Teraz widzial jedynie mgle. Zaczal slyszec takze inne odglosy - szepty, krzyki, zdenerwowany, niemal przerazony glos profesor McGonagall, pytajacy Seamusa, czy moze wstac.
- Gdzie sa moje okulary? - wyszeptal, lapiac sie za brzuch i czujac okropny bol pokiereszowanego nosa i lewego oka. - Nic nie widze.
- Tutaj, Harry. - Uslyszal drzacy glos Hermiony. -
Ktos zalozyl mu je na nos. Syknal z bolu i na chwile zacisnal powieki. Kiedy je otworzyl, gwaltownie wciagnal powietrze, widzac rozgrywajaca sie przed nim scene. McGonagall probowala pomoc wstac zakrwawionemu Seamusowi, ktory lezal na stole, wsrod resztek sniadania, talerzy, sztuccow i polmiskow, a jego szata byla calkowicie oblepiona jedzeniem. Wszyscy uczniowie zgromadzili sie wokolo, wpatrujac sie w Harry'ego z pelna niedowierzania groza. Niedaleko niego stali Ron, Hermiona i Ginny, wygladajacy na kompletnie oslupialych. A tuz obok stal Severus, trzymajac go za szate. Kiedy Harry na niego zerknal, dostrzegl gniew w czarnych oczach. Gniew i przeblysk czegos jeszcze, czego nie potrafil nazwac. Jakiegos dziwnego poruszenia.
Zamknal oczy i jeknal w duchu. Tak latwo sie z tego nie wywinie...
Swiadomosc tego, co wlasnie zrobil, przygniatala go swym ciezarem, nie pozwalajac oddychac. To dziwne, ale nie mial wyrzutow sumienia. Ryczacy potwor, ktory w niego wstapil, wycofal sie gleboko, ale nadal tam byl. A wraz z nim satysfakcja, ktora odczuwal widzac, jak po twarzy Seamusa splywa krew zmieszana ze lzami.
Zasluzyl sobie na to!
Kiedy okazalo sie, ze Finnigan moze isc o wlasnych silach, McGonagall odwrocila sie do Harry'ego. Jej wzrok przypominal spojrzenie wscieklej kocicy. Harry mial wrazenie, ze zrenice staly sie pionowe.
- Za mna, Potter! - syknela lodowatym glosem i podtrzymujac Seamusa, zaczela prowadzic go do pomieszczenia znajdujacego sie tuz za Wielka Sala. Snape bez slowa popchnal Harry'ego przed soba.
Kiedy znalezli sie sami i drzwi zatrzasnely sie za nimi, uslyszeli, jak w Wielkiej Sali podnosi sie niebywaly gwar. Ale w pomieszczeniu panowala martwa cisza. McGonagall odwrocila sie i obrzucila Harry'ego wzrokiem tak zimnym, jakby chciala go zamrozic na miejscu.
- Co to mialo znaczyc, panie Potter? - wycedzila rownie lodowatym glosem. - Nigdy, powtarzam,
- Powinni go trzymac u Sw. Munga - wtracil nagle Seamus, siedzacy na krzesle, ktore podsunela mu McGonagall. - Jest niebezpieczny dla otoczenia!
Harry spojrzal na niego i poczul, jak potwor ryknal.
- A co? Az tak sie mnie boisz? I kto tu jest tchorzem? - Na jego usta wyplynal usmiech pelen msciwej satysfakcji.
- Panie Potter! - Nauczycielka az sie zachlysnela z oburzenia.
Harry poczul nagle pociagniecie za szate. Zachwial sie i zrobil kilka krokow w tyl, a Snape zblizyl twarz do jego twarzy i syknal mu w nia glosem, ktory potrafilby zamrozic nawet ogien:
- Uspokoj sie, Potter!
To go ostudzilo. W ciemnych oczach dostrzegl szalejaca burze. Snape byl rownie wsciekly, jak McGonagall, ale jego gniew byl dla Harry'ego o wiele bardziej niebezpieczny.
Opiekunka Gryffindoru zamknela oczy i przylozyla reke do czola, wzdychajac ciezko.
- Jeden z was ma mi natychmiast wyjasnic, o co poszlo.
- Seamus mnie zniewazyl - powiedzial szybko Harry, patrzac na nauczycielke. - To byla sprawa honorowa.
- Honorowa? - McGonagall otworzyla szeroko oczy. - Potter, czy ty wiesz, co zrobiles? Rzuciles sie na innego ucznia w Wielkiej Sali, przy calej szkole, przy wszystkich nauczycielach! Nic, powtarzam,
- Ja sie wcale nie usprawiedliwiam. Zadam tylko, zeby Seamus mnie przeprosil.
- Nigdy! - syknal Gryfon, spluwajac krwia na kamienna posadzke. - To, co powiedzialem, to prawda. On
Harry szarpnal sie, chcac dosiegnac Finnigana i wepchnac mu te slowa do gardla, ale silne szarpniecie zatrzymalo go na miejscu.
- Uspokojcie sie obaj natychmiast! - krzyknela McGonagall. - Na Merlina! Jestescie z jednego domu! Gdzie sie podziala wasza gryfonska lojalnosc?
- Potter sprzedal swoja Sami-Wiecie-Komu - warknal Seamus.
- Panie Finnigan! - Nauczycielka obrzucila go oburzonym spojrzeniem.
- I to jest wlasnie powod, dla ktorego powinienes mnie przeprosic - odparowal Harry i z satysfakcja ujrzal, jak twarz Seamusa staje sie blada ze strachu.
- Dosyc tego! - wrzasnela McGonagall. - Przez wasze zachowanie Gryffindor traci po piecdziesiat punktow od kazdego. Nie wiem, co w was wstapilo, ale moze przypomnicie sobie, ze jestescie Gryfonami i powinniscie sie wspierac, a nie obrzucac wyzwiskami i zniewagami, kiedy spedzicie ze soba troche czasu. Obaj macie szlabany. Dwa razy w tygodniu po trzy godziny. Do konca roku szkolnego. Razem.
- Co?! - krzykneli niemal jednoczesnie.
