powrotem do siebie. Owional go migdalowy zapach jej perfum. Poczul na twarzy musniecie miekkich lokow. - Brawo, wlasnie tak. I jeszcze raz. W lewo...
To dziwne, ale tanczenie z Ginny wcale nie bylo takie trudne. Moze to dzieki krazacemu w zylach alkoholowi. Nie czul sie taki spiety, jak dwa lata temu. Nie czul na sobie tej presji, ktora wywolywalo kilkadziesiat par wpatrujacych sie w niego oczu. Wystarczylo tylko zapamietac kroki. Nie, to wcale nie bylo takie skomplikowane. A nawet jezeli glebiej by sie nad tym zastanowic, to calkiem mu sie to podobalo. I dzieki temu, ze przez caly czas mial zamkniete oczy, mogl wyobrazac sobie, ze tanczy z Severusem.
Nie, to byla glupi mysl. Obaj nienawidzili tanczyc. Ale moze... moze kiedys...
Moglby wtedy stanac blizej niego. O, wlasnie tak. I owinac ramiona wokol jego pasa, czujac pod palcami szorstkie szaty, szeleszczace cicho wokol nich. Tak jak teraz. I moglby polozyc glowe na jego ramieniu i...
...i wtedy uslyszal zdezorientowany glos Ginny:
- Co ty wyprawiasz, Harry?
Jej slowa zmieszaly sie z naglym, nieprzyjemnym uczuciem wzrostu napiecia, ktore spowodowalo, ze wszystkie wloski na jego ciele uniosly sie. Harry otworzyl oczy, a jego wzrok padl na drzwi. Drzwi, w ktorych stal Dumbledore i... Snape.
Harry potknal sie o wlasne nogi, zachwial, pociagnal za soba Gryfonke i wyladowal na podlodze. A Ginny na nim. Potrzebowal chwili, aby sie otrzasnac i wypluc z ust jej wlosy. Kiedy mu sie to udalo i zerknal w kierunku drzwi, niemal udlawil sie wlasnym jezykiem, widzac spojrzenie, ktore wbijal w niego Severus.
Mrozilo.
Szybko zrzucil z siebie zaskoczona Gryfonke i zerwal sie na rowne nogi. Greg podbiegl do swojej dziewczyny i pomogl jej sie podniesc, ale Harry nie zwracal na to uwagi. Probowal nie drzec pod wplywem lodowatego, plonacego wsciekloscia spojrzenia Severusa. Czul, ze gdyby tylko byli tutaj sami, nie wyszedlby z tej konfrontacji bez szwanku.
Tonks niemal oplula sie swoim piwem, widzac podchodzacego do niej, usmiechnietego dyrektora. Zerwala sie na rowne nogi, aby go powitac, ale Dumbledore reka dal jej znak, aby nie wstawala. Przez zaslone lodowatego przerazenia, ktore go ogarnelo, Harry uslyszal uspokajajacy glos dyrektora, iz wpadl tylko na chwilke, aby zobaczyc czy wszystko w porzadku i czy dobrze sie bawia. A profesor Snape byl na tyle uprzejmy, ze zgodzil sie mu towarzyszyc.
Harry przelknal sline i wbil wzrok w podloge, probujac uciec przed tym morderczym spojrzeniem, ktore niemal wypalalo mu dziure w czaszce. Dlaczego mial wrazenie, ze wlasnie narobil sobie bardzo, ale to bardzo powaznych klopotow?
- Harry, wszystko w porzadku? - uslyszal zmartwiony glos Ginny. - Nagle stales sie bardzo blady. Zle sie czujesz?
Harry pokrecil glowa.
- Nie, to tylko... to piwo. Za duzo piwa. Tak. Lepiej usiade. Dzieki - wymamrotal nieskladnie, podchodzac do stolika i ciezko opadajac na krzeslo, poniewaz poczul, ze jego kolana drza.
Kurwa! Jak to musialo wygladac? Co Severus sobie mogl pomyslec? Ze on i Ginny...
Nie!
Z przerazeniem spojrzal jeszcze raz na drzwi, ale zarowno dyrektor, jak i mroczna sylwetka Mistrza Eliksirow zniknely tak szybko, jak sie pojawily. Jednak unoszaca sie w powietrzu grozba pozostala i Harry poczul, ze potrzebuje czegos mocniejszego, aby wyrzucic ja ze swojej glowy.
- Musze sie napic - sapnal, lapiac piwo kremowe Tonks i wypijajac je niemal duszkiem.
- Czyli kostka przestala
