– Nie naleze do najlepszych tropicieli, ale jakos ja odnajde. Gdzie sa ci Indianie?

– To chyba rezerwat Szoszonow, prawda Jeb? – upewniala sie Rachel, nie czekajac nawet na potwierdzenie. – Na polnocny wschod stad. Ale nie bedziesz musial daleko jechac. Jessie nie wytrwalaby przeciez na koniu przez cala noc.

Tym razem zalezalo jej na uzyskaniu odpowiedzi. Jeb jednak patrzyl na nich oboje jak na wariatow.

– Chyba rozbije gdzies oboz – mruknal w koncu.

– No widzisz. – Rachel odwrocila sie do Chase'a. – Jesli tylko udasz sie na polnoc, na pewno z latwoscia ja odnajdziesz.

– Nie spodziewaj sie nas przed switem, Rachel. Jessie wyruszyla pare godzin temu.

– Niewazne, ile czasu to zajmie. Bede sie lepiej czula, wiedzac, ze jej szukasz.

Chase wskoczyl na siodlo i odjechal. Jeb patrzyl za nim przez chwile. Kon byl swietny – musial to przyznac. Szkoda tylko, ze jego wlasciciel straci na darmo tyle czasu – myslal. No ale coz mozna poradzic? Rachel i ten mezczyzna uznali, ze przyjaciele Jessie mieszkaja w rezerwacie, a Jeb nie widzial powodu, dla ktorego mialby wyprowadzic ich z bledu. Czul sie zobowiazany do lojalnosci wobec Jessie, a nie wobec innych. Przeciez dziewczyna bylaby wsciekla, gdyby ktos za nia pogonil. Czy to ten obcy doprowadzil ja do furii? Przez niego wyjechala w takim pospiechu?

Tak wiec Jeb nie wyjasnil, ze Jessie zmierza wlasnie w strone terytorium Powder River, obszaru, ktory w 1868 roku armia oddala Indianom. Byly to tereny lowieckie polnocnych Czejenow oraz ich groznych sojusznikow.

Jeb postanowil, ze powie o tym wszystkim Chase'owi, gdy ten wroci za tydzien z pustymi rekami. Powinien sie cieszyc, ze uniknal tak niebezpiecznej eskapady.

Ocalilem mu zycie – skonstatowal Hart, a pozniej juz sie nad tym wszystkim nie zastanawial.

Rozdzial 4

Zblizala sie dwunasta, gdy Jessie dotarla wreszcie do ziemianki, z ktorej zwykle korzystali mezczyzni pracujacy na polnocy, O tej porze roku nikt tutaj nie sypial, totez miala pomieszczenie wylacznie dla siebie. W niewielkiej izdebce znajdowalo sie nawet lozko. Nastepnego ranka o swicie zabrala troche zapasow i ruszyla w droge. Utrzymujac szybkie tempo, osiagnela swoj cel wieczorem trzeciego dnia.

Odkryla jednak, ze cala te podroz odbyla na darmo. Patrzyla smutno poprzez kreta doline na teren, gdzie w zimie tloczylo sie pod drzewami przynajmniej piecdziesiat wigwamow. Albo przyjechala za wczesnie, albo tez Indianie pozniej niz zwykle wracali z polowania na bawoly. Nieliczne plemie Bialego Grzmota jeszcze sie w tych stronach nie pokazalo.

Patrzyla na wiewiorke biegajaca w wysokiej trawie, ktora przez wiosne i lato tak bardzo sie rozrosla, ze mogla wykarmic indianskie konie przez zime, az do czasu, gdy plemie ponownie wyruszy w droge. Jessie stala nieruchomo, rozgladajac sie wokol tesknym wzrokiem. Niecierpliwie oczekiwala rozmowy z Bialym Grzmotem i teraz byla bardzo zawiedziona. Ostatni raz spotkali sie na wiosne, totez Indianin nie wiedzial o smierci jej ojca. A teraz sie okazalo, ze zobaczy sie z przyjacielem najwczesniej pozna jesienia. Nie mogla odbyc ponownie tak dlugiej podrozy przed zakonczeniem spedu. Przeciela przelecz, zdecydowana, ze na noc rozbije oboz. Pojechala na miejsce, gdzie spedzila juz tak wiele nocy, miejsce, gdzie matka Bialego Grzmota, Szeroka Rzeka, rozbijala wigwamy. Ale bez przyjaciela i jego rodziny, bez radosnych smiechow dzieci, bez kobiet opowiadajacych najrozmaitsze historie podczas pracy i nawolywan mezczyzn wracajacych z polowania czula sie tutaj obco i zle. W zadnym innym miejscu na szlaku samotnosc nie dawalaby sie jej z pewnoscia tak bardzo we znaki.

Kiedy rozlozyla kape i zebrala drewno na ognisko, przypomniala sobie, jak odwiedzila te strony po raz pierwszy, przed osmiu laty. Sledzila wtedy Thomasa, gdyz zabral on wowczas w droge nowo narodzone niemowle i Jessie bala sie, ze ojciec zostawi gdzies malenstwo na pewna smierc. Thomas szalal ze zlosci, poniewaz dziecko okazalo sie dziewczynka, a Jessie miala na tyle oleju w glowie, by sie domyslic, ze ma przybrana siostrzyczke.

Ojciec przywiozl jednak mala tutaj i Jessie odczula ulge. Nie miala pojecia, ze dziewczynka zostaje pod opieka wlasnej babci. Indianka – starsza siostra przyrodnia Bialego Grzmota, ktora mieszkala z Thomasem ponad rok – umarla podczas porodu. Tego wszystkiego Jessie dowiedziala sie jednak o wiele pozniej.

Pragnac sie upewnic, ze dziecku nic nie grozi, odkryla swoja obecnosc przed Indianami, gdy ojciec opuscil oboz. Matka Bialego Grzmota domyslila sie, kto ich odwiedzil, gdyz dziewczyna odznaczala sie niezwyklym podobienstwem do ojca i znala angielski. Jessie bardzo sie z nia zaprzyjaznila. Nawet surowy ojczym Bialego Grzmota – Biegajacy z Wilkami – znosil jakos obecnosc Jessie. Thomasa Blaira znal jeszcze z lat trzydziestych, ze starych traperskich czasow, i czesto z nim handlowal.

Jessie przyjezdzala odwiedzac mala co miesiac, dopoki pogoda nie popsula sie calkowicie. Przez ten czas dziewczyna zblizyla sie bardzo do Bialego Grzmota, a takze jego mlodszej siostry, Malej Sikorki, i czula sie szczesliwa. Po raz pierwszy w zyciu miala przyjaciol. Ojciec nie nalezal do ludzi wylewnych, totez Indianie wypelnili spora luke w jej zyciu.

Kiedy pogoda umozliwila wreszcie Jessie podroz na polnoc, okazalo sie, ze jej siostrzyczka umarla w czasie surowej zimy. Jessie mogla wlasciwie zaprzestac wizyt u Czejenow, lecz odkryla, ze indianski oboz, to jedyne miejsce, w ktorym czula sie soba. Tam ubierala sie nawet jak dziewczyna, na co nigdy nie pozwalal jej ojciec. Tam czerpala radosc z glebokich wiezi miedzyludzkich, szczegolnie z przyjazni z Bialym Grzmotem.

Przebywajac w towarzystwie Indian, korzystala z dobrodziejstw zarowno kobiecego, jak i meskiego swiata. Mogla na przyklad stac grzecznie kolo wigwamu, nie wchodzac nawet do srodka – tak jak tego oczekiwano od mlodych dziewczat – i poznawac stopniowo arkana szycia, nawlekania korali, gotowania, garbowania i farbowania bawolich skor. Ale nikt sie tez nie dziwil, jesli chciala jechac na polowanie z Bialym Grzmotem, wziac udzial w wyscigu lub chlopiecych zabawach. Wszystko to uchodzilo jej, gdyz nie byla jedna z nich, jak rowniez i dlatego, ze pojawila sie w obozie po raz pierwszy w meskim stroju i wykazywala typowo meskie zdolnosci.

Indianie zaakceptowali Jessie. Nazywali ja Podobna. Rzeczywiscie – z kruczoczarnymi wlosami i opalona cera wydawala sie niezwykle podobna do Indianki. Jessie uwielbiala swoje indianskie imie.

Teraz, myslac o ludziach, ktorych kochala najbardziej na swiecie, przypomniala sobie rowniez o swoim najwiekszym wrogu, Latonie Bowdre. Ten lysiejacy mezczyzna w srednim wieku mial piwne wyraziste oczy, zdradzajace jego lajdackie intencje. Ani jego wychudzone cialo, ani ekstrawaganckie stroje nie mogly wywrzec na nikim dobrego wrazenia. Bowdre byl brzydki. Przypominal Jessie lasice, dbala tylko o wlasne przyjemnosci.

Juz przy pierwszym spotkaniu, kiedy to domagal sie wykupienia weksla, jego chytre oczy bladzily bezwstydnie po ciele dziewczyny. Jessie pomyslala wtedy, ze gdyby nie swiadkowie tej sceny, rece wzielyby zapewne przyklad z oczu.

Nie mylila sie. Drugi kontakt z Bowdre'em okazal sie rownie nieprzyjemny. Laton zaszedl jej droge, w chwili gdy zamierzala wsiasc do pociagu odjezdzajacego do Denver. Pamietala wyraznie jego kocie mruczenie.

– Milo mi pania widziec, panno Blair. Z trudem mozna pania rozpoznac w tej sukni.

– Prosze wybaczyc… – Jessie chciala wyminac Bowdre, ale zaszedl jej droge.

– Moze cos pani dla mnie ma? – spytal gladko. Jessie wpadla w zlosc.

– Umowilismy sie przeciez, ze dostanie pan te diabelne pieniadze za trzy miesiace.

– Pomyslalem, ze moze bedzie pani chciala zaplacic wczesniej, ale, oczywiscie, brakuje pani gotowki, jak moglbym zapomniec? – Usmiechnal sie. – Postapilem wspanialomyslnie, proponujac tak odlegly termin, prawda? Niestety, nigdy sie nie doczekalem wyrazow wdziecznosci za swoja dobroc.

Jessie zacisnela zeby.

– To bylo bardzo szlachetne z pana strony – odparla drewnianym glosem.

– Ciesze sie bardzo, ze pani to rozumie. Oczywiscie, mozemy ubic maly interesik na boku. – Nie pozwolil sobie przerwac. – Moja droga, zgodzilbym sie nawet umorzyc czesc twego dlugu, gdyby…

Вы читаете Dziki wiatr
Добавить отзыв
ВСЕ ОТЗЫВЫ О КНИГЕ В ИЗБРАННОЕ

0

Вы можете отметить интересные вам фрагменты текста, которые будут доступны по уникальной ссылке в адресной строке браузера.

Отметить Добавить цитату