I wtedy poczul sie dziwnie. Po niespodziewanej eksplozji ciepla, nadszedl blogi spokoj i rozluznienie. Nagle niezwykle wazne wydalo mu sie zawrocenie i pojscie do lazienki. Tak, musial to zrobic jak najszybciej. Juz teraz.

- Harry? - zapytala Ginny.

- Musze isc do toalety - oznajmil. - Nie czekaj na mnie. Idz przodem.

- Ale przeciez... - zaczela, lecz Harry nie sluchal jej. Odwrocil sie i sztywnym krokiem, jakby cos nim kierowalo, ruszyl z powrotem w strone, z ktorej przyszedl. Kiedy minal zakret, katem oka dostrzegl czajacy sie w mroku cien, ktory ruszyl za nim. Wszedl do lazienki, a cien wsliznal sie za nim i zamknal drzwi.

Snape opuscil rozdzke, a Harry poczul, jak dziwna sila opuszcza jego cialo. Zachwial sie i o malo nie upadl. I wtedy zrozumial, gdzie jest i co sie stalo.

Snape. Imperius.

Bal sie odwrocic. Nie chcial sie odwrocic. Nie chcial tu byc. Tak bardzo nie chcial...

- Potter! - Glos Snape'a, pomimo ze staral sie byc ostry, zabrzmial dziwnie glucho.

Harry zacisnal powieki i bardzo powoli odwrocil sie. Kiedy otworzyl oczy, natychmiast wbil wzrok w podloge. Drzal tak, jakby znalazl sie nagle na bloniach w te mrozna, grudniowa noc.

Wokol panowala cisza, wypelniona jedynie dwoma nierownymi oddechami. Powietrze bylo ciezkie i zdawalo sie wchlaniac jakiekolwiek proby przerwania tej ciszy. Jakby zadne slowa nie byly wystarczajace, aby ja rozproszyc.

- Potter... - zaczal Snape, ale urwal nagle. Kolejna nieudana proba zmierzenia sie z czyms, co wydawalo sie niemozliwe.

Harry powoli podniosl wzrok i spojrzal na przypatrujacego mu sie zmruzonymi oczami mezczyzne. Na jego sciagnietej twarzy zobaczyl wahanie. Tak, jakby chcial cos powiedziec, ale nie potrafil ubrac tego w slowa. On, ktory uzywal tak wyszukanych zwrotow i kazdym z nich potrafil zranic glebiej, niz niejednym ostrzem. Ale cisza byla zbyt gesta, a powietrze pelne niewypowiedzianych slow. Kazde z nich zawislo nad ich glowami, nie nabierajac ksztaltu, a jedynie nasiakajac uczuciami. I w konsekwencji spadaly na kamienna posadzke, stajac sie zbyt ciezkie, aby mozna bylo ich uzyc.

Severus poruszyl sie i wyciagnal spod szaty mieniacy sie, zwiniety kawalek materialu.

- Twoja peleryna. - Glos byl opanowany, ale cos w nim zgrzytalo. Jakby probowalo wydostac sie z zatrzaskiwanej z uporem klatki.

Harry zamrugal. Jego peleryna niewidka. Wybiegl tak szybko, ze zapomnial ja zabrac.

Przelknal sline i zrobil krok w strone Snape'a. Skrzywil sie, kiedy poczul bol w kolanie, ale szedl dalej. Utykajac, zblizyl sie do mezczyzny i wyciagnal reke, aby odebrac swoja wlasnosc. Ale wtedy wydarzylo sie cos, czego sie nie spodziewal.

Poczul chlodne palce zaciskajace sie na jego nadgarstku i silne szarpniecie. Zostal przyciagniety do odzianego w czern ciala, mocno opleciony ramionami i przycisniety do szorstkiej szaty, ktora drapala go troche w twarz. Ale moze to i lepiej. Przynajmniej to chociaz troche zlagodzilo drapanie, ktore poczul w gardle.

Ramiona Severusa byly zadziwiajaco cieple i takie... ciche. Ale to byl zupelnie inny rodzaj ciszy. To nie byla cisza, ktora jest jedynie brakiem slow albo niemoznoscia ich wypowiedzenia. To byla cisza, w ktorej nie trzeba nic mowic, aby zostac zrozumianym. Cisza, ktora w tej jednej chwili, w tym jednym miejscu rozbrzmiala glosniej niz tysiac slow.

Rownie dobrze moglo minac kilka minut, jak i kilka godzin, kiedy Harry poczul w koncu, ze Severus sie porusza. Nie chcial otwierac oczu. Nie chcial, by to minelo, by zniknelo

Вы читаете Desiderium Intimum
Добавить отзыв
ВСЕ ОТЗЫВЫ О КНИГЕ В ИЗБРАННОЕ

0

Вы можете отметить интересные вам фрагменты текста, которые будут доступны по уникальной ссылке в адресной строке браузера.

Отметить Добавить цитату