pozostale, skoro i tak niedlugo pojawia sie obok nich nowe. - Na usta Severusa wyplynal mroczny usmiech i Harry poczul uscisk w zoladku.
- Kiedy sie znowu zobaczymy? - Harry sam byl zaskoczony pytaniem, ktore wyplynelo z jego ust. Ale musial sie dowiedziec!
- Dzisiaj na pewno nie - odparl mezczyzna, odsuwajac sie i odwracajac w strone lazienki. - Mam kilka spraw do zalatwienia. Musze omowic z dyrektorem niecierpiaca zwloki sprawe pewnej niekompetentnej nauczycielki. - W jego glosie zabrzmiala nuta zlosliwosci i Harry mimowolnie wzdrygnal sie. No tak, wiedzial, ze Snape o tym nie zapomni... - Dam ci znac, kiedy bede wolny. Mam nadzieje, ze trafisz do drzwi?
No coz, to ewidentnie zabrzmialo jak 'do widzenia, mozesz juz isc, nie mam ci nic wiecej do powiedzenia'. Harry pokiwal glowa i opuscil sypialnie. Zabral z salonu swoja peleryne i po raz ostatni spojrzal na mala, kolorowa choinke stojaca na stoliku. Usmiechnal sie i wyszedl.
Kiedy dotarl juz do swojego dormitorium, o malo nie wpadajac po drodze na Filcha, przebral sie szybko i zszedl do Wielkiej Sali na sniadanie. Snape siedzial juz przy stole nauczycielskim, tak samo jak reszta kadry i czesc uczniow. Harry bardzo chcial usiasc naprzeciw niego, ale stwierdzil, ze to byloby zbyt podejrzane, gdyby majac do dyspozycji tyle miejsc, wybral wlasnie to znajdujace sie naprzeciwko znienawidzonego przez siebie Mistrza Eliksirow. Usiadl wiec kilka miejsc dalej, majac po drugiej stronie stolu Hagrida. Przywital sie z nim i dal sie wciagnac w dyskusje na temat niedawno odkrytej bocznej galezi linii smokow kornwalijskich. Wszyscy prowadzili ciche rozmowy, poniewaz wciaz czekali na reszte uczniow. Luna usiadla obok Harry'ego i obdarzyla go jeszcze bardziej promiennym usmiechem, niz poprzedniego dnia. Wygladalo na to, ze wszystko jej sie uklada. Harry usmiechnal sie w duchu. Coz, jezeli ma byc szczery, to jemu takze.
Tym razem dyrektor nie wyglaszal zadnej przemowy, dzieki czemu szybciej mogli zabrac sie za jedzenie. Harry katem oka obserwowal Severusa, ktory zdawal sie celowo unikac jego wzroku. Coz, najwyrazniej po tym, co Harry wyprawial wczoraj pod stolem, chcial ograniczyc ich kontakt do minimum. Pod koniec posilku zobaczyl, jak Severus pochyla sie do dyrektora i szepcze mu cos do ucha. Ogarnely go zle przeczucia. Przestal jesc i obserwowal, jak profesor Dumbledore marszczy brwi i spoglada na Severusa, a nastepnie na siedzaca kilka miejsc dalej Tonks. Po chwili dyrektor skinal glowa i powrocil do posilku. Harry spojrzal w swoj talerz. Nagle zaczal miec nieprzyjemne wyrzuty sumienia. Gdyby wtedy nie poszedl do Snape'a, prawdopodobnie mezczyzna w ogole nie dowiedzialby sie o niefortunnym zakonczeniu imprezy w Hogsmeade. I teraz Tonks bedzie miala klopoty. Wiedzial, ze Snape jej tego nie daruje.
Cholera!
Kiedy sniadanie dobieglo konca, dyrektor podszedl do Tonks i szepnal jej cos na ucho, po czym razem z nia i ze Snape'em opuscil Wielka Sale.
Luna spojrzala na niego pytajaco. Harry wzruszyl ramionami, udajac, ze nie wie, o co chodzi i czujac sie jak skonczony dran. Zjadl reszte tego, co mial na talerzu i szybko wysliznal sie z Wielkiej Sali, wracajac do swojego dormitorium i unikajac rozmowy z kimkolwiek, a w szczegolnosci z Luna.
Polozyl sie na lozku i westchnal. Co mial teraz do roboty? Poza spedzaniem czasu ze Snape'em nie mial na te wolne dni zadnych planow. Powinien odwiedzic Hagrida, obiecal mu wczoraj, ze do niego zajrzy, ale w tej chwili jakos nie bardzo...
Podskoczyl wystraszony, kiedy uslyszal stukanie w okno. Na parapecie siedzial Fawkes. Harry zamrugal, zaskoczony i podszedl do okna, aby je otworzyc. Feniks trzymal w dziobie niewielka karteczke. Wreczyl ja Harry'emu, rozpostarl swe wspaniale, iskrzace w sloncu skrzydla i odlecial.
Harry wrocil do lozka, czujac nieprzyjemne napiecie w zoladku i otworzyl liscik.
Harry, chcialbym cie prosic, abys natychmiast przyszedl do mojego gabinetu. To bardzo wazne.
Albus Dumbledore
Przelknal
