wiadomosc:

Za dziesiec minut w moim gabinecie, Potter.

Harry gapil sie przez chwile na kamien, czujac, jak frustracja, ktora tak go ostatnio meczyla, zamienia sie w slodka zadze odwetu.

Ha! Jeszcze czego! Po tym wszystkim co mu zrobil i do czego go zmusil, mysli, ze Harry tak po prostu do niego pojdzie, bo mu rozkazal?

Nie ma mowy!

Zacisnal klejnot w dloni i wyslal wiadomosc:

Przykro mi, ale nie moge przyjsc, poniewaz wlasnie odrabiam szlaban, ktory mi przydzieliles. A ze czyszczenie lazienek to bardzo dluga i zmudna praca, podejrzewam, ze zajmie mi ona kilka najblizszych dni, a moze nawet jeszcze dluzej.

Usmiechnal sie, zadowolony z siebie. Odczuwal ogromna satysfakcje, ktora rozgrzewala go i sprawiala, ze mial ochote sie rozesmiac.

Ma za swoje!

Odczekal jeszcze chwile, spodziewajac sie odpowiedzi, ale zadna nie nadeszla, wiec schowal klejnot do kieszeni, wyszedl z kabiny i wrocil do sprzatania.

*

Marta wysunela glowe znad muszli i rozejrzala sie po lazience.

Poszli sobie...

Wyfrunela z toalety i opadla na parapet, spogladajac w granatowe niebo, na ktorym pojawialy sie juz pierwsze gwiazdy. Czula sie taka samotna. Harry okazal sie tylko kolejnym palantem. Nigdy mu na niej nie zalezalo. Jak mogla myslec, ze jest inaczej? Jak mogla spodziewac sie, ze pokocha kogos takiego jak ona?

Nawet nie zauwazyla, kiedy zaczela zawodzic.

Juz zawsze bedzie miala te paskudne warkocze i te okropne okulary. I juz zawsze bedzie Jeczaca Marta i nikt jej nigdy nie pokocha...

Zaszlochala rozdzierajaco, a w tym samym momencie w lazience rozlegl sie trzask drzwi i odglos krokow.

Wrocili. Zeby ja dalej meczyc, zeby znowu sie z niej wysmiewac!

- Wynoscie sie stad! - wrzasnela w kierunku ciemnej postaci, ktora przystanela na srodku pomieszczenia i obrzucila je spojrzeniem. - Mam was dosyc! Nie mam nawet chwili samotnosci, zeby moc cierpiec w spokoju!

Postac wydala ciche prychniecie, a nastepnie odwrocila sie, zeby wyjsc.

- Tak, tez sie ze mnie nasmiewaj! Prosze bardzo! Smiej sie do woli! Tak jak Harry i ta ruda malpa, ktora mi go zabrala!

Postac w czerni odwrocila sie gwaltownie.

- Potter byl tutaj z kims? - Glos byl ostry, nieprzyjemny. Niemal lodowaty. Ale Marta tego nie zauwazyla. Wiedziala jedynie, ze stal przed nia ktos, kto najwyrazniej zainteresowal sie jej problemami. Ktos, komu mogla sie wyzalic.

- Przez caly dzien mi przeszkadzali. I ciagle sie smiali. Jakby bylo z czego! - zajeczala, oblewajac sie lzami. - A ja chcialam tylko byc sama ze swoim bolem. Ale nie pozwolili mi na to. Bo po co? Kto by sie mna przejmowal? A kiedy okazalo sie, ze to Harry... Mial mnie odwiedzac. Przez jedna krotka chwile pomyslalam, ze mu na mnie zalezy... ale NIE! - wrzasnela tak, iz lustra zagrzechotaly w ramach. - On wolal ta rudowlosa zdzire! Wybral ja, a nie mnie! - Rozszlochala sie i potrzebowala chwili, zeby sie uspokoic. - Co on w niej widzi? To wredna jedza! Zabronila mi sie do niego zblizac! Powiedziala, ze nalezy do niej! Ze jest jego dziewczyna. - Niemal wyplula to slowo. - Przytulala go i calowala na moich biednych, zrozpaczonych oczach i w ogole nie obchodzilo jej, ze rozerwala moje nieszczesne serce na kawalki. Odebrala mi go! Nikt nie interesuje sie moimi uczuciami. Absolutnie nikt! Gdybym nie byla juz martwa, to z pewnoscia dawno popelnilabym samobojstwo! Ale pewnie i tak nikogo by to nie obeszlo... Kto by sie przejmowal biedna Jeczaca Marta? - zakonczyla, pochlipujac cicho.

Kiedy rozejrzala sie po pomieszczeniu, okazalo sie puste. Jedynie drzwi chwialy sie w zawiasach, jakby ktos trzasnal nimi z taka sila, iz niemal je wyrwal.

Dziwne... Byla pewna, ze ktos tu przed chwila byl.

Och, niedobrze... Nie dosc, ze jest martwa i nikt sie nia nie interesuje, to na dodatek zaczyna mieszac jej sie w glowie. Och, co za nieszczescie, ze nie moze sie zabic... Uwolnilaby sie od tego bezdusznego swiata raz na zawsze.

Ukryla twarz w dloniach i ponownie zaczela zawodzic.

*

- Ile nam jeszcze zostalo? - zapytala Ginny, przeciagajac sie i rozprostowujac kregoslup. Harry wytarl pot z czola. Byl brudny i smierdzial plesnia, srodkami dezynfekujacymi i potem.

- Jeszcze dwie lazienki na trzecim pietrze. Acha, i jedna obok Wielkiej Sali.

Ginny jeknela.

- Nie damy rady dzisiaj. Bedziemy musieli dokonczyc jutro. I tak chyba przegapilismy kolacje.

Harry wrzucil szczotke do wiadra i westchnal ciezko.

- Dziekuje ci za pomoc. Bez ciebie nadal tkwilbym w

Вы читаете Desiderium Intimum
Добавить отзыв
ВСЕ ОТЗЫВЫ О КНИГЕ В ИЗБРАННОЕ

0

Вы можете отметить интересные вам фрагменты текста, которые будут доступны по уникальной ссылке в адресной строке браузера.

Отметить Добавить цитату