- Sie robi, Harry. Tez nie bylbym zachwycony, gdyby ktos ciagle za mna lazil. Co u ciebie?
Ruszyli powoli wzdluz przeludnionej ulicy. Podrozowanie z Hagridem bylo o tyle prostsze, ze wszyscy schodzili im z drogi. Harry nie martwil sie o Rona. Byl tak pochloniety sprzetem do Quidditcha, ze zanim w ogole zauwazy jego nieobecnosc, zdazy juz pewnie dawno wszystko zalatwic i wrocic.
- Wszystko w porzadku, poza tym, ze wszyscy traktuja mnie tak, jakbym byl jakims cholernym zlotym jajkiem. Kruchym i drogocennym.
- A dziwisz sie, Harry? Po tym ataku na ciebie? Szczescie, zes ocalal i mozesz teraz gadac tu ze mna. Po tym, co wyprawia sie ostatnio w Zakazanym Lesie, na miejscu dyrektora zamknalbym cie w Hogwarcie i nie pozwolil ci z niego wylazic ani nawet wysciubiac nosa poza jego mury.
Harry zmarszczyl brwi.
- A co wyprawia sie w Zakazanym Lesie?
Hagrid skrzywil sie, jakby byl zly na siebie.
- Znowu za duzo paplam... - wymamrotal.
- Hagridzie - powiedzial Harry z naciskiem. - Co sie dzieje w Zakazanym Lesie? Jezeli to cos niebezpiecznego, to powinienem chyba o tym wiedziec, zebym mogl sie przygotowac, prawda? Prosze, chociaz ty nie traktuj mnie jak dziecko.
Hagrid zatrzymal sie i westchnal ciezko.
- No dobra... Ale nie mozesz nikomu o tym powiedziec. Ani slowka.
Harry podniosl dlon.
- Obiecuje.
Pololbrzym pokiwal glowa i wbil wzrok w zdeptany snieg.
- Cos morduje zwierzaki. Cos albo ktos. I to w straszny, okrutny, przeokropny sposob.
Harry zmarszczyl brwi.
- Zwierzaki? Jakie zwierzaki? I po co? Voldem... Przepraszam, Sam-Wiesz-Kto ma juz swoje cialo i nie potrzebuje krwi jednorozcow.
Hagrid pokrecil glowa.
- To nie o to chodzi. Psor Dumbledore mysli, ze to jakies... cwiczenia. Bo ginie mnostwo roznych zwierzakow. Nawet ptaki.
- Cwiczenia? - Nie brzmialo to zbyt przyjemnie.
- Taa... w zabijaniu.
Harry rozszerzyl oczy, czujac jak jego serce przyspiesza.
- J-jak to?
- Niektore zwierzaki zabila Avada, ale niektore... - Hagrid zawiesil glos, jakby to, o czym opowiadal, bylo zbyt przerazajace.
- Co? - dopytywal sie Harry, czujac nieprzyjemny uscisk w gardle.
- Niektore bidule byly poobdzierane ze skory, niektore spalone, niektore zamrozone, rozwalone na kawaleczki, a nawet znalazlem jednego ptaka z... - Widzac przerazenie malujace sie na twarzy Harry'ego, Hagrid chyba w koncu postanowil ugryzc sie w jezyk. - Chyba sie przymkne...
Harry nie potrafil uwierzyc w to, co wlasnie uslyszal. Czul, ze robi mu sie niedobrze, kiedy wyobrazil sobie te wszystkie okropienstwa.
- To... straszne - zdolal w koncu wydusic.
