do sniadania, bo Ron zacznie cos podejrzewac.

- Dzieki, Harry. - Ginny usmiechnela sie szeroko. - Wiedzialam, ze moge na ciebie liczyc. - Pochylila sie i cmoknela go szybko w policzek.

To byla chwila. Blysk i trzask. Ginny krzyknela i odsunela sie gwaltownie.

- Co to bylo? - zapytala patrzac ze zdumieniem na Harry'ego. - Jakby cos mnie... porazilo.

- To nie ja - odparl szybko Harry, zaskoczony tak samo, jak dziewczyna.

- Co sie stalo? - zapytal Ron, kiedy w koncu udalo mu sie przelknac to, co mial w ustach.

- Jakies wyladowanie. Nic jej nie jest - uspokoil go Harry, majac dziwne wrazenie, ze wie doskonale, kto jest sprawca calego zamieszania.

- Lepiej na niego uwazaj. - Do uszu Harry'ego dobiegl zlosliwy glos Seamusa. - Kazdy, kto sie do niego zblizy, zle konczy. A potem tchorz wypiera sie wszystkiego.

- Mowisz o sobie, Seamus? - warknal Harry, spogladajac ze zloscia na siedzacego kawalek dalej, po drugiej stronie stolu, Gryfona. - A kto sie ostatnio wszystkiego wypieral? Najpierw robisz komus swinstwa za plecami, a potem udajesz niewinnego. I kto tu jest tchorzem?

Twarz Finnigana zaczerwienila sie.

- Myslisz, ze puszcze ci plazem to, co mi zafundowales? - syknal drzacym z gniewu glosem.

- Sam jestes sobie winien! - odparowal Harry czujac, ze pomimo wszelkich staran, zaraz straci nad soba panowanie i wybuchnie. Mial serdecznie dosyc tych ciaglych docinek i mieszania z blotem. Nie dawali mu spokoju nawet na posilkach! Czul, jak frustracja, ktora zbierala sie w nim od kilku dni, osiagnela punkt krytyczny i kazda, nawet najmniejsza uwaga, moze skonczyc sie potezna eksplozja.

- Przestan juz, Seamus - wtracila sie nagle Ginny. - Przeciez byliscie kiedys przyjaciolmi.

- Nie kumpluje sie z tchorzami i zdrajcami - wycedzil Gryfon, patrzac hardo na Harry'ego.

Harry poczul, ze cos w nim zaczyna pekac. Twardy, solidny mur, ktory dzieki Severusowi udalo mu sie wokol siebie zbudowac, zaczal sie rozpadac. Tyle razy zostal juz uderzony zniewagami, kruszony spojrzeniami, demolowany nienawiscia, iz ledwie sie utrzymywal. A teraz Seamus wytoczyl przeciwko niemu najciezsze dziala, ktorych sila razenia tworzyla w nim ogromne wyrwy.

- Harry nie jest zdrajca! - warknela Ginny, stajac w jego obronie.

- Jeszcze jedno slowo, Seamus, a bedziesz zbieral swoje zeby z podlogi - wycedzil Ron.

- Zobaczycie jeszcze... - Glos Gryfona kipial od nienawisci i zalu. - Zobaczycie, ze on nas wszystkich zdradzi. Dlaczego tu siedzi, zamiast walczyc? Moja ciocia zginela w jednym z tych atakow! To on jest wszystkiemu winien! - wykrzyknal, celujac oskarzycielsko palcem w trzesacego sie ze zlosci Harry'ego. - Jest zwyklym morderca!

- Zamknij morde! - Harry czul jedynie kipiaca wscieklosc, ktora zalewala jego oczy, barwiac wszystko na czerwono. Widzial tylko Finnigana, slyszal tylko jego slowa, ktore raz za razem uderzaly i rozkruszaly resztki chwiejacej sie bariery, uwalniajac cos, co nigdy nie powinno zostac wypuszczone na wolnosc.

Echo glosow Rona i Hermiony, ktorzy cos do niego mowili, unosilo sie gdzies na obrzezach jego wrzacej swiadomosci, ale on slyszal tylko slowa Seamusa:

- Bo co? Nic mi tutaj nie zrobisz. Jestes na to zbyt wielkim tchorzem. Zreszta...

Mur runal.

Harry rzucil sie do przodu, przez stol, stracajac na podloge wszystko, co sie na nim znajdowalo. Slyszal czyjs krzyk i halas rozbijajacych sie talerzy, ale widzial tylko swoj cel - przerazona twarz Seamusa. Sila rozpedu uderzyl piescia w jego nos, wpadl na krzeslo i obaj wyladowali na podlodze. Poczul tepy bol w zoladku i na chwile stracil oddech, kiedy dosiegnelo go uderzenie w brzuch. Kolejny cios w twarz rozbil jego okulary. Jednak nie byly mu one potrzebne. Widzial jedynie czerwona jak krew furie, ktora pchala go naprzod, dajac mu nadludzka wrecz sile. Zlapal Seamusa za szate, uniosl go z podlogi i cisnal na stol. Przyparl go do niego i zaczal okladac piesciami. Uderzal w twarz, w nos, usta, szyje, wszedzie, gdzie byl w stanie dosiegnac. Chcial go zmiazdzyc, zniszczyc, zrownac z ziemia. Pomiedzy ciosami, do jego ryczacego z wscieklosci umyslu przedzieral sie jego wlasny, charczacy glos. Slowa same wydobywaly sie z ust.

- Nigdy wiecej... - trzask! - ...tak mnie... - trzask! - ...nie nazwiesz!

- Expelliarmus!

Harry poczul silne szarpniecie. Ogromna sila oderwala go od Finnigana. Wrzasnal z wscieklosci i zaskoczenia i upadl, uderzajac glowa o lawke. Pociemnialo mu przed oczami. Poczul tepy bol w glowie. Przez kilka chwil nie wiedzial, gdzie jest i co sie stalo. Wtedy uslyszal nad soba glos... Severusa.

- Wstawaj, Potter!

Ktos pociagnal go mocno za szate. Podniosl sie z podlogi. Nogi ugiely sie pod nim, ale utrzymal rownowage. Czul, jak jego obdarte, obolale piesci drza niekontrolowanie, a adrenalina powoli zaczyna opadac. Zniknela czerwien, ktora zalewala jego oczy.

Вы читаете Desiderium Intimum
Добавить отзыв
ВСЕ ОТЗЫВЫ О КНИГЕ В ИЗБРАННОЕ

0

Вы можете отметить интересные вам фрагменты текста, которые будут доступны по уникальной ссылке в адресной строке браузера.

Отметить Добавить цитату