sie mrocznie. Harry poczul, jak cos w nim peka. Dopiero pozniej zorientowal sie, ze to jego samoopanowanie.

To wszystko... caly ten wieczor... byl niczym sen. Severus zachowywal sie tak inaczej... A teraz... teraz patrzyl na niego tak, jakby na cos czekal. Tak sie przynajmniej Harry'emu wydawalo. I chcial mu to dac, och, tak bardzo chcial. Przeciez tyle sie pomiedzy nimi zmienilo. Teraz bylo juz zupelnie inaczej. Teraz...

Severus oblizal wargi.

Harry jeknal.

Zlapal w dlonie twarz mezczyzny i pochylil sie do przodu, aby zlozyc na jego ustach tak dlugo wyczekiwany pocalunek. Pocalunek, ktory mial byc nagroda, pieczecia, ktora podkreslilaby cala dluga droge, ktora przeszli, aby znalezc sie w tym miejscu.

I w momencie, kiedy ich usta juz niemal sie zetknely, Severus odwrocil glowe w bok i odsunal sie.

Harry zamarl.

Poczul, jak pierwsze odlamki wiezy, ktora zbudowal, zaczely sie odlupywac i opadac w przepasc.

Twarz Snape'a zmienila sie, stala sie nieprzychylna. Poczatkowe zaskoczenie przeobrazilo sie w surowosc i odpychajacy gniew.

Dlonie zniknely, cieplo rozplynelo sie, a uczucie bliskosci peklo, niczym zbyt mocno naciagnieta struna. Wszystko sie rozsypalo. Wieza runela. A on spadal wraz z nia. Spadal coraz szybciej i szybciej.

Pomylil sie. Myslal, ze mu sie udalo. Ale okazalo sie, ze za wczesnie cieszyl sie ze zwyciestwa. Ze mur, ktory, jak mu sie wydawalo, kruszyl sie w jego dloniach, to byla tylko warstwa zewnetrzna. Pod spodem znajdowalo sie cos znacznie, znacznie twardszego.

Dlaczego? Dlaczego mu sie nie udalo? Dlaczego nie potrafil pokonac tej bariery? Co stalo na przeszkodzie? Mial wrazenie, ze czegokolwiek nie probowalby zrobic, cos w samym sercu muru wciaz bedzie go utrzymywac. Jakby pod tym wszystkim bylo cos tak mocnego, cos tak... strasznego, czego nic nie rozmrozi, czego nigdy nie uda mu sie zniszczyc. Nigdy.

Poczul, jak po jego ciele splywa lodowato-zimna fala zawodu i strachu. Jakby ponownie zostal zaatakowany przez tamto stworzenie. Ale tym razem... Severus go nie uratuje.

- J-ja... musze isc - szepnal i blyskawicznie zsunal sie z kolan mezczyzny. Odwrocil sie, wbijajac rozmywajacy mu sie wzrok w podloge i, rzuciwszy ciche „dobranoc”, niemal wybiegl z pomieszczenia, potykajac sie po drodze kilka razy o wlasne nogi, ktore nagle wydaly mu sie okropnie wiotkie i zbyt slabe, aby go utrzymac.

Wypadl na korytarz i przez kilka chwil stal bez ruchu, przytrzymujac sie sciany i probujac wciagnac troche powietrza w scisniete dziwnie pluca i gardlo. Czul naplywajacy zewszad gniew, jakby stal sie zbyt slaby, aby sie przed nim bronic.

To wszystko bylo jego wina! Wszystko spieprzyl! Jak zwykle! Czego oczekiwal? Dlaczego nie potrafi cieszyc sie tym, co dostaje? Dlaczego wciaz bylo mu malo?

Zamarl, slyszac trzask drzwi prowadzacych do gabinetu Snape'a.

Ruszyl przed siebie, przytrzymujac sie sciany, poniewaz kolana nadal sie pod nim uginaly. Po chwili zaczal biec.

Musi sie stad wydostac! Nie chce... widziec... rozmawiac... Nie w tej chwili! Chce znalezc sie daleko stad. Jak najdalej. Tam, gdzie nie czulby tego bolu, ktory nie pozwalal mu oddychac.

Kiedy minal zakret, uslyszal trzask otwierajacych sie w korytarzu drzwi.

Przyspieszyl.

Niemal na czworakach wbiegl po schodach i minawszy jeszcze kilka zakretow, przystanal, aby

Вы читаете Desiderium Intimum
Добавить отзыв
ВСЕ ОТЗЫВЫ О КНИГЕ В ИЗБРАННОЕ

0

Вы можете отметить интересные вам фрагменты текста, которые будут доступны по уникальной ссылке в адресной строке браузера.

Отметить Добавить цитату