poklepal trawe obok siebie. Wolno pokrecila glowa, nie odrywajac od niego oczu. Maly Jastrzab wzruszyl ramionami, popatrzyl przeciagle na Jessie, polozyl sie spokojnie i przymknal powieki.
Jessie wciaz gapila sie na niego jak urzeczona. Odczuwala jednoczesnie ulge i dziwny niepokoj. Co sie z nia dzialo? W koncu doszla do wniosku, ze to wszystko przez te jego oczy: malowalo sie w nich pozadanie.
Kiedy jednak zasypiala, myslala o innych ciemnych oczach. Oczach Chase'a Summersa.
Rozdzial 5
– Szkoda, ze go nie widziales – mowila, zdejmujac siodlo z grzbietu Blackstara. Przed dziesiecioma minutami wrocila do domu i ani na chwile nie przestawala mowic. -Byl taki dumny, wyniosly. Prawdziwy Indianin, jezeli wiesz, o co mi chodzi.
Jeb uniosl brew.
– Wiedzialas, ze to Siuks, i nie balas sie nawet przez chwile?
– Troche… Szczegolnie wtedy, gdy sie zorientowalam, ze on mnie pragnie.
– Ach tak – mruknal Jeb. – Ale nie wyszlo ci to na zle. Wygladasz zupelnie tak samo jak przedtem.
– Bo nic sie nie stalo. Odmowilam, a on uszanowal moja wole.
– Naprawde?
– Nie wierzysz? Nie mogl mnie zaatakowac po tym, jak dostal kolacje. Przeciez Indianie sa honorowi. A moze ty w ogole nie wierzysz? Musisz jednak wiedziec, ze podobam sie niektorym mezczyznom, jebie Hart, nawet w tym stroju.
– Nie zlosc sie. Wcale nie czula zlosci.
– No coz, w kazdym razie zniknal, zanim wstalam. Myslalam nawet przez chwile, ze to wszystko mi sie tylko snilo.
– Ale ci sie nie snilo? Popatrzyla na niego ozieble.
– Na pewno nie. W miejscu, gdzie spal, trawa byla zgnieciona. Zostawil rowniez to. – Wyjela z kieszeni niebieskie piorko.
– Jak sadzisz, dlaczego on to zostawil? Jessie wzruszyla ramionami. Nie wiedziala.
– Chyba je zatrzymam. – Usmiechnela sie. – Niech mi przypomina o przystojnym mezczyznie, ktory mnie pragnal.
– Wyrastasz na niegrzeczna dziewczynke, Jessie. Nigdy przedtem nie slyszalem takich gadek o pozadaniu i tak dalej; masz dopiero osiemnascie lat.
– Bo zawsze myslales o mnie jak o chlopcu. Wiele mlodszych ode mnie dziewczat wychodzi jednak za maz. I tak pozno zaczynam sie interesowac romansami.
– Lepiej bedzie, jezeli Rachel sie o tym nie dowie -mruknal. – Zamartwia sie o ciebie.
Na wspomnienie matki usmiech znikl natychmiast z twarzy dziewczyny.
– Dala nam do wiwatu. Poslala nawet za toba swojego znajomego – ciagnal stary.
– Co ty mowisz? Jak smiala?!
– Spokojnie. Przeciez cie nie znalazl, prawda? No i dotychczas nie wrocil.
– Naprawde? To cudownie. Wiec jednak sie zgubil! Jeb patrzyl na nia przez chwile.
– Nie lubisz go, prawda?
– A ty jakbys sie czul, gdyby obcy czlowiek wtykal nos w twoje sprawy?
– On tak wlasnie postapil?
– Jeszcze nie – odparla sucho. – Ale slyszalam, jak Rachel go o to prosi, a on sie zgadza. Tak wiec jesli juz nigdy sie tu nie pojawi, bede bardzo zadowolona.
Chase wrocil piec dni pozniej, zmeczony jak pies, brudny, z posladkami obolalymi od siodla. Nie palilo mu sie wcale do spotkania z Rachel, ktora zawiodl. Przebyl dwiescie mil w kurzu i znoju, aby wreszcie dotrzec do tego rezerwatu, i po co? Agent, ktorego tam spotkal, nie slyszal nigdy o Jessice. Indianie mowiacy jako tako po angielsku rowniez nie byli w stanie powiedziec nic na jej temat. Przez caly dzien przeszukiwal teren, zadawal pytania, ale upewnil sie tylko, ze nikt nic nie wie.
Jeb byl wlasnie w pokoiku przy stajni, kiedy Chase wprowadzil Goldenroda do srodka.
Jego spojrzenie zdradzalo zmeczenie i gniew ostatniego tygodnia, ale jesli jeb nauczyl sie czegokolwiek w ciagu szescdziesieciu lat zycia, to tego, jak nalezy postepowac z tchorzami.
– Szybko pan wrocil, mlodziencze – rzekl dobrodusznie.
– Szybko? A nie jestes tym zdziwiony?
– Nieszczegolnie.
– Naprawde? jako hazardzista, moge postawic kazdego posiadanego centa na to, ze w ogole nie oczekiwales mojego powrotu.
Jeb usmiechnal sie szeroko.
– To bylby zaklad osla ze swinia. Spodziewalem sie pana dokladnie o tej porze i to w jednym kawalku, bo odbyl pan bardzo bezpieczna podroz. Juz od wielu lat nikt nie mial klopotow na tej trasie.
– To bez znaczenia – odparl chlodno Chase. – Wyprawa do rezerwatu Szoszonow okazala sie czysta strata czasu, a ty dobrze wiedziales, ze tak sie stanie.
– No tak, rzeczywiscie moglem panu powiedziec…
– Dlaczego wiec tego nie uczyniles?
– Bo pan nie pytal – odparl jeb, wzruszajac ramionami. – Wymysliliscie sobie oboje – pan i pani – ze Jessie pojechala do Szoszonow. A ja tylko wyrzadzilem panu przysluge, trzymajac gebe na klodke, szczegolnie ze pani Rachel tak nalegala na poscig za Jessica. Na pewno nie chcialby pan pojechac tam, gdzie ona. Zaden bialy nie udaje sie dobrowolnie w tamte strony, jezeli ma choc troche rozumu w glowie.
– W jakie strony? Gdzie ja, u diabla, ponioslo?! 1 nie opowiadaj mi juz wiecej bzdur na temat Indian.
– Nie rozumiem, dlaczego sie pan tak ciska – mruknal Jeb. – Ocalilem panu zycie i takie dostaje podziekowanie?
– Niech cie cholera! – wybuchnal Chase. – Gdybys nie stal nad grobem, z pewnoscia bym cie tam ulokowal. Teraz zalezy mi na kilku prostych odpowiedziach, a nie…
– Prosze go zostawic w spokoju!
Chase obrocil sie na piecie w strone, z ktorej dochodzil zagniewany glos, i ku swemu najwyzszemu zdumieniu ujrzal przed soba dziewczyne, ktora wprowadzila go w blad pierwszego dnia.
– Znowu ty! Co tu robisz, dzieciaku? – A gdy nie odpowiedziala, zwrocil sie do Jeba: – Kim ona jest?
Jeb z trudem staral sie ukryc rozbawienie, ale nie bardzo mu sie to udalo. Czul, ze zaraz zaczna sypac sie iskry i wiedzial doskonale, kto zostanie poparzony. Dobrze mu tak – pomyslal.
– Dziewczyna, ktorej pan szuka – odparl z niewinna mina.
Chase odwrocil sie do Jessie. Ogarnal go gniew.
– Niech to diabli! – wrzasnal. – Powinienem skroic cl tylek!
Zrobila krok wstecz, a jej dlon wyladowala automatycznie na kaburze.
– Nie radze – syknela cicho, bardzo spokojnym glosem. – Na pana miejscu w ogole bym o tym nie myslala!
Chase popatrzyl na nia ze strachem, w oczach. Wczesniej nie zauwazyl broni; dostrzegal jedynie delikatna, owalna buzie, buzie, ktora przez ostatnie poltora tygodnia z jakiegos irytujacego powodu stawala mu czesto przed oczyma. A teraz okazalo sie, ze wlasnie tej pannicy szukal – nie jakiejs niezidentyfikowanej corki Rachel, osoby bez twarzy, ale tego malego nicponia w chlopiecym przebraniu! Chryste! Naprawde mial ochote wygarbowac jej skore!
Gniew nadal w nim wrzal, ale zdolal to ukryc.
– Naprawde moglabys mnie zastrzelic? – spytal.
– Na pewno – mruknal Jeb. Chase zlagodnial w jednej chwili.