powiedzial tych pustych, nic nieznaczacych slow: 'Wszystko bedzie dobrze, nie martw sie'. Ochrzanilby go, moze i nawet skomentowal to w typowy dla siebie, zlosliwy, sarkastyczny sposob, warknal na niego, zeby przestal sie nad soba uzalac i dorosl wreszcie, ale... zrozumialby.
Poza tym, Severus byl... byl... Nie wiedzial, jak to okreslic. Wciaz uciekal, odpychal go, wymykal mu sie. Dawal cos, i kiedy Harry w tym posmakowal, zabieral mu. A Harry, wyglodnialy, nienasycony - podazal za nim, by znowu to dostac. Jak spragniony na pustyni, ktoremu ktos podsuwa pod usta pelna krystalicznie czystej wody szklanke, a kiedy upije z niej lyk - zabiera mu ja. Jak dziecko, ktore kusi sie cukierkiem. Kiedy sprobuje jego slodyczy, pragnie wiecej - wiec idzie za tym, kto ma cukierek, w nadziei, ze znowu dane mu bedzie go posmakowac, i moze kiedys, w koncu, dostanie go w calosci. Wtedy bedzie szczesliwe.
Jednak teraz, aby dostac cukierek, dziecko zaczelo sie buntowac, zaczelo stawiac warunki, walczyc, upominac sie. Poniewaz odkrylo, ze ten cukierek nalezy do niego... i ze ma do niego pelne prawo.
Dlatego Harry nie zamierzal dzisiaj odpuscic. Zawzial sie. Jezeli Snape nie nauczyl sie lekcji, to nie bedzie mial skrupulow, zeby go oblac.
Usmiechnal sie do siebie, zadowolony z wlasnego planu.
Przybywszy na miejsce, zapukal. Kolejne drzwi otwieraly sie przed nim, by w koncu doprowadzic go do pograzonej w ciszy i oswietlonej tylko kilkoma swiecami oraz blaskiem padajacym z kominka, prywatnej komnaty Mistrza Eliksirow. Snape siedzial w swym ulubionym fotelu i czekal juz na niego. Przed nim, na stole, stalo kilka butelek. Kiedy Harry podszedl blizej, mogl odczytac ich nazwy: Whisky, Gin, Rum, Martini.
Jego brwi powedrowaly w gore.
- Zamierzasz mnie upic, Severusie? - zapytal z rozbawieniem. - A potem wykorzystac?
- Obaj dobrze wiemy, ze nie potrzebowalbym do tego alkoholu - odparl ze spokojem mezczyzna, przypatrujac sie uwaznie Harry'emu, ktory pomimo staran, nie potrafil powstrzymac delikatnego rumienca. Szybko jednak skarcil sie w duchu.
Nie, to on dzisiaj wygra!
Odrzucil na bok peleryne niewidke z postanowieniem, ze, jezeli nie dostanie teraz tego, czego chce, to wyjdzie. Wiedzial, ze przyjemny, wspolny wieczor trafilby szlag, a on by tego cholernie zalowal, ale nie moze sie teraz zlamac i skapitulowac. Bo nigdy nie dostalby tego, do czego dazy i czego pragnie. Wiedzial, ze jest wiele rzeczy, ktorych Snape mu nie da, ale to, czego w tej chwili chcial,
Podszedl do Snape'a z niewinna mina, objal go za szyje i usiadl bokiem na jego kolanach. Wyczul, ze Mistrz Eliksirow wstrzymal oddech i momentalnie zesztywnial, jak kloda, ale nie skomentowal tego. Harry dostrzegl na jego twarzy wyraz rozdraznienia, ale postanowil nie zwracac na to uwagi.
Wtulil twarz w jego obojczyk i westchnal:
- Tesknilem za toba, Severusie.
Wiedzial, ze nie otrzyma zadnej odpowiedzi na to wyznanie, dlatego po kilku chwilach ciszy, w czasie ktorych jedynym dzwiekiem w pomieszczeniu byl trzask ognia i ich oddechy, wyszeptal:
- Czy moglbys mnie przytulic?
Zamarl z mocno bijacym sercem, czekajac na reakcje albo odpowiedz. Po chwili nadeszlo to drugie.
- Przyszedles tu tylko po to, zeby sobie pozartowac? - Wyczuwalny w glosie Snape'a sarkazm sprawil, ze Harry westchnal ciezko, ale sprobowal po raz drugi. Przysunal sie blizej i ponowil swoja prosbe.
- Przytul mnie, Severusie.
