– Prosze nawet o tym nie myslec! – warknela. – Dostanie pan, co sie panu nalezy, ale w monetach.

Widzac oburzona mine Jessie, Bowdre rozesmial sie glosno i wyciagnal koscista reke w kierunku jej twarzy.

– Zastanow sie nad tym, kotku. Kazda dziewczyna potrzebuje mezczyzny. Moglbym nawet rozwazyc mozliwosc malzenstwa. W koncu trudno sie spodziewac, ze panna bedzie sama prowadzic ranczo. Tak, pomyslalbym o ozenku. – Jego rece opadly na ramiona Jessie i przesunely sie nizej.

Dziewczyna zareagowala instynktownie. Niemal bez 'wahania walnela go w twarz zwinieta dlonia, ktora bolala ja pozniej przez cala droge do Denver. Nie podzialalo na nia uspokajajaco ani bezbrzezne zdumienie Bowdre^, ani tez struzka krwi, ktora pojawila sie w kaciku jego ust.

– Prosze mnie juz nigdy wiecej nie dotykac – ostrzegla lodowatym tonem.

– Pozalujesz tego, panienko – odparl zimno Bowdre. Jego ukladnosc znikla.

– Watpie – odparla zapalczywie. – Moze odczuwalabym wyrzuty sumienia, gdybym miala przy sobie bron, bo wtedy musialabym wyjasniac szeryfowi, dlaczego wpakowalam panu kulke w piersi. Zegnam, panie Bowdre.

Juz na samo wspomnienie tego spotkania dostawala dreszczy, totez wyrzucila je z pamieci.

Rozpalila ogien i oskubala duza kuropatwe, ktora zdolala wczesniej upolowac. Pokroila ja na kawalki i wrzucila do wody wraz z ziolami, suszona fasola i odrobina maki. Nastepnie zagniotla geste ciasto i w postaci niewielkich klusek dodala je do garnka. Juz dawno temu nauczyla sie przyrzadzac dla siebie obfite posilki. Odpowiednie odzywianie dawalo sily na dlugie dni spedzone w siodle.

Jedzenie gotowalo sie nad ogniem. Jessie podeszla do Blackstara i porzadnie go wytarla, a potem zarzucila mu derke na grzbiet. Sama zostala w ozdobionym fredzlami serdaku z jeleniej skory. Zrozumiala, ze lato dobieglo konca. Owinela nogi w koc i usiadla przy ogniu, aby zjesc kolacje.

Znajdowala sie dopiero w polowie posilku, gdy Blackstar zaczal prychac i przebierac nogami. W tej samej chwili Jessie zrozumiala, ze nie jest juz sama. Miala jednak na tyle rozumu, by nie podskoczyc ze strachu, czyli nie zrobila czegos, czego Indianie spodziewaja sie po bialych. Taka glupota grozila strzala w plecy, totez Jessie nie drgnela nawet.

– Nie oponuje przeciwko towarzystwu przy kolacji, a nawet podziele sie z toba jedzeniem, jesli tylko podejdziesz blizej ognia tak, bym mogla cie widziec – rzekla spokojnie.

Nikt nie odpowiadal. Zaczela sie zastanawiac, czy nie powinna przetlumaczyc swej wypowiedzi na jezyk Czejenow.

Wciaz nieruchoma jak skala, postanowila sprobowac.

– Nazywam sie Podobna i jestem przyjaciolka Czejenow. Rozpalilam ognisko i chetnie poczestuje cie kolacja, jezeli tylko sie pokazesz.

W dalszym ciagu nikt sie nie odzywal.

Oscylujac ma granicy strachu i ulgi, spedzila w milczeniu kolejne dziesiec minut. Blackstar sie uspokoil, nigdy zreszta nie robil zamieszania z byle powodu.

Mezczyzna pojawil sie w mgnieniu oka. Jessie z przerazeniem chwycila sie za serce. Nie slyszala krokow. W jednej chwili tuz obok pojawily sie rozstawione szeroko stopy obute w mokasyny.

Zmierzyla wzrokiem dlugie nogi odziane w legginsy z fredzlami, przepaske siegajaca do polowy ud, nagi, muskularny tors pokryty bliznami, swiadczacymi o odwadze i wytrwalosci. Bialy Grzmot mial podobne blizny po ranach, jakie zadal mu Taniec Slonca przed wieloma laty.

Gdy wreszcie przeniosla spojrzenie w gore, odkryla ze zdziwieniem, ze stoi przed nia mezczyzna co najwyzej dwudziestopiecioletni. Jego twarz o miedzianej cerze, wysokich kosciach policzkowych, orlim nosie i oczach czarnych niczym heban intrygowala; przykuwala uwage. Z tych oczu nie udalo sie jej niczego wyczytac. Czarne wlosy byly dlugie, z tylu puszczone luzno, z przodu splecione w dwa cienkie warkoczyki. W jednym z nich tkwilo niebieskie piorko. Na znak, iz nie uwaza Jessie za zagrozenie, Indianin wyciaga! przed siebie puste rece.

– Przystojniak z ciebie, co? – spytala Jessie, zakonczywszy ogledziny.

Gdy wbil w nia ciemne, odwazne oczy, zdala sobie sprawe z sensu swoich slow i splonela rumiencem. Ale on nie zareagowal. Czy zrozumial? Podniosla sie z ziemi, wolno i spokojnie. A potem, gdy okrywajacy ja koc spadl na trawe i odslonil obcisle spodnie oraz kabure, miala okazje zaobserwowac pierwsza zywa reakcje ze strony mezczyzny.

Zanim zdazyla pomyslec, chwycil jej kurtke, rozsunal poly i przesliznal sie wzrokiem po wzgorkach widocznych pod koszula. Jessie nie smiala sie uchylic.

Wreszcie wypuscil ja z objec i dziewczyna odetchnela z ulga.

– No coz, teraz, gdy wszystko jasne, moze uda sie nam porozumiec. Mowisz po angielsku? Nie? – Zdecydowala sie na jedyny indianski dialekt, jaki znala. – Czejen? Mowisz w jezyku Czejenow?

Wtedy zadziwil dziewczyne potokiem slow wypowiedzianych glebokim, dzwiecznym glosem. Niestety, Jessie zrozumiala tylko jeden zwrot, wystepujacy w jezyku Dakotow.

– Jestes Siuksem – skonstatowala zawiedziona, gdyz dialekty Siuksow i Czejenow byly wprawdzie podobne, ale nie identyczne.

Jessie nie rozmawiala nigdy wczesniej z Siuksem, przez te wszystkie lata widywala jedynie wojownikow, ktorzy przybywali do obozowiska Bialego Grzmota. Dzielni Siuksowie nadal odnosili sie do bialych zdecydowanie wrogo, a byli tak potezni, ze zdolali wyprzec wojsko ze swego terytorium. W przeciwienstwie do niemal wszystkich Indian z nizin, Siuksowie i Czejenowie nigdy nie ulegli bialym. Domagali sie, by caly rejon Powder River pozostal nadal ich terenem lowieckim, i to zadanie zostalo spelnione. A teraz Jessie patrzyla prosto w oczy Siuksowi, ktory spotkal ja, biala dziewczyne na swojej ziemi.

Mysli Jessie powedrowaly w niezwykle niebezpiecznym kierunku, totez postanowila natychmiast zmienic ich bieg. Nie miala zadnego powodu, by sie obawiac tego smialka. W koncu Indianin zdecydowal sie do niej przemowic, co nalezalo potraktowac jako dobry znak.

– Biali nazywaja mnie Jessica Blair, a Czejenowie -Podobna. Odwiedzam tutaj Bialego Grzmota i jego rodzine, ale w tym roku przyjechalam wczesniej, wiec wroce rano do domu na poludniu. Znasz Bialego Grzmota?

Wsparla dlugie wyjasnienia jezykiem migowym, ale Siuks najwyrazniej nadal jej nie rozumial. Gdy umilkla, odwrocil glowe w strone ogiera.

– Dostalam go od Bialego Grzmota.

Wojownik wreszcie sie odezwal, ale Jessie nie wiedziala, o co mu chodzi. Siuks wyciagnal reke i przesunal dlonia po konskim boku, a gdy Blackstar chcial go uszczypnac, wybuchnal glosnym smiechem.

Jessie stracila cierpliwosc.

– Nie trac czasu! I tak go nie dostaniesz!

Nawet jesli nie zrozumial slow, musial wyczuc gniew w jej glosie. Odwrocil sie od konia i stanal na wprost Jessie. Tym razem znalazl sie tak blisko, ze musiala spojrzec mu w oczy.

juz nie patrzyl tak surowo. Odezwal sie ponownie, pokazujac na migi, ze podaje swoje imie. Gdy wreszcie je zrozumiala, usmiechnela sie.

– Maly Jastrzab – powiedziala po angielsku, ale Siuks pokrecil tylko glowa. Najwyrazniej nie pojal sensu jej slow.

Pokazala mu gestem, by poczestowal sie kolacja. Tym razem przyjal propozycje i usiadl, a Jessie wrocila na miejsce i owinela nogi kocem. Miala tylko jeden talerz, dolozyla wiec troche kuropatwy i klusek do swojej porcji i podala posilek Siuksowi. Gdy Indianin zjadl wszystko, co przeznaczyla dla niego, natychmiast oddal talerz. Patrzyl potem przez chwile, jak dziewczyna je szybko kolacje. Gdy Jessie skonczyla, pozmywala naczynia i odlozyla je na bok. Przez caly czas czula na sobie jego spojrzenie.

Kiedy wrocila do ognia, Indianin lezal na boku, wsparty na lokciu, na wprost miejsca zajmowanego przez Jessie.

Mogla sie przeniesc gdzie indziej, ale za bardzo sie bala, by wprowadzac jakiekolwiek zmiany. Polozyla sie wiec na trawie, twarza do Siuksa. Spotkali sie wzrokiem i dziewczyna odniosla wrazenie, ze spogladaja tak na siebie od wiekow. Maly Jastrzab wpatrywal sie w nia coraz smielej. Czyz nie tak samo pozadliwie zerkal na nia Blue? Nie miala watpliwosci, ze Indianin jej pragnie, lecz mimo to byla zdziwiona, gdy zachecajacym gestem

Вы читаете Dziki wiatr
Добавить отзыв
ВСЕ ОТЗЫВЫ О КНИГЕ В ОБРАНЕ

0

Вы можете отметить интересные вам фрагменты текста, которые будут доступны по уникальной ссылке в адресной строке браузера.

Отметить Добавить цитату