Hermiony. Dogonila go przy drzwiach i zlapala za ramie. - Posluchaj, Harry...

- Nie! - warknal wsciekle, wyrywajac ramie. Skierowal spojrzenie na przygladajace mu sie morze twarzy i zobaczyl, jak na drugim koncu sali Severus podnosi sie ze swego miejsca, nie spuszczajac z niego wzroku.

- Zaraz zaczynaja sie lekcje, Harry. Nie mozesz...

- Powiedz, ze zle sie czuje. Nie ide dzisiaj na zajecia - rzucil, pragnac jak najszybciej zakonczyc te nie warta uwagi wymiane zdan. Chcial po prostu zniknac. Gotujaca sie w nim furia sprawiala, ze ledwie byl w stanie nad soba panowac. Nie chcial wyzywac sie na przyjaciolach, a do tego zapewne by doszlo, gdyby zostal. - Nie szukajcie mnie. - dodal jeszcze, odwracajac sie, by odbiec.

- To ci w niczym... - zaczela Hermiona, ale Harry zniknal juz za zakretem, nie czekajac na jej odpowiedz.

Musial znalezc jakies miejsce, w ktorym moglby byc zupelnie sam.

Ten artykul tylko rozdrapal rane, ktora jatrzyla sie w nim juz od dawna. Rozdrapal i wyciagnal na powierzchnie, uderzajac w najbardziej czule punkty. I to z taka sila, ze ledwie mogl oddychac.

Juz wiedzial, gdzie powinien sie udac, aby byc sam.

Nie mial problemow z odnalezieniem Pokoju Zyczen. W srodku panowal polmrok. W kominku trzaskal ogien, a przed nim stal duzy, zielony fotel.

Wszystko wygladalo znajomo...

Zawstydzil sie, kiedy zorientowal sie, czyja komnate mu to przypominalo. Ale najwazniejsze bylo to, ze panowala tu cisza i spokoj. I nikt go tu nie znajdzie.

Opadl na fotel i zamknal oczy, wyciagajac nogi w strone ognia i odchylajac glowe w tyl.

Jak oni mogli? Co sobie wyobrazali piszac ten artykul? Chcieli go pograzyc? Wysmiac? Sprowokowac? Obarczyc wina za to, co sie dzialo? Za to, ze Voldemort wygrywal wojne?

Jasne. Nie mieli na kogo zwalic winy. Harry widzial juz oczyma duszy naglowki kolejnych artykulow: 'Sami-Wiecie-Kto i banda jego Smierciozercow wymordowala Mugoli. Dlaczego Harry Potter temu nie zapobiegl?', 'Ministerstwo Magii zostalo obalone! To wina Harry'ego Pottera!', 'Sami-Wiecie-Kto wygral wojne. A gdzie byl Harry Potter?'. Tak, to wszystko jego wina. Voldemort wygrywa - to wina Harry'ego. Voldemort morduje - to wszystko przez niego. Czarodziejski Swiat upada - Harry znowu zawiodl. Ktos sie przewrocil i zlamal noge - kto jest temu winny? Oczywiscie, Harry.

Ale dlaczego to zawsze musi byc on? Dlaczego nie dadza mu wreszcie swietego spokoju? Odpowiedz byla zadziwiajaco oczywista - bo ma blizne na czole. To ta blizna byla jego wina. Tak jakby wypisano mu nia na czole: 'Winny, winny, winny'. Winny wszystkiemu.

Zorientowal sie, ze w narastajacej zlosci i frustracji zaczal uderzac piescia w porecz. Musial jakos odreagowac.

Wszyscy chcieli, zeby niewyksztalcony nastolatek walczyl z Voldemortem i calym zastepem Smierciozercow. Zeby znalazl jakis sposob na pokonanie najsilniejszych i najniebezpieczniejszych czarodziejow, jacy istnieja. Poswieciliby go bez mrugniecia okiem, byle tylko sami mogli uniknac walki. To oni byli tchorzami. Chcieli, zeby Harry Potter wygral te wojne za nich, za caly Czarodziejski Swiat.

Nie mial szans...

W dlugim, ciemnym tunelu pojawilo sie malenkie swiatelko. Harry przypomnial sobie slowa Severusa. Nagle uswiadomil sobie, ze Snape to rozumial. Rozumial, ze Harry byl za slaby, zeby to zrobic. I wcale tego od niego nie oczekiwal. Jako jedyny nie naciskal go, nie zmuszal, nie wmawial, ze musi to zrobic. W przeciwienstwie do calej reszty Czarodziejskiego Swiata - nie chcial go poswiecic.

W takim swietle cala wczorajsza rozmowa nabrala dla niego zupelnie innego znaczenia. Wtedy byl zly na Severusa, ze mezczyzna w niego nie wierzyl. Teraz - przepelniala go ogromna wdziecznosc.

Swiatlo na krotka chwile odpedzilo czajace sie w ciemnosci potwory, ale tunel byl dlugi i naprawde mroczny. Swiatlo nie moglo siegnac wszedzie...

Siedzac w ciszy i wpatrujac sie w ogien czul, jak do jego serca ponownie wkradaja sie cienie, kiedy przypominal sobie kolejne fragmenty artykulu. I nawet swiatlo nie potrafilo ich odpedzic.

Nazwali go tchorzem... Ciekawe, jak oni czuliby sie na jego miejscu? Juz to widzial, jak Rita Skeeter idzie walczyc z Voldemortem, wiedzac, ze pewnie i tak zginie. Juz widzial, jak niezwykle szlachetnie, z odwaga i duma, poswieca swe zycie dla ratowania swiata...

Tak, wysmiewac, mieszac z blotem i upokarzac to ona potrafi, ale czy cos poza tym? Gdyby tylko dorwal ja teraz w swoje rece, to...

...to co, Harry Potterze? Zabilbys ja?

Harry wzial kilka glebokich wdechow, probujac sie opanowac. Juz wystarczajaco ciezko bylo mu zaakceptowac to, co go czeka - walka i, prawdopodobnie, smierc. Zmagal sie z tym przez tyle czasu... I kiedy w koncu poddal sie i pogodzil z losem... oni musieli atakowac ten cienki, niestabilny most, ktory przerzucil pomiedzy swoimi marzeniami, a nieuchronnym przeznaczeniem. Chcieli rozbic go w drobny pyl, sprawic, aby Harry utonal.

Вы читаете Desiderium Intimum
Добавить отзыв
ВСЕ ОТЗЫВЫ О КНИГЕ В ИЗБРАННОЕ

0

Вы можете отметить интересные вам фрагменты текста, которые будут доступны по уникальной ссылке в адресной строке браузера.

Отметить Добавить цитату