- Dyrektor wezwal mnie do gabinetu, bo Snape oskarzyl Tonks o to, ze nie potrafi sie nami zajmowac i ze narazila nas na niebezpieczenstwo. Bo ja... przypadkowo wpadlem na niego, kiedy wracalismy do zamku. - Jakimz jestes klamca, Harry Potterze! - No i on sie wkurzyl i pobiegl do dyrektora i wywiazala sie awantura i teraz jest mi ogromnie przykro z tego powodu, ze Tonks wpadla przeze mnie w klopoty. Naprawde przykro. I tak sobie pomyslalem, ze moze... Ze chcialbym o tym komus powiedziec, zeby moc to z siebie wyrzucic, a mam tutaj tylko ciebie i... - Lepiej, zeby juz skonczyl, bo zaraz moze palnac cos naprawde glupiego. - Probowalem go powstrzymac, ale wiesz, jaki on jest. Chcialem tylko to powiedziec. Ze bardzo mi przykro.

Spojrzal na Lune i odkryl, ze dziewczyna wpatruje sie w niego dziwnie zmruzonymi oczami. Wygladala, jakby bladzila myslami gdzies daleko. A moze bardzo blisko.

- W porzadku - odezwala sie w koncu cicho. - To nie twoja wina. I... ciesze sie, ze wiesz.

Spojrzal na nia z zaskoczeniem. Oczy Krukonki polyskiwaly. Po raz kolejny Harry doznal dziwnego wrazenia, jakby wiedziala o wiele wiecej i spogladala o wiele glebiej niz reszta ludzi.

- Ja... domyslilem sie podczas imprezy. Wczesniej tylko podejrzewalem, ale jak zobaczylem - jak sie obmacujecie i piescicie - jak na siebie patrzycie i jak zachowujecie sie w swoim towarzystwie, to juz bylem niemal pewien. Wiem, na co zwracac uwage, bo przeciez ja tez...

- Ja sie naprawde ciesze, ze ty wiesz. Tonks... ona nie chciala, zeby ktokolwiek sie dowiedzial. Ale ty jestes przeciez moim przyjacielem, Harry. Prawda?

- Oczywiscie - zapewnil szybko chlopak, slyszac wahanie w glosie Krukonki.

- No wiec od dawna chcialam ci powiedziec. Zebysmy oboje mieli sekret i zeby nie bylo... tak ciezko.

Tak ciezko...

- Uhm - mruknal Harry, nie wiedzac, co powiedziec. Zawsze byl kiepski w tego typu rozmowach. Szczegolnie kiedy dochodzilo do tematu jego zwiazku z Severusem.

- Kiedy ma sie obok siebie kogos, kto cie rozumie, to jest o wiele, wiele lzej. Ale prosze cie... nie mow mu nic. On nienawidzi Nimfadory i... Wiem, Harry, ze jest z toba i przykro mi, ale... boje sie.

Harry poczul uklucie w zoladku. Doskonale wiedzial, czego Luna mogla sie bac, jednak wolalby rzucic sie na pozarcie stada krakwatow, niz zmartwic ja jeszcze bardziej i zobaczyc smutek w jej duzych, wiecznie optymistycznie patrzacych na wszystko oczach.

- Nie stracisz jej. Nic mu nie powiem, obiecuje.

Poniewaz powiedzial juz dawno... Wiec to nie bylo tak do konca klamstwem. Prawda?

Luna usmiechnela sie promiennie i wyplatala ze swoich wlosow probujaca skoltunic je reke.

- Niegrzeczna reka! Jak bedziesz sie tak zachowywac, to cie zwiaze! - Reka wycofala sie i wyciagnela do niej srodkowy palec. - Jest fantastyczna! - Luna wygladala tak, jakby zupelnie zapomniala o wczesniejszej rozmowie, a Harry poczul splywajacy mu po plecach strumien ulgi. - Masz, ponies mi torebke. - Wlozyla w grazaca jej piesc uchwyt i pomachala Harry'emu. - Zobaczymy sie pozniej. Mam bardzo pilne spotkanie z Wiesz-Kim. Bardzo dziekuje za prezenty.

Harry patrzyl, jak odchodzi, podskakujac beztrosko na skrzypiacym sniegu i po raz pierwszy w zyciu pozalowal, ze on tak nie potrafi. O ile prostszy stalby sie wtedy swiat...

Posiedzial jeszcze troche na zimnie i wrocil do swojego dormitorium. Zalatwil juz wszystkie sprawy i teraz nie mial zupelnie nic do roboty. Byly swieta i prawdopodobnie nikt dzisiaj nie zamierzal nic robic, wiec pozostalo mu tylko wylegiwanie sie w

Вы читаете Desiderium Intimum
Добавить отзыв
ВСЕ ОТЗЫВЫ О КНИГЕ В ИЗБРАННОЕ

0

Вы можете отметить интересные вам фрагменты текста, которые будут доступны по уникальной ссылке в адресной строке браузера.

Отметить Добавить цитату