lozku przez reszte popoludnia.
Polozyl sie na poscieli, zalozyl rece za glowe i wbil wzrok w sklepienie nad swoim lozkiem.
W zamku panowala aksamitna cisza. Byl jedynym Gryfonem, ktory zostal na swieta w Hogwarcie. I pomimo tego, ze byl sam, wcale nie czul sie samotny. Nareszcie mogl odpoczac, nareszcie mogl robic to, co chcial. Nareszcie mogl po prostu lezec na lozku przez kilka godzin i rozmyslac, nie niepokojony przez nikogo, niezaczepiany przez usilujacego naklonic go do gry w eksplodujacego durnia Rona albo proszacego o pomoc w nauce Neville'a. Albo zameczajaca go odrabianiem lekcji Hermione.
Nareszcie mial czas, aby pomyslec o wszystkim, co wydarzylo sie wczoraj wieczorem i w nocy.
Byl tylko on. I wspomnienia.
Zamknal oczy i przypomnial sobie, jak to bylo czuc na skorze dotyk cieplych warg Severusa. Wlozyl dlon pod koszule i polozyl ja na swojej klatce piersiowej. Probowal palcami wyczuc miejsca, w ktorych dotykaly go usta Snape'a, ale wiedzial, ze to niemozliwe.
Wciaz nie potrafil uwierzyc w to wszystko, co sie wydarzylo. Ale to bylo takie realne... palce i usta i dlonie Severusa wszedzie na nim. I jego jezyk... O tak, jezyk. Nie potrafil powstrzymac naglego spiecia w ledzwiach, kiedy przypomnial sobie, jak ten goracy jezyk zsuwal sie coraz nizej i nizej po jego placach, az w koncu dotarl do wejscia i Harry poczul eksplozje zaru ocierajaca sie o to szczegolne miejsce.
Severus Snape. Lizal go. TAM.
Za kazdym razem, kiedy o tym myslal, krecilo mu sie w glowie. Oczami wyobrazni widzial te ciemna glowe zanurzona pomiedzy jego posladkami, dlugi jezyk, wysuwajacy sie z pomiedzy cienkich warg i mokry czubek dotykajacy jego wejscia.
Zadrzal i zacisnal oczy, czujac kolejne szarpniecie w ledzwiach.
Jednego byl pewien. Nigdy w zyciu nie czul jeszcze czegos tak... niewyobrazalnie cudownego. Nie liczac oczywiscie kazdego orgazmu, do ktorego doprowadzal go Snape.
Pamietal niemal kazdy oddech, zarowno swoj, jak i Severusa. Kazdy dotyk, kazde pchniecie. Kazdy pocalunek. Bo przeciez Snape calowal go. Moze nie w usta, ale wszedzie, gdzie tylko byl w stanie dosiegnac. I to wciaz wydawalo mu sie nadzwyczajne. I zbyt piekne, aby bylo prawdziwe. Ale bylo! Tak, z pewnoscia bylo absolutnie realne!
Takze to, jak wygladaly ich splecione dlonie. Jak ciepla byla reka Snape'a, rozgrzana przez uscisk Harry'ego, jak duza wydawala sie w porownaniu z jego dlonia i jak miazdzyla jego palce, kiedy Severus dochodzil w jego wnetrzu. A Harry mogl to wszystko ogladac. Snape pozwolil mu na to. Pozwolil mu spijac ten wspanialy widok ze swojej twarzy i rozkoszowac sie nim. A Harry korzystal do woli.
Blagaj.
Glos, wypowiadajacy to slowo byl tak ostry, ze przedarl sie przez jego umysl niczym klinga przecinajaca mgle. I nadal wywolywal w nim bolesny skurcz wszystkich miesni i nerwow w jego ciele.
Dlaczego, kiedy tylko je sobie przypominal, czul sie tak, jakby wszystko sie w nim zatrzymywalo na ulamek sekundy i probowalo rozerwac go od srodka? Dlaczego, pomimo ze coraz czesciej odwazal sie myslec o czulosci w lozku, to nadal tego typu zachowanie ze strony Severusa doprowadzalo go niemal do natychmiastowego orgazmu?
Westchnal i przewrocil sie na bok, podciagajac nogi.
I na dodatek, po tym wszystkim, co Severus mu dal, po tym wszystkim, co mu ofiarowal... zostal z nim. To byla najwieksza niespodzianka. Myslal, ze Snape wstanie i po prostu odejdzie, a on przysunal sie do niego i zaczal go glaskac.
