Ci, ktorzy obstawili jego zwyciestwo, serdecznie mu gratulowali.
– Dobrze sie spisal – przyznal Maly Jastrzab. Jessie z trudem powstrzymala sie od smiechu.
– Owszem! – odparla z powaga.
Nie wiedziala, dlaczego tak sie cieszy. Moze uradowalo ja, ze Chase pokonal Polujacego, nie wyrzadzajac mu krzywdy?
– Jessie! – zawolal Chase. – Zbieraj sie! Jedziemy! Zesztywniala.
– Nigdzie z toba nie jade.
– A ja nie rusze sie stad bez ciebie – odparl stanowczo, stajac u jej boku.
– Lepiej zmykaj – poradzila niespokojnie. Na twarzy Chase'a malowal sie jednak upor.
– Jesli mnie nie posluchasz, wywioze cie stad chocby na wlasnych plecach.
– A wtedy ja cie zabije.
– W takim razie bedziesz miala na sumieniu moja smierc, prawda?
Oboje wiedzieli, ze dziewczyna nie ma wyboru.
– Niech cie diabli! Odplace ci za to, Summers! Zobaczysz!
Poszla ciezkim krokiem na druga strone obozowiska. Aby zabrac swoje rzeczy i konia, Chase musial przejsc obok obu przyjaciol Jessie. Byl jednak w zbyt dobrym humorze, by odczuwac strach. Zatrzymal sie jedynie na chwile i usmiechnal sympatycznie.
– Ona chyba pojedzie ze mna, chlopcy. Widzicie, przyslala mnie jej matka. Dziewczyna narobila moze troche zamieszania, ale przeciez zawsze sie o cos wscieka, prawda?
Skinal im uprzejmie glowa i ruszyl naprzod. Bialy Grzmot musial powstrzymac Malego Jastrzebia, ktory chcial biec za Summersem. Chase zasmial sie w duchu; bez odwracania glowy wiedzial doskonale, co sie za nim dzieje. Zupelnie go to jednak nie obchodzilo.
Rozdzial 19
Znajdowali sie na szlaku dopiero od trzech godzin, kiedy dogonil ich Maly Jastrzab. Jessie uslyszala, ze Indianin cos wola i zatrzymala konia. Gdy jednak do uszu Chase'a dotarlo imie, jakie wykrzykiwal Siuks, Summers natychmiast chwycil wodze rumaka dziewczyny. Maly Jastrzab przystanal i zaczal sie im uwaznie przygladac.
– A wiec ty jestes Podobna? – spytal Chase.
– Tak mnie nazywaja Indianie.
– Twoj przyjaciel twierdzi, ze ten Siuks przybyl do wioski z twojego powodu.
– Owszem. Nie wrocil do siebie, tylko udal sie prosto do obozowiska i poprosil mnie o reke.
Chase przygladal sie jej przez chwile.
– A wtedy, nad rzeka, rzucil sie na mnie tylko dlatego, ze cie pocalowalem?
– Chyba tak. Ale wtedy jeszcze tego nie wiedzialam.
– To przeciez absurdalny pomysl! – rozesmial sie uragliwie Summers.
– Dlaczego? – spytala martwym glosem.
– Bo przyszly pan mlody jest Indianinem, na milosc boska! Oto dlaczego!
– Moj najblizszy przyjaciel rowniez – odparla gladko. -Od osmiu lat jezdze w gosci do Bialego Grzmota i jego rodziny. Indianskie zwyczaje i kulture znam rownie dobrze jak nasze. Sadzisz, ze nie moglabym byc szczesliwa jako zona Indianina? Posluchaj, Summers. Tej odrobiny szczescia, jaka stala sie moim udzialem przez ostatnie dziesiec lat, zaznalam dzieki Bialemu Grzmotowi i jego rodzinie. Fakt, ze Maly Jastrzab jest Indianinem, nie ma zadnego wplywu na moja decyzje.
Chase stracil mowe ze zdziwienia. Czul na sobie spojrzenie Siuksa.
– Co mu powiedzialas?
– To nie twoja sprawa, Summers – odparla, wyrywajac mu wodze. Nastepnie zawrocila konia i ruszyla w strone Malego Jastrzebia.
Przez chwile oboje milczeli, patrzac na siebie. Jessie zalowala, ze nie sa sami.
– Nie chcialem, abys odjezdzala bez rozmowy ze mna, ale bylem zly.
– Bardzo mi przykro.
– To nie ty wzbudzilas moj gniew, lecz ten tutaj. Ciebie tez zdenerwowal.
– Nie zawracaj sobie nim glowy. To tylko uparty jegomosc, ktory wykonuje bez zastrzezen wszystkie polecenia mojej matki.
– Dlaczego z nim podrozujesz? Wcale mi sie to nie podoba. Ja moge z toba jezdzic.
– Nie. – Potrzasnela glowa. – Jeszcze byscie sie pozabijali. Nie.
– Jesli on cie dotknie…
– Daj spokoj – odparla szybko. – Na pewno sobie poradze. Jestem uzbrojona. – Poklepala strzelbe. – Musisz przestac sie o mnie martwic. Nie wyjde za ciebie, Maly Jastrzebiu. Nie zmienie zdania. Zmykaj do zony.
Nie odpowiedzial wprost.
– Wrocisz do obozu Bialego Grzmota? – spytal. Zmarszczyla brwi.
– Nie szukaj mnie.
– Podobna…
– Nie utrudniaj – poprosila. – Wspolne zycie nam nie pisane. Spytaj swego czarownika, on ci powie. Nie szukaj mnie. Nasze dusze nie moga sie spotkac. Rozumiesz? To wszystko mnie… przerasta – szepnela i odjechala ku Chase'owi.
Potem odwrocila sie, by popatrzec raz jeszcze na Malego Jastrzebia, ktory ani na chwile nie spuszczal z niej wzroku. Z jego kamiennej twarzy nie mogla jednak nic wyczytac. Wygloszenie tego monologu okazalo sie dla Jessie bardzo bolesne. Wcale nie zamierzala sprawiac Indianinowi przykrosci; przeciwnie – pragnela oszczedzic mu dalszych cierpien.