Snape obrzucil go surowym spojrzeniem. Z wyrazu jego twarzy mozna bylo wyczytac, iz najwyrazniej w ostatniej chwili powstrzymal sie od zlosliwego komentarza.
- Zaczekaj - rzucil i podszedl do jednej z polek. Po chwili wrocil, trzymajac w reku niewielka fiolke. - Dam ci to, ale tym razem nie wolno ci wypic wiecej, niz jeden maly lyk tuz przed snem. Zreszta, chyba sam powinienes o tym juz wiedziec.
Gryfon pokiwal glowa. Znal dawkowanie, przerabiali to niedawno. Wzial butelke i wymamrotal podziekowanie. Snape przypatrywal mu sie z uwaga, ale Harry nie potrafil spojrzec mu w twarz. Wciaz nie byl pewien, na co moze sobie pozwolic. Tak bardzo chcialby zostac i z nim porozmawiac... ale skad mogl wiedziec, czy Snape tez tego chce? Moze nie zyczy sobie jego obecnosci? A przeciez nie mogl zapytac wprost. Wolal niepewnosc od odmowy. Mniej bolala.
Odwrocil sie z westchnieniem, zeby wyjsc, ale kiedy dotknal klamki, dobiegl go niski glos Mistrza Eliksirow:
- Dokad to, Potter? Siadaj.
Zabrzmialo, jak rozkaz, wiec Harry cofnal dlon i odwrocil sie. Poczul ulge. Snape chcial, zeby zostal. To byl pierwszy, dobry znak. Powoli podszedl do czarnego fotela i usiadl przy plonacym kominku. Severus zajal miejsce w drugim fotelu i przez kilka chwil patrzyl w ogien. Jedynym panujacym w pomieszczeniu dzwiekiem byl cichy trzask plonacych drewien. W koncu mezczyzna odwrocil glowe w strone Harry'ego i zapytal spokojnym, niezwykle lagodnym glosem:
- Co ci sie snilo, Potter?
Gryfon wzdrygnal sie, zbladl i spojrzal na mezczyzne z przestrachem. Znowu ujrzal krew. W jego glowie odbily sie echem slowa:
Glos Severusa. Zimny, nieczuly, odlegly. Obcy.
Widzac, ze Snape mruzy oczy, Harry szybko odwrocil glowe i spojrzal w ogien.
- Nie chce o tym rozmawiac - powiedzial, z trudem panujac nad drzeniem glosu.
- Potter... - zaczal mezczyzna, ale Harry szybko mu przerwal, rozpaczliwie pragnac zmienic temat.
- Jak ci minal dzien, Severusie? - zapytal, starajac sie, by jego glos brzmial obojetnie. Snape zamknal usta, zamyslil sie, jakby zastanawiajac, czy kontynuowac przesluchiwanie Harry'ego, ale najwyrazniej zrezygnowal, poniewaz po chwili milczenia powiedzial:
- Cudownie. Dzieki mnie Gryffindor spadl w koncu z trzeciego miejsca na czwarte w Pucharze Domow.
Sarkazm emanujacy z jego glosu byl wrecz namacalny. Harry skrzywil sie.
- Gratulacje - odparl bez namyslu. - Myslalem, ze 'dzieki tobie' juz od dawna bylismy na ostatnim miejscu.
Snape zamrugal. Harry zrozumial, co powiedzial, i natychmiast spuscil wzrok, zaklopotany, ale jednoczesnie poczul takze zadowolenie, ze udalo mu sie zaskoczyc mezczyzne. W jego glowie pojawila sie dziwna mysl, ze odkad zaczal dluzej z nim przebywac, sam robil sie coraz bardziej ironiczny i wygadany. W koncu musial jakos bronic sie przed jego atakami. Strach i zlosc, ktore towarzyszyly mu przez ostatnie dwa dni, zaczely wyplywac teraz z niego i nie potrafil ich powstrzymac.
- Moze moglbys przyznac nam kiedys chociaz jeden punkt? Zapisalbys sie w historii szkoly. Nie chcialbys? - kontynuowal, balansujac na niezwykle chwiejnej i niestabilnej fali, z ktorej mogl w kazdej chwili runac w ciemne odmety. - Moze Neville dostalby przy okazji zawalu? W koncu udaloby ci sie
