Weasleyow, jego przyjaciol, wszystkich uczniow w szkole i chyba takze wszystkich nauczycieli. Moze jedynym wyjatkiem byl Dumbledore. Albo byl to po prostu pewnego rodzaju respekt i Severus skrzetnie ukrywal swoja nienawisc.

A co w takim razie z nim? Przeciez po tym wszystkim, co sie pomiedzy nimi wydarzylo... Po wczorajszej nocy...

Nie, Harry byl niemal pewien, ze jest chyba jedyna osoba na swiecie, ktorej Severus nie nienawidzi. A to bylo bardzo mile uczucie.

Usmiechnal sie do swoich mysli i nagle zorientowal sie, ze dotarl juz do dormitorium. Coz, rownie dobrze moglby wziac prezent dla Hagrida i pojsc do niego teraz. Moze przestanie wtedy myslec o Snapie. Chociaz na chwile.

***

U Hagrida spedzil niemal cale popoludnie. Pololbrzymowi bardzo spodobala sie uprzaz na smoki, ktora podarowal mu Harry. On dostal w prezencie bransolete z klow krakwatow, poniewaz, jak wytlumaczyl mu Hagrid, zwierzeta te co jakis czas zmieniaja uzebienie, a ich kly sa wyjatkowo rzadkie i drogocenne, no i takie 'zajefajne'.

Tak, Harry musial sie zgodzic, ze dlugie, ostre jak szpilki zoltawe kly sa bardzo 'zajefajnie'. Szczegolnie, kiedy wygladaja tak, jakby wbijaly sie w przegub dloni.

Przyjaciel nalal mu mocnej jak zelazo herbaty z mlekiem i przez dlugi czas gawedzili o roznych sprawach Hogwartu i najdziwniejszych zwierzetach, jakie Hagrid kiedykolwiek spotkal. Pozniej pololbrzym zabral Harry'ego do Zakazanego Lasu, aby pokazac mu, jak wyrosly jego 'krakwatki'. Przez jakies pol godziny przedzierali sie przez pokryte sniegowa czapa krzaki, aby dotrzec do polany, ktorej Harry kompletnie nie znal. Zaczaili sie w krzewach, Hagrid poprosil go, aby rzucil na nich zaklecie maskujace i czekali.

- Zawsze jak jest taka sloneczna pogoda to wylaza na zer, bo lubia sie wygrzewac w sloneczku, podczas rozrywania na kawalki i zjadania swoich ofiar.

- Uhm - mruknal cicho Harry, starajac sie byc jak najmniej widocznym, poniewaz ta czesc o rozrywaniu i zjadaniu wybitnie mu sie nie spodobala.

- O, tam jest jeden! Widzisz? - Hagrid wyciagnal wielka reke wskazujac na opancerzone, szescionogie stworzenie wielkosci szafy, ktore wyszlo spomiedzy drzew. Blyszczace w sloncu trzy pary oczu i szczeka pelna 'zajefajnych' zoltych klow dopelnialy przerazajacego widoku. Ostatni raz, kiedy widzial te stworzenia, siegaly mu do pasa, a teraz...

Cofnal sie mimowolnie i nastapil na lezaca pod sniegiem galaz, ktora zlamala sie, wydajac z siebie wyjatkowo donosny dzwiek.

Zwierze odwrocilo sie blyskawicznie i wbilo w miejsce, w ktorym stal Harry, caly zestaw swoich czarnych jak wegle oczu.

- Eee... Hagridzie. - Harry staral sie mowic bezglosnie, ale zdawal sobie sprawe, ze nie bardzo mu to wychodzi. - Jestes pewien, ze one nas nie zaatakuja?

- Nie no, gdybym byl pewien, to bysmy sie nie maskowali, nie? Wiec uwazaj, gdzie lazisz, bo one potrafia byc diabelnie szybkie, a nie mam przy sobie proszku z igiel szpiczaka.

- Czego? - Harry zatrzymal sie, bojac sie przesunac stope nawet o milimetr.

- Taki proszek, co to najlepiej dziala na ukaszenia krakwatow. Wyciaga jad i wysusza rane. Podobno w ksiegach uzdrowicielskich pisza, ze najlepszy jest eliksir ze skrzeku zaberta, ale raz go wyprobowalem i rana slinila mi sie przez dwa tygodnie. Niemal wyciagnalem kopyta. Na szczescie znajomy, od ktorego kupilem jaja krakwatow przyslal mi sowe, zebym sprobowal zdobyc troche igiel szpiczaka, roztarl je na miazge i wsmarowal w rane. I uwierzysz, ze juz po dwoch dniach przeszlo? Trzeba by napisac do tych madrych glow, co to pisza te ksiazki, zeby to dodaly. Troche za malo sie na tym znaja. Ale nie dziwie sie, w koncu odkryto je niedawno. To znaczy, krakwaty, a nie uzdrowicielskich czarodziejow, ma sie rozumiec.

Вы читаете Desiderium Intimum
Добавить отзыв
ВСЕ ОТЗЫВЫ О КНИГЕ В ИЗБРАННОЕ

0

Вы можете отметить интересные вам фрагменты текста, которые будут доступны по уникальной ссылке в адресной строке браузера.

Отметить Добавить цитату