Minela Summersa bez slow. Nie widziala, ze mezczyzni mierza sie jeszcze wzrokiem, a nastepnie rownoczesnie odwracaja glowy i odjezdzaja, kazdy w swoja strone – Maly Jastrzab na polnoc, a Chase za dziewczyna. Gdy tak przemierzali bezkresne niziny, czula na sobie spojrzenie Chase'a. Okolica byla piekna – na zachodzie rozciagalo sie pasmo gorskie Wielki Rog, wchodzace w sklad monumentalnych Gor Skalistych. Czarne Wzgorza natomiast piely sie ku niebu po wschodniej stronie, a na drzewach porastajacych brzegi rzeki pysznily sie bujne jesienne liscie. Posuwajace sie wolno stado bawolow przypominalo z daleka stado ogromnych zolwi.

Jessie kochala te kraine calym sercem. Kochala rowniez ranczo. Tak naprawde niczego innego nigdy nie posiadala. I nie zamierzala nigdzie indziej mieszkac. A jednak czula wyraznie, ze znalazla, sie w slepej uliczce. Zmiany, jakie w niej zaszly, nie przyniosly nowych celow. Czula, ze c o s jest jej potrzebne, ale nie wiedziala, jak zidentyfikowac owo cos.

Tego dnia nie odpoczywali, napoili jedynie konie. Nad rzeke, gdzie Jessie zamierzala nocowac, przybyli bardzo pozno. Slonce juz zaszlo, ksiezyc jeszcze nie pojawil sie na niebie, ale Jessie wiedziala, gdzie szukac drewna; rozpalila wiec ognisko, zanim Chase zdazyl rozkulbaczyc konia.

Przez cala droge Jessie jechala na przedzie, totez Chase'owi nie pozostawalo nic innego, jak tylko pozwolic jej podejmowac wszelkie decyzje. Nie przyszloby mu nawet do glowy, aby sie upominac o postoj. Niemniej jednak gonil resztkami sil. Walka z Indianinem okazala sie bardzo wyczerpujacym zajeciem. Mimo to mezczyzna milczal uparcie.

Rany znow zaczely krwawic. Jedna z Indianek posmarowala je mascia i zabandazowala, gdy Chase Czekal tego ranka na Jessie, ale skaleczenie na boku wciaz wymagalo pielegnacji. Summers byl zbyt zmeczony, aby sie tym zajac. Gdyby tylko ktos oporzadzil za niego konia…

– Siadaj, zanim upadniesz – rozkazala Jessie kategorycznym tonem. – Dlaczego mi nie powiedziales, ze az tak zle sie czujesz?

Nie zauwazyl, ze Jessie juz od dluzszej chwili patrzy na niego badawczo.

– Nie chcialem ci sprawiac klopotu – odparl slabo. Westchnela, zerwala troche trawy i przetarla grzbiet

Goldenroda.

– Przy ognisku masz jedzenie. Przygotowala je dla nas siostra Bialego Grzmota.

– Chyba najpierw sie przespie.

– Najpierw zjesz – sprzeciwila sie stanowczo Jessie. -Do jutrzejszej jazdy bedziesz potrzebowal sil.

Z jej tonu wynikalo wyraznie, ze czeka ich kolejny meczacy dzien.

– Po co ten pospiech? – mruknal Chase.

– Juz ci mowilam. Nie podoba mi sie twoje towarzystwo. Im szybciej wrocimy do domu, tym lepiej.

– W takim razie na pewno cos zjem. – Chase lypnal spod oka. – Nie moge dopuscic do tego, abys zaczela sie trapic kilkoma dodatkowymi godzinami, jakie musisz ze mna spedzic.

– Dziekuje.

Traktowala go przez caly czas z niezmienna wrogoscia. Nikt by sie nie domyslil, ze spedzili razem najbardziej niesamowita noc milosna, jaka przezyl Chase.

Usiadl i zaczal palaszowac potrawe podana na kawalku cienkiej skory. Zanim Jessie zdazyla spoczac, zjadl juz kilka kawalkow miesa. Dziewczyna zajela miejsce obok.

Mine miala tak niesympatyczna, jak tylko mozna to sobie wyobrazic.

– Boli mnie – zaryzykowal.

– Co? – spytala odrobine mniej lodowato.

– Ten skaleczony bok.

– Bardzo zle to wyglada? – spytala.

– Nie zdazylem sie przyjrzec.

Gdy czesciowo oswobodzil sie z kurtki, oczom Jessie ukazal sie zakrwawiony rekaw koszuli. Chase zauwazyl jej przerazone spojrzenie i odczul cos na ksztalt zadowolenia. A pozniej dostrzegl rowniez i to, ze krew zniszczyla mu bardzo przyzwoite spodnie.

Jessie zerwala sie z ziemi i pomogla Chase'owi wyzwolic sie z kurtki. Nastepnie wyszarpnela koszule ze spodni i sciagnela mu ja przez glowe. Odwinela bandaze, popchnela Chase'a nieco blizej ognia i obejrzala uwaznie rane.

– Nie jest zle – mruknela. – Skaleczenie nie moglo sie zasklepic przez te wstrzasy w trakcie jazdy.

Chase uniosl reke, aby przyjrzec sie lepiej ranie, a Jessie poszla tymczasem do rzeki po wode. Glebokie ciecie o dlugosci dziesieciu centymetrow nie wygladalo najlepiej. Summers przypomnial sobie jednak, ze Jessie nie jest szczegolnie wrazliwa.

Kiedy wrocila, obmyla starannie rane. Chase obserwowal jej twarz – zmarszczone w skupieniu brwi, zagryziona warge. Dziewczyna stala zdecydowanie zbyt blisko, totez Summers myslal o rzeczach, o ktorych absolutnie nie powinien byl myslec.

Mimo iz Jessie zmienila opatrunek, musial sie zadowolic starym bandazem.

– Jesli masz swieza koszule, to moge ci te uprac.

– Jest w torbie przytroczonej do siodla. A co ze spodniami? Tez powinny trafic do wody.

– Beda ci potrzebne. Wieczory sa chlodne.

– Wystarczy mi koc i goraca kobieta – odparl z usmiechem Chase.

– Ale dostaniesz tylko koc – odparowala.

Nim znow poszla na brzeg, rzucila mu czysta koszule i derke. Ku wielkiej radosci Summersa, zachowywala sie zdecydowanie mniej wrogo.

Z trudem opatulil sie kocem i walczyl wlasnie z guzikami koszuli, gdy Jessie wrocila do ogniska. Dokonczyla za Chase'a zapinanie i pomogla mu wlozyc kurtke. Summers legl w koncu na ziemi, a ona przyklekla, aby rozprostowac koc. Wtedy objal ja ramieniem i przytulil, a Jessie nie zdolala sie wyrwac.

– Dziekuje – szepnal i musnal ustami jej usta. Reka opadla mu bezwladnie, przymknal oczy. Jessie odsunela sie na bok i ulozyla nieopodal. Dlugo nie spuszczala wzroku ze spiacego.

Rozdzial 20

Jessie zamieszala ponownie fasole i postawila ja na stole. Chase zajadal juz gorace grzanki i smazonego krolika. Na deser dziewczyna przyrzadzila budyn z rodzynkami, orzechami, cukrem i korzeniami – dokladnie wedlug przepisu Jeba.

Korzystali z szalasu z zapasami na polnocy. Jessie robila wszystko, aby dostac sie do domu przed zapadnieciem zmroku, lecz nie zdolala zrealizowac swego planu. Slonce zaszlo, niebo pociemnialo, a od rancza dzielily ich co najmniej trzy godziny drogi.

Od czasu tamtego zaskakujacego pocalunku Jessie trzymala sie z daleka od Chase'a, a on nie czynil jej zadnych awansow. Niemniej jednak jego bliskosc wprawiala dziewczyne w zaklopotanie. Potrzebowala odpoczynku.

– Gdzie nauczyles sie tak dobrze poslugiwac nozem? -spytala.

Chase nie podniosl wzroku.

– W San Francisco. Poznalem tam starego wilka morskiego, ktory pokazal mi pare sztuczek, dzieki ktorym potrafilem sobie jakos poradzic na nabrzezu. Port nie byl bowiem w nocy najprzyjemniejszym miejscem; za dnia zreszta rowniez nie.

– Co robiles w San Francisco? – zainteresowala sie Jessie.

– Pracowalem tam przez kilka lat.

– Czym sie zajmowales? Wreszcie podniosl wzrok.

– Zadajesz dzis bardzo wiele pytan – rzekl z usmiechem.

– A tobie to przeszkadza?

– Nie, chyba nie. Zatrudnilem sie jako krupier w kasynie. Tam wlasnie poznalem smak

Вы читаете Dziki wiatr
Добавить отзыв
ВСЕ ОТЗЫВЫ О КНИГЕ В ИЗБРАННОЕ

0

Вы можете отметить интересные вам фрагменты текста, которые будут доступны по уникальной ссылке в адресной строке браузера.

Отметить Добавить цитату