myslec, poniewaz nadal byl zly. To, ze Severus troche go wczoraj ulagodzil nie oznaczalo, ze tak szybko mu wybaczy. A szczegolnie, ze przez niego Harry, zamiast w weekend trenowac do nadchodzacego meczu, bedzie musial szorowac kible. Nawet McGonagall nie bylaby taka wredna jedza i nie zadalaby mu az tak koszmarnego szlabanu! Kiedy tylko o tym myslal, wpadal w jeszcze wieksza zlosc. A nie mogl byc zly, bo chcial sie wreszcie pogodzic z Ronem i Hermiona.
A wlasciwie to gdzie sie podzial Ron?
Harry wyszedl z lazienki i rozejrzal sie po dormitorium. Neville szukal czegos pod swoim lozkiem.
- Hej, Neville. Ron poszedl juz na sniadanie?
- Mhm - wymamrotal chlopak, unoszac sie troche na lokciach. - Nie widziales mojej przypominajki? Nie pamietam, gdzie ja zostawilem.
- Przykro mi, nie widzialem - odparl Harry. - Ide na sniadanie - oswiadczyl, po czym zabral ksiazki i wyszedl na korytarz.
A wiec to tak! Ron nie mogl nawet na niego zaczekac, zeby poszli razem! Co sie z nim dzialo? Musza powaznie porozmawiac! Dosc juz tego!
W polowie drogi do Wielkiej Sali spotkal Lune. Szukala czegos za posagiem starej, bezimiennej czarownicy.
- Czesc - powital ja, podchodzac blizej. Dopiero teraz zauwazyl, ze na nogach miala zupelnie rozne buty, ozdobiony zoltymi kwiatkami kozak i rozowy, nabijany - Harry wybaluszyl oczy - chyba gwozdziami, trzewik. Krukonka najwidoczniej zrozumiala na co Harry spoglada, poniewaz usmiechnela sie i powiedziala:
- Och, to nic takiego. Po prostu znowu pochowali mi rzeczy i nie moge ich znalezc.
- Chcesz, zebym pomogl ci szukac?
- Nie, nie chce zabierac ci czasu. Masz przeciez tyle spraw na glowie. - Usmiechnela sie do niego slodko i Harry poczul nagle uklucie zalu, ze tak ja wczesniej wykorzystywal i ze przez niego niemal umarla.
- Moze przy okazji nastepnego wypadu do Hogsmeade wybierzemy sie na piwo kremowe? - zapytal. Nie wiedzial, dlaczego to zrobil. Po prostu nagle poczul, ze powinien sie jej w jakis sposob odwdzieczyc za pomoc.
- Slyszalam, ze piwo kremowe robi sie z krwi Niuchaczy Wasatych i ze mozna sie od niego uzaleznic. Podobno stepia tez zmysly i kiedy wypije sie go za duzo, to mozna zachowywac sie troche... no wiesz... dziwacznie.
Harry patrzyl na nia z rozdziawionymi ustami. Czyli z tego wynikaloby, ze Luna pije piwo kremowe przez caly czas... A moze na nia podziala odwrotnie i sprawi, ze zacznie zachowywac sie... normalniej?
Powstrzymal sie jednak od komentarza.
- Czyli nie chcesz isc ze mn... - zaczal.
- Alez nie - przerwala mu Krukonka. - Chetnie sie z toba wybiore. Bardzo chcialabym sprobowac tego... - pochylila sie do niego i wyszeptala konspiracyjnie - ...dziwacznego zachowania.
Harry mial trudnosci z zachowaniem kamiennej twarzy.
- To... swietnie - wydusil w koncu. - Ide na sniadanie, bo jest juz pozno, a musze cos jeszcze...
- Pojde z toba. I tak juz prawie wszystko przeszukalam. Moje rzeczy w koncu sie znajda. - Obdarzyla go promiennym usmiechem i zaczela podskakiwac w kierunku Wielkiej Sali. Jej nabijany gwozdziami trzewik pobrzekiwal cicho przy kazdym zetknieciu sie z kamienna posadzka.
W Wielkiej Sali panowal zwykly gwar. Harry zmruzyl oczy, widzac siedzaca przy stole nauczycielskim ciemna sylwetke. Kiedy Severus podniosl glowe i spojrzal na niego, Harry natychmiast odwrocil wzrok i prychnal pod nosem. Przez jego cialo przeplynela fala goraca. Ale sam nie byl pewien, czy to z powodu zlosci, zalu, czy... wspomnien.
- Poklociliscie sie o cos? - zapytala natychmiast Luna, bacznie obserwujac Gryfona i przenoszac wzrok na siedzacego w drugim koncu sali nauczyciela, ktory takze odwrocil glowe.
- Nie! - zaprzeczyl szybko Harry. Cholera, Luna czasami byla zbyt spostrzegawcza!
- Bo wiesz... gdybys potrzebowal pomocy, to zawsze mozesz na mnie liczyc. Moge pojsc do niego i przekazac mu jak bardzo krwawi twoje zranione serce.
- Nie! - Harry niemal krzyknal. Najgorsze bylo to, ze ona naprawde moglaby to zrobic. - Nie, wszystko w porzadku, naprawde! Jezeli bede chcial, to... sam mu to powiem. Nie martw sie. - Postaral sie usmiechnac.
- Albo mozna by sprobowac naslac na niego Gryzaki Kaukaskie, ale to nie bedzie...
- Nie, Luno - przerwal jej Harry. - Nie, naprawde nie musisz mi pomagac. Poradze sobie.
Luna wzruszyla ramionami.
- W porzadku. Ale wiesz, gdzie mnie szukac, gdybys potrzebowal pomocy. - Pomachala mu na pozegnanie i ruszyla w kierunku Krukonow.
Harry poszedl w strone swojego stolu. Po drodze zerknal jeszcze na siedzacego w oddali Snape'a.
Hmm... Czy bedzie w stanie kiedykolwiek mu to powiedziec? Watpil. Zreszta, teraz wcale nie mial ochoty z nim rozmawiac. Chcial go jakos ukarac, ale jeszcze nie bardzo wiedzial, w jaki sposob. Tym razem nie ujdzie mu na sucho to, co zrobil! To bylo wredne, podle...
