Zalozyl okulary ponownie i po prostu ukryl twarz w dloniach, probujac dojsc do porozumienia z trzepoczacymi nieprzyjemnie w jego sercu uczuciami.
I wtedy uslyszal szelest odsuwajacego sie portretu.
No pieknie, brakowalo mu tylko jakiegos spoznionego, wracajacego z nocnej wyprawy Gryfona, ktory bedzie zaklocal jego spokoj. Moze go nie zauwazy? Moze po prostu sobie pojdzie do dormitorium i nie bedzie go zaczepial?
'Prosze, idz sobie' - powiedzial w myslach. - 'Chce byc sam.'
- Potter?
Harry poderwal gwaltownie glowe.
To niemozliwe!
Odwrocil sie i spojrzal prosto w przypatrujace mu sie uwaznie, zmruzone czarne oczy stojacego tuz za nim Mistrza Eliksirow.
Wszystkiego mogl sie spodziewac, ale... Snape... w Pokoju Wspolnym Gryffindoru... Snape tutaj?!
Poderwal sie z kanapy i potknal o stolik.
- Ja... Co ty tu...? Co sie...? Ja nie... - jakal sie, probujac jednoczesnie zlapac rownowage. Wyprostowal sie, po czym natychmiast spuscil glowe i szybko uciekl wzrokiem, wbijajac go w odlegly kat pokoju.
Snape nie moze zobaczyc jego twarzy! Harry podejrzewal, jak musial wygladac. Nie chcial... nie chcial, zeby Severus to dostrzegl... Cholera, gdyby przyszedl chwile wczesniej, moglby zobaczyc...
Uslyszal cicho wymamrotane zaklecie i poczul, jakby wszystko wokol nagle ucichlo. Nie slyszal trzasku ognia w kominku czy dochodzacego z gory chrapania. Ani odglosu tykajacego cicho zegara.
Snape musial rzucic jakies zaklecie wyciszajace, albo cos w tym rodzaju. I maskujace, jezeli o tym mowa, poniewaz Harry zauwazyl rozrastajace sie, migoczace niczym banka mydlana pole, ktore ich otoczylo.
No tak, jak zawsze ostrozny...
- Potter. - Glos mezczyzny zabrzmial wyjatkowo glosno w otaczajacej ich ciszy. - Wiem, ze nie bylbys soba, gdybys nie zignorowal mojego polecenia, ale w tej sytuacji... - urwal na chwile i wygladalo na to, ze zastanawia sie nad kolejnym zdaniem. Harry nie uniosl ani nie odwrocil glowy. W jego umysle kotlowalo sie zbyt duzo pytan. I zbyt duzo emocji. Czego Snape mogl od niego chciec? Przeciez chyba nie przyszedl az do wiezy Gryffindoru, zeby kazac mu isc do lozka. - Mam ci cos waznego do powiedzenia i chcialbym, zebys dobrze mnie wysluchal - kontynuowal mezczyzna. Jego glos byl juz cichszy, spokojniejszy. Ale cos w nim zgrzytalo. - I radze ci przestac wgapiac sie w ten niewymownie interesujacy desen na dywanie i spojrzec na mnie, kiedy do ciebie mowie.
Harry zagryzl warge, czujac, ze jego serce zaczyna bic coraz szybciej.
Nie bylo mowy, aby mogl zignorowac to polecenie. Ale nie chcial podnosic glowy. Tak bardzo nie chcial. Nie chcial, zeby Snape sie dowiedzial... Nie chcial, zeby wzial go za jakiegos mazgaja, ktory nie potrafi uporac sie ze swoimi uczuciami. Przelknal sline, czujac sie calkowicie rozdarty.
- Nie kaz mi tego drugi raz powtarzac. - Glos mezczyzny stal sie ostrzejszy, chlodniejszy.
Harry westchnal i powoli uniosl glowe, spogladajac prosto we wbijajace sie w niego czarne oczy.
W momencie, kiedy wzrok mezczyzny padl na twarz Harry'ego, na jego zaczerwienione oczy i nie do konca jeszcze zaschniete slady lez na policzkach... jego zrenice rozszerzyly sie gwaltownie, a usta rozchylily nieznacznie, wciagajac ze swistem powietrze.
