- Och, a czy ten 'przyjaciel' chcialby cos konkretnego?
- Ekhem... tak. Bardzo podoba mu sie ta figurka z wystawy. Z lwem i... i... - Och, dlaczego ona musiala usmiechac sie w taki denerwujacy sposob? - ...wezem - dokonczyl, czujac jak cos sciska jego pluca. Dziewczyna uniosla brwi i spojrzala na zagladajacego przez okno Hagrida.
Pieknie, teraz wszyscy beda juz wiedziec, ze jego prawdopodobna dziewczyna jest ze Slytherinu. Po prostu cudownie! Chyba ze jakims cudem ktokolwiek uwierzyl w te bajeczke o 'przyjacielu', ale widzac mine ekspedientki rownie dobrze moglby opowiedziec o stadzie goniacych go krwiozerczych pufkow, przez ktore musial ukryc sie w tym sklepie, i ktore teraz czaily sie przed wejsciem, aby odgryzc mu stopy.
Na szczescie dziewczyna nie komentowala juz wiecej, tylko wyjela spod lady figurke i zapakowala ja, tlumaczac Harry'emu, ze jest zaczarowana w taki sposob, iz mozna 'nagrac' na niej jakiekolwiek slowa albo dzwieki i po wypowiedzeniu odpowiedniej frazy, figurka bedzie je odtwarzac.
Harry podziekowal cicho, zaplacil i wypadl ze sklepu jak burza, wciaz czujac na sobie jej rozbawiony wzrok.
Ale kiedy tylko znalazl sie na zewnatrz, przestalo miec to dla niego znaczenie. Najwazniejsze bylo, ze w koncu znalazl odpowiedni prezent dla Snape'a. Usmiechnal sie do siebie na sama mysl o minie Severusa, kiedy zobaczy figurke. Ale musial ja kupic! Byla taka... perfekcyjna.
Harry zatrzymal sie w jeszcze kilku sklepach i kupil prezenty dla przyjaciol, a dla siebie czerwona, atlasowa koszule i czarny krawat na swiateczna kolacje.
Hagrid byl bardzo przyjemnym towarzyszem. Nie zadawal mu dociekliwych pytan i nie probowal podejrzec, co kupil. Z Ronem i Hermiona nie udaloby mu sie zalatwic tego wszystkiego tak, aby nie skonczylo sie na wielkiej klotni. Okazalo sie, ze Hagrid slyszal o imprezie organizowanej przez Tonks i ze tak, z checia sie na nia wybierze, jezeli Harry go zaprasza, bardzo chetnie, bedzie mogl z nimi pogadac i w ogole, bo tak rzadko maja czas, aby go odwiedzic.
Na te uwage Harry'emu zrobilo sie troche glupio. Snape tak bardzo wypelnial kazda jego chwile, ze zapomnial o calej reszcie swiata. W ogole to juz od jakiegos czasu nosil sie z zamiarem napisania listu do Lupina, ale ciagle cos mu przeszkadzalo. A raczej ktos. A raczej spotkania z tym kims. I myslenie o tym kims niemalze przez caly czas, kiedy tylko sie nie uczyl albo nie spal.
Cholerny Snape!
Jego Snape.
Znalazl Rona w tym samym sklepie, w ktorym go zostawil. Zaszyl sie w dziale z poradnikami na temat skutecznych taktyk i technik obronnych i Harry bardzo sie nameczyl, aby go stamtad wyciagnac. Hermione spotkali obok Trzech Miotel. Miala pelna torbe ksiazek i zaczerwienione z podekscytowania policzki. Przez cala droge do Hogwartu opowiadala im o najnowszej serii ksiazek o numerologii, na ktore natknela sie w ksiegarni i nie mogla sie od nich oderwac.
Hagrid odprowadzil ich az pod same wrota zamku, po czym pomachal i obiecal, ze spotkaja sie wieczorem na imprezie, a oni, nadal rozmawiajac, weszli do glownego holu i ruszyli do wiezy Gryffindoru razem z innymi powracajacymi z Hogsmeade, podekscytowanymi uczniami.
***
Kiedy weszli do gospody, musieli przystanac, aby upewnic sie, ze trafili w odpowiednie miejsce, ale obecnosc siwobrodego barmana i platajacej sie gdzies za barem kozy potwierdzila ich przypuszczenia. Byli w Swinskim Lbie, ale... jakze odmienionym.
Kazdy skrawek glownej sali przystrojony zostal kolorowymi lancuchami, bombkami i swiecidelkami. Stoliki, nakryte iskrzacymi w swietle plonacych swiec obrusami, zastawione byly przeroznymi specjalami z Miodowego Krolestwa. Na samym srodku utworzono specjalne miejsce do tanczenia, pokryte woskowanym parkietem w kolorze blyszczacego gwiazdami ciemnogranatowego nieba.
- Jak tutaj pieknie... -
