objawilo sie zaczerwienionymi policzkami, swiszczacym oddechem i lsniacymi z zachwytu oczami. Snape najwidoczniej to zauwazyl, bo kiedy strzasnal na twarz chlopca ostatnia krople swojego nasienia pochylil sie nad nim, oddychajac ciezko, i dotknal dlonia jego mokrej twarzy. Zebral palcami troche spermy i wlozyl je do rozchylonych wyglodniale ust Harry'ego, ktory, mruczac z przyjemnosci, zlizal i polknal wszystko, co otrzymal. Kiedy otworzyl oczy, zobaczyl zadowolenie na twarzy Snape'a i diaboliczny blysk w jego oku.
- Chcesz wiecej? - zapytal przyciszonym, mrocznym glosem. Harry pokiwal glowa, oblizujac wargi. Palce Severusa rozsmarowaly nasienie po twarzy chlopca, zbierajac jego czesc i ponownie wkladajac do jego zachecajaco rozchylonych ust. Harry oblizal je dokladnie swoim cieplym jezykiem, przelykajac z najwieksza przyjemnoscia gorzko-slonawy plyn, ktory wydawal mu sie w tej chwili najslodszym, najsmaczniejszym eliksirem, jaki kiedykolwiek otrzymal od Mistrza Eliksirow.
- Cudownie smakujesz - wymruczal cicho, nie odrywajac wzroku od intensywnego, palacego spojrzenia Severusa, ktory po tych slowach pochylil sie nad nim i wyszeptal:
- Jestes malym, perwersyjnym zboczencem. - Usmiechnal sie mrocznie i dodal - Powiedz to.
Harry zawahal sie. Nie wiedzial, ze Snape lubi, kiedy sie go tak nazywa, ale skoro o to prosil...
- Jestes malym, perwersyjnym zboczencem - powtorzyl z usmiechem.
Snape zamrugal, zaskoczony.
- Ty, Potter! - warknal ostro. - Nie ja!
W umysle Harry'ego cos zaskoczylo.
- Ach, to trzeba bylo tak od razu. Gdybys powiedzial 'Jestes malym, perwersyjnym zboczencem,
To chyba zaskoczylo Mistrza Eliksirow, poniewaz w jego oczach zamigotalo cos nieokreslonego, nieuchwytnego. Ale Harry przysiaglby, ze dostrzegl w nich ulge.
Mezczyzna zamknal powieki i pokrecil glowa z westchnieniem:
- Ubieraj sie, Potter. Jest juz pozno, a nie chcemy, by twoi nadopiekunczy przyjaciele znowu biegali po calym zamku, szukajac cie. Kiedy skonczysz, umyj twarz i przyjdz do salonu. - Wstal, zapial rozporek i wyszedl z komnaty, pozostawiajac Harry'ego samego w ciemnym, wciaz pachnacym seksem lozku. Gryfon lezal przez chwile bez ruchu, wpatrujac sie w sufit i usmiechajac do siebie z zadowoleniem. Nie chcial isc. Bylo mu tak przyjemnie. Dlaczego nie moze zostac ze Snape'em? Czul sie tutaj tak... swobodnie. Niczego nie musial udawac ani ukrywac. Mogl byc soba.
Nie, Snape nie pozwolilby mu zostac. Jezeli Harry bedzie sie upieral, moze go wyrzucic, a nie chcial, zeby ten cudowny wieczor tak sie skonczyl. Westchnal i, walczac z zawrotami glowy, podniosl sie z lozka. Chwile trwalo, zanim udalo mu sie ubrac. Spojrzal jeszcze raz na czarna, zmierzwiona posciel i westchnal przeciagle. Potykajac sie o wlasne nogi, podszedl do otwartych drzwi, prowadzacych do lazienki, umyl twarz i wrocil do salonu, w ktorym czekal na niego Severus. Mezczyzna podal mu szklanke wypelniona niebieskawym, metnym plynem.
- Co to jest? - zapytal Gryfon, biorac od niego napoj.
- Eliksir na wytrzezwienie, ktory przejsciowo zlagodzi objawy wypicia alkoholu. Nie moge dopuscic, zebys platal sie, pijany, po zamku - odpowiedzial gladko.
Harry spojrzal na miksture. Ale dlaczego mial wytrzezwiec? Bylo mu tak
