- Ee... - zdolal w koncu wydukac Harry. - To bardzo milo z twojej strony...
- Moze nawet zdazymy przed kolacja - rozesmiala sie Ginny i ruszyla w strone wskazanego pomieszczenia. Harry poczlapal za nia, wdzieczny za jej checi, a jednoczesnie czujac dziwny niepokoj, ktorego nie potrafil uzasadnic.
*
- ...wiec poprosilam o pomoc Freda i George'a, ktorzy przyslali mi swoj najnowszy wyrob i podrzucilam go Ronowi podczas kolacji. Zaluj, ze tego nie widziales, Harry - chichotala Ginny, wycierajac zabrudzone lustro. - Wyobraz sobie jego mine, kiedy z gulaszu zaczely wychodzic male pajaki i rzucac sie na niego. Myslalam, ze zedrze sobie gardlo od wrzasku. Szkoda, ze cie przy tym nie bylo. Nareszcie dostal za swoje.
Och, Harry doskonale potrafil wyobrazic sobie mine Rona i smial sie tak bardzo, ze z trudem lapal oddech. Czyszczenie lazienek z Ginny bylo przyjemnoscia. Wszystko wydalo mu sie o wiele lzejsze i prostsze. Nawet sie nie zorientowali, a juz konczyli.
- Przestaniecie wreszcie?! - Wysoki, dziewczecy krzyk przetoczyl sie echem po pomieszczeniu, sprawiajac, ze przeszly ich ciarki.
- Ups. - Ginny zakryla usta dlonia, tlumiac chichot. - Chyba ja w koncu obudzilismy.
Z toalety w samym koncu lazienki wyfrunela blada, przezroczysta zjawa i zawisla nad ich glowami.
- Nie mozna nawet poplakac sobie w spokoju i samotnosci bez bandy halasujacych, wrzeszczacych i zaklocajacych kontemplacje durniow! - wrzasnela Marta, zaciskajac piesci i naprezajac sie niczym kotka.
Harry ukryl usmiech i staral sie nadac swojemu glosowi przepraszajacy ton:
- Nie chcielismy cie obudzic, Marto. Zaraz sobie pojdziemy i bedziesz dalej mogla... kontemplowac... - uslyszal, ze stojaca obok Ginny stlumila parskniecie. - ...to, co do tej pory kontemplowalas. - Usmiechnal sie uspokajajaco. Twarz Marty zlagodniala.
- Och, to ty, Harry. Nie poznalam cie. - Jej oblicze 'ozywil' delikatny, zawstydzony grymas. Podfrunela blizej i zaczela oplatac wlosy wokol palcow. - Ciesze sie, ze mnie odwiedziles, ale dlaczego zajelo ci to tyle czasu?
- Och, bylem... zajety - odparl wymijajaco, zerkajac na Ginny, ktora przez caly czas tlumila smiech, przyciskajac dlon do ust.
- Ach tak? - Oczy Marty rozblysnely gniewnie. - Racja, kto by sie przejmowal biedna, placzaca Marta? Kogo obchodzi moje krwawiace serce?
- Ale ty nie masz serca, Marto - zauwazyl Harry, zanim ugryzl sie w jezyk.
- A wiec to oznacza, ze mozna mnie ranic? Ze mozna traktowac mnie jak zero, bo nie mam serca i nic nie poczuje?
Harry wywrocil oczami. Duch uspokoil sie i spojrzal na niego pelnymi lez oczami.
- Myslalam, ze ty mnie rozumiesz, Harry, ze jestes moim przyjacielem... - Przysunela sie jeszcze blizej, patrzac na niego spod rzes. - Ze cos dla ciebie znacze...
Harry zerknal na Ginny, blagajac ja bezglosnie o pomoc.
- Przykro mi, Marto. - Ginny stanela pomiedzy nia a Harrym i zarzucila mu rece na szyje. - Ale Harry
Marta otworzyla szeroko oczy i spojrzala na Harry'ego ze zdumieniem, ktore szybko przerodzilo sie w rozpacz.
- Jak mogles? - zajeczala. - A ja tak dlugo na ciebie czekalam. Tylko na ciebie...
- Poczekasz na kogos innego - oswiadczyla Ginny, calujac Harry'ego w policzek i patrzac wyzywajaco na zjawe.
Marta wybuchnela placzem i lamentujac przerazliwie zanurkowala w toalecie, z ktorej jeszcze przez jakis czas dochodzily odglosy szlochania.
- Dzieki - wymamrotal Harry, czujac sie nagle nieco niezrecznie z oplecionymi wokol siebie ramionami Ginny.
- Nie ma za co - odparla Gryfonka, puszczajac go i usmiechajac sie szeroko. - Moze w koncu zostawi cie w spokoju i poszuka sobie kogos innego, zeby go zameczac. Ale lepiej skonczmy tutaj szybko, na wypadek, gdyby wrocila. - Puscila mu oczko i zabrala sie za przecieranie kranow. Harry dolaczyl do niej i w niedlugim czasie lazienka lsnila czystoscia.
Zmeczeni, ale zadowoleni z siebie, przeszli do nastepnej, rozmawiajac, smiejac sie i pobrzekujac wiadrami.
Byli tak zaaferowani praca i swoim towarzystwem, iz nawet nie zorientowali sie, ze ominela ich kolacja.
- ...przysiegam, ze jezeli Ron jeszcze raz sprobuje mnie sledzic... - mowila Ginny, czyszczac szczotka kafelki na scianach - ...to osobiscie wrzuce mu... Co sie stalo, Harry? - urwala nagle, widzac, ze chlopak stoi bezczynnie, trzymajac reke w kieszeni.
- N-nic - wymamrotal Harry, zaciskajac dlon na rozgrzanym kamieniu. - Musze tylko... isc do toalety.
Wszedl do najblizszej kabiny i wyjal z kieszeni zielony, polyskujacy klejnot. Przyblizyl go do oczu i odczytal
