sie nie uda, to... no coz, glupio byloby odmowic... Nie chcialbym, aby sie na mnie obraz...
Jego wywod zostal przerwany naglym, donosnym trzaskiem.
- Dosyc - wysyczal Snape, zabierajac dlon ze stolu, w ktory przed chwila uderzyl. - Jezeli to jedyny sposob, aby cie uciszyc, Potter, to...
- Czyli moge zostac? - przerwal mu Harry, nie potrafiac powstrzymac radosnego usmiechu.
Severus rzucil mu mordercze spojrzenie.
- Skoro juz musisz wiedziec, to nie zamierzam...
- Och, dziekuje! - Harry wyszczerzyl sie, nie pozwalajac mu dokonczyc. - Obiecuje, ze bede tak cicho, ze pewnie nawet mnie nie zauwazysz. Moge nawet rzucic na siebie zaklecie wyciszajace. Nie bede ci przeszkadzal. Chce tylko... byc z toba - dokonczyl, czujac przyjemne cieplo w zoladku, ktore promieniowalo na cale cialo, przenikajac do serca.
Udalo mu sie! Spedzi swieta z Severusem! Mial ochote skakac ze szczescia, ale wiedzial, ze gdyby sprobowal to zrobic, Snape moglby bardzo szybko zmienic zdanie. Zreszta, to byla dopiero polowa sukcesu. Pozostala jeszcze jedna sprawa.
- Ekhem... Chcialbym cie poinformowac, ze... - No dalej! Powiedz to! - ...nie bede mogl przyjsc jutro na szlaban. - Widzac, ze wzrok mezczyzny zmienia sie z morderczego w obdzierajacy ze skory, dodal szybko: - Tonks urzadza jutro bozonarodzeniowa impreze w Hogsmeade. Wszyscy tam beda i ja tez chcialbym pojsc. I pomyslalem, ze... zapytam, czy... moge... - Harry cichnal powoli pod wplywem wgniatajacego go w fotel spojrzenia Snape'a. Zebral sie w sobie i dodal: - Na pewno o tym slyszales. Dumbledore mowil, ze bedziesz rozciagal bariery ochronne razem z innymi nauczycielami, wiec wiem, ze bede bezpieczny. Naprawde chcialbym pojsc. Mam nadzieje, ze nie jestes zly.
Severus oderwal w koncu od niego wzrok i prychnal:
- Mialbym byc zly z powodu tego, ze chcesz zmarnowac caly wieczor na bezsensowne plasy i paplanie o niczym w gronie swoich zalosnych przyjaciol i tej rozowowlosej niezdary, ktora nie potrafi odroznic pancerza buhorozca od wlasnego tylka?
Harry westchnal z frustracja.
- Aha, czyli jestes zly.
Mezczyzna prychnal ponownie i spojrzal w ogien. Harry sprobowal zalagodzic sytuacje:
- Nic mi nie bedzie. Nie martw sie.
Severus rzucil mu kolejne nieprzyjemne spojrzenie, ale tym razem nie skomentowal tego. Harry uznal to za pozwolenie, lecz nie drazyl wiecej tego tematu, wiedzac, ze Snape i tak jest juz na granicy wybuchu.
To bylo niesamowite. Kiedys mezczyzna zrobilby wszystko, aby nie pozwolic Harry'emu spedzic przyjemnego wieczoru, a mozliwe, ze nawet specjalnie zadalby mu dodatkowa prace, aby zniszczyc wszystkie jego plany. Ale teraz...
Harry poczul przyjemne cieplo gdzies wewnatrz siebie. Jego oczy usmiechaly sie, kiedy spojrzal na ciemna sylwetke Mistrza Eliksirow, na ktorego szatach igraly cienie rzucane przez drgajace w kominku plomienie.
Czul, ze jest coraz blizej. Coraz blizej przebicia sie przez te wchlaniajace swiatlo, zmruzone oczy, siegniecia poprzez zapieta az pod szyje czarna szate, musniecia tych miekkich, okalajacych twarz wlosow i owiniecia dloni wokol bijacego serca. Chcial zlapac je mocno, przytulic do piersi niczym najwiekszy skarb, a pozniej zwinac sie w klebek wokol niego i sluchac jego powolnego, uspokajajacego bicia. I nigdy, przenigdy nie pozwolic, aby ktokolwiek mu je zabral.
