A Dumbledore to przed nim ukrywal! Cholera, przeciez sam czesto chodzil po tym lesie.

- Nie wiadomo, co je zabilo?

Hagrid pociagnal nosem i pokrecil glowa.

- Psor twierdzi, ze to wyglada jak sprawka uczacego sie 'do zawodu' Smierciozercy. Podobno te bydlaki cwicza najpierw klatwy na biednych zwierzakach, zeby potem rzucac je na ludzi. Mysli, ze to moze byc sprawka... - Hagrid zajaknal sie, jakby nie chcialo mu to przejsc przez gardlo - ...jednego albo kilku uczniow Hogwartu. Cholibka, Harry, nie podejrzewalem, ze dozyje takich czasow, kiedy dzieciaki beda mordowac zwierzaki w moim lesie, zeby cwiczyc sie na Smierciojadow. Gdybym tylko takiego zlapal... - Hagrid zacisnal wielka piesc, a jego rysy wyostrzyly sie. - Tylko ze oni przylaza jedynie noca. I musza dobrze znac las, bo wybieraja takie drogi, co to ich nikt, poza psorami, nie zna.

Harry zmarszczyl brwi. Gdzies w glebinach jego umyslu pojawila sie bardzo nieprzyjemna mysl, ale blyskawicznie ja zdusil. Byla zbyt przerazajaca.

- Mam nadzieje, ze w koncu go zlapiecie. Albo ich. Moglbym sprobowac pomoc, gdybym...

- Nie, Harry, nie mieszaj sie w to. Psor Dumbledore i tak ukrecilby mi glowe przy samym siedzeniu, gdyby wiedzial, ze ci to wypaplalem.

Harry zasepil sie. Dlaczego wszyscy musieli traktowac go jak dziecko? Dlaczego ukrywali przed nim prawde? Dlaczego nikt mu nie chcial niczego powiedziec i wszystko musial wyciagac niemal sila? Czy bylo cos jeszcze, o czym nie wiedzial? Na razie nie otrzyma odpowiedzi na te pytania i musi sie z tym pogodzic. Ale mial nadzieje, ze juz niedlugo...

Jego uwage rozproszyl blysk po lewej stronie. Odwrocil glowe i zatrzymal sie tak nagle, ze idacy za nim ludzie niemal na niego wpadli.

Stal przed wystawa sklepu z upominkami. Na jednej z polek znajdowala sie figurka. A wlasciwie dwie figurki, polaczone ze soba. Lsniacego zlotem lwa oplatal mieniacy sie srebrzyscie waz. Przesuwal sie powoli pomiedzy jego lapami, ocieral lbem o miekka grzywe, oplatal piers i zakleszczal go w uscisku, a lew odwdzieczal sie lizaniem jego migoczacych lusek.

Harry tylko stal i wpatrywal sie jak zaczarowany w to, co widzial.

Obok stalo kilka podobnych figurek, symbolizujacych domy w roznych kombinacjach, ale jego interesowala tylko ta jedna.

- Zaczekaj tu, Hagridzie. Zaraz wroce - rzucil do przyjaciela i wszedl do sklepu.

Pomieszczenie wypelnione bylo uczniami, ktorzy kupowali prezenty dla swoich bliskich. Harry zauwazyl czwartorocznego na oko Slizgona, ktory rumieniac sie i rzucajac wokol sploszone spojrzenia, tak jakby obawial sie zostac zlapanym przez swoich kolegow, kupowal figurke z wezem i borsukiem.

Harry usmiechnal sie pod nosem. I to by bylo na tyle, jezeli chodzi o sympatie i antypatie pomiedzy domami. Zawsze znajdzie sie ktos, kto nie bedzie zwracal uwagi na stereotypy i pojdzie wlasna droga.

Tak, tylko ze Slizgon mogl juz stad wyjsc z prezentem, a Harry wciaz stal na srodku pomieszczenia, czujac sie niezwykle glupio i nie majac odwagi podejsc do lady. Ale pewnie nie bedzie musial zbyt dlugo czekac...

- Och, pan Potter! - zaszczebiotala ubrana w rozowy fartuszek ekspedientka, klaszczac w dlonie. - To zaszczyt widziec tu pana. Przyszedl pan po prezent dla kogos bliskiego?

...no wlasnie.

- Ee... - wydukal Harry, czujac na sobie spojrzenia wszystkich zebranych w sklepie osob. - Ja... ekhem... To znaczy... Przyjaciel poprosil mnie, zebym kupil cos dla jego d-dziewczyny - wydusil, czujac, ze zaschlo mu w gardle. Sprzedawczyni rzucila mu dlugie spojrzenie i usmiechnela sie.

Вы читаете Desiderium Intimum
Добавить отзыв
ВСЕ ОТЗЫВЫ О КНИГЕ В ОБРАНЕ

0

Вы можете отметить интересные вам фрагменты текста, которые будут доступны по уникальной ссылке в адресной строке браузера.

Отметить Добавить цитату