dopiac swego. - Ugryzl sie w jezyk dopiero, kiedy zobaczyl niebezpiecznie grozne spojrzenie, ktore wbil w niego Mistrz Eliksirow.
- Uwazaj, Potter. Nie zapominaj, z kim rozmawiasz - wycedzil, sztyletujac go wzrokiem.
Harry spojrzal w ogien i zarumienil sie. Wzburzone fale wygladzily sie, a grozba zatoniecia zostala odsunieta.
- Przepraszam - wymamrotal. - To przez to, ze ostatnio... - zawahal sie, przelknal sline i westchnal. Nie chcial juz owijac w bawelne, mial dosyc gier i podchodow. Czas wylozyc karty na stol. - Dlaczego tak mnie traktujesz? - zapytal wprost, spogladajac na Snape'a. - Przez dwa dni czekalem na jakakolwiek wiadomosc, ale ty postanowiles mnie ignorowac. Dlaczego?
Mistrz Eliksirow zacisnal usta i zmarszczyl brwi. Wygladal, jakby zastanawial sie nad odpowiedzia. W koncu rzekl suchym, spokojnym glosem, wazac kazde slowo:
- Mialem swoje powody, Potter.
Nie takiej odpowiedzi oczekiwal!
- Ty zawsze masz swoje powody! - wybuchnal. - A ja wciaz nic nie rozumiem! Nigdy nie wiem, na co moge sobie pozwolic. Nie wiem, jak zareagujesz. Nie wiem nawet, czy moge sie teraz do ciebie przytulic i czy mnie nie odepchniesz. - Jego glos zalamal sie. Zagryzl warge i wbil wzrok w ogien. Po chwili do jego uszu dobiegl niski, chlodny glos:
- Nie dowiesz sie... dopoki nie sprobujesz.
Harry spojrzal na Snape'a. Serce tluklo mu sie w piersi, a w uszach szumialo, ale powoli sens tych slow przedarl sie do jego umyslu. Sam byl zaskoczony wnioskami, ktore wysnul. Czyzby Snape wlasnie... przyznal, ze chce, aby Harry sie do niego przytulil? Tak wlasnie to zabrzmialo.
Podjal decyzje. Wstal, podszedl do Severusa i, wciaz troche niepewny, usiadl bokiem na jego kolanach. Objal go za szyje, wtulil twarz w jego obojczyk i westchnal ciezko. Nie zostal zepchniety, odsuniety, ani zwymyslany. Poczul, ze cialo Snape'a napielo sie. Slyszal jego przyspieszony oddech. Byl tak blisko... Kiedy sie w niego wtulal, jego serce uspokajalo sie. Czul sie bezpieczny. Dla takich chwil warto bylo walczyc.
- Nienawidze, kiedy mnie tak traktujesz - wyszeptal cicho, pocierajac twarza o jego szyje i wdychajac gorzko-slodki aromat, ktory w tym miejscu byl najintensywniejszy. Wszystko, co robil, bylo jednostronne, ale jemu to wystarczalo. Przynajmniej na razie...
Przysunal sie jeszcze blizej i wyszeptal:
- Tak bardzo cie potrzebuje.
Przez chwile w pomieszczeniu slychac bylo jedynie ich oddechy. W koncu cisze przerwal niski glos Mistrza Eliksirow:
- Jak bardzo mnie potrzebujesz, panie Potter?
Jak trawa potrzebuje deszczu, zeby rosnac. Jak ziemia potrzebuje slonca, zeby zyc. Jak czlowiek potrzebuje powietrza, zeby oddychac, jak dziecko potrzebuje matki. Jak swiat potrzebuje ratunku i Chlopca, Ktory Przezyl, aby byl ich nadzieja, symbolem, wiara.
- Nawet sobie nie wyobrazasz - odpowiedzial cicho. Zacisnal dlonie na czarnej szacie, pragnac nie wypuscic jej juz nigdy. Dlaczego juz zawsze nie mogloby byc tak, jak teraz?
- Przytul mnie, prosze. - Slowa same wyrwaly sie z jego ust. Czekal, ale nic sie nie stalo. Zadnego odzewu. Odsunal sie nieznacznie i siegnal po lezace na oparciach fotela rece Severusa. Zlapal je i delikatnie owinal wokol swojej talii. Spojrzal w glebokie, mroczne tunele oczu mezczyzny, szukajac w nich... sam nie wiedzial czego, ale byl pewien, ze rozpoznalby to, gdyby znalazl. Przez ulamek sekundy cos w nich mignelo, ale nie zdazyl tego uchwycic. Pozostawaly dla niego
