- W lozku ci to nie przeszkadza - odparl zuchwale, spogladajac mezczyznie prosto w oczy. Blysk, ktory w nich dostrzegl i lekkie uniesienie brwi wyraznie powiedzialo mu, ze Snape jest zaskoczony.
- Czy probuje sie pan ze mna draznic, panie Potter? - zapytal spokojnie mezczyzna.
- Nie, odpowiadam po prostu w impertynencki sposob na twoje kasliwe uwagi. Jezeli nie masz nic przeciwko - odpowiedzial Harry, z trudem panujac nad probujacym wyplynac mu na usta usmiechem. Odwrocil sie i siegnal po lezace na krzesle buty i skarpetki.
- Zdajesz sobie jednak sprawe z tego, ze te kasliwe uwagi bardzo szybko moga zamienic sie w cos znacznie perfidniejszego? - zapytal cicho Severus, a Harry uslyszal w jego glosie wymieszana z rozbawieniem grozbe.
Teraz nie potrafil sie juz opanowac. Wyszczerzyl sie i usiadl na lozku.
- Tak, doskonale zdaj... ala! - jeknal, czujac klujacy bol w tylku. - Naprawde nie wiem, jak ja bede dzisiaj chodzil... - mruknal, zaciskajac zeby i probujac zalozyc skarpetke.
- Czy to byl komplement? - zapytal gladko Severus.
To przepelnilo czare i Harry parsknal smiechem. Polozyl sie na plecach i smial sie i smial tak dlugo, dopoki nie zabraklo mu tchu. Czul, jak rozsadzajaca go radosc wyplywa z niego przez gardlo i nie potrafil jej zatamowac. Bylo jej zbyt wiele.
- Jezeli juz skonczyles, to bylbym wdzieczny, gdybys wrocil do siebie i pozwolil mi sie przyszykowac - uslyszal glos Severusa. Wyczul w nim rozbawienie. Skrzetnie ukrywane, ale Harry doskonale potrafil je rozpoznac i wyluskac.
Podniosl sie i odetchnal gleboko, probujac sie uspokoic. Schylil sie i szybko zalozyl druga skarpetke i buty. Wyprostowal sie i spojrzal na przygladajacego mu sie uwaznie Severusa.
I to bylo to. Juz po wszystkim. Musial isc.
I nie bylo dla niego zaskoczeniem, ze wcale nie chcial tego robic. Ze wolalby tu zostac i nigdy stad nie odchodzic.
Lepiej zrobic to szybko, poniewaz im dluzej tak stal i wpatrywal sie w te ciemna, wysoka sylwetke i te czarne, obserwujace go oczy, tym trudniej bylo mu sie poruszyc, a jego serce zdawalo sie drzec, dajac mu sygnaly, ze jezeli on sie poruszy, to ono tu zostanie.
Przemierzyl w kilku krokach dzielaca ich przestrzen i objal Severusa ramionami, przyciskajac policzek do jego klatki piersiowej.
- Dziekuje. Za wszystko - powiedzial cicho.
Ale mezczyzna nie odwzajemnil uscisku. Harry mogl jedynie wsluchiwac sie w jego spokojnie bijace serce i czuc na twarzy dotyk gladkiej skory. Chcial otrzec sie o nia policzkiem, ale Severus poruszyl sie i zaciskajac palce na jego ramieniu, uwolnil sie z jego uscisku i odsunal go od siebie.
Harry spojrzal z zaskoczeniem na wycelowana w swoja twarz rozdzke. I nie wiedzial dlaczego, ale poczul nagle, blyskawiczne uklucie strachu.
- Chyba nie zamierzasz pokazac sie tak dyrektorowi i pozostalym nauczycielom? - zapytal Severus, wypowiadajac nieznane Harry'emu zaklecie. Chlodny prad magii musnal jego skore.
Fala zrozumienia zalala mu umysl i Harry usmiechnal sie mimowolnie, czujac dziwna ulge, ktorej wiedzial, ze nie powinien czuc.
- Znacznie lepiej - powiedzial mezczyzna, chowajac rozdzke do kieszeni spodni. - Usunalem tylko te najbardziej widoczne. Szkoda marnowac mocy na
