Zaraz... Trzeba przeanalizowac fakty.
Wczoraj byl u Snape'a. Piep... Nie. Kochali sie. Tak.
A pozniej... pozniej...
O cholera!
Zerwal sie do pozycji siedzacej i jeknal, czujac nagle, bolesne uklucie w tylku i protesty nadwyrezonych miesni.
A pozniej Severus pozwolil mu zostac tutaj na noc!
Harry rozejrzal sie i dostrzegl na stoliku plame w ksztalcie swoich okularow. Siegnal po nie, zalozyl je na nos i spojrzal na Sever...
Nagle doznal dziwnego wrazenia, jakby jego serce i zoladek zamienily sie miejscami, a oczy probowaly wyjsc z orbit.
Przed nim stal Snape. Tak, to z pewnoscia byl Snape. Nikt inny.
Ale nie mial na sobie swoich czarnych, szeleszczacych przy kazdym ruchu szat, zakrywajacych dokladnie kazdy skrawek ciala. O nie.
Wzrok Harry'ego przesuwal sie w gore i z kazdym centymetrem coraz bardziej nie mogl uwierzyc w to, co widzi. Snape stal boso na niewielkim czarno-zielonym dywanie, rozciagnietym na kamiennej posadzce. Mial na sobie dlugie, luzne, czarne spodnie i rownie ciemna, aksamitna koszule z dlugimi rekawami, ktora miekko ukladala sie wokol ramion i ciala. Rozpieta na piersi.
Harry wiedzial, ze sie gapi, ale nie potrafil przestac. I wiedzial, ze gapi sie z otwartymi ustami, ale co mogl na to poradzic? Jasna skora wylaniajaca sie spod czarnego materialu kontrastowala z nim i sprawiala, ze Harry czul nieodparta potrzebe dotkniecia jej i sprawdzenia, czy aby na pewno jest prawdziwa. I zostawienia na niej swojego sladu. Bardzo wyraznego sladu.
- Jak widzisz, Potter, jeszcze zyje - odezwal sie w koncu Severus, przerywajac Harry'emu pelna zachwytu kontemplacje. - Wiec mozesz juz przestac tak sie we mnie wpatrywac.
Harry zamknal usta i przelknal sline. I nie zwracajac uwagi na slowa mezczyzny, wstal i niczym lunatyk ruszyl w jego strone, calkowicie ignorujac bolesne protesty miesni nog. Nie potrafil oderwac wzroku od tego jasnego torsu. I od ciemnego pasma wlosow ciagnacego sie od pepka w dol i ginacego pod materialem luznych spodni.
Musial go dotknac. Musial go naznaczyc.
Zlapal za poly czarnej koszuli i przylgnal do wysokiego ciala, wpijajac sie ustami w chlodna skore na piersi Severusa. W nozdrza wdarl mu sie zapach mezczyzny, a w uszy wciagane przez niego ze swistem powietrze. Harry usmiechnal sie w duchu i zaczal calowac gladka skore, mruczac w nia z zadowoleniem.
Trwalo to jednak tylko malenka chwile, a Harry zdazyl zlozyc na piersi Snape'a zaledwie kilka wyglodnialych pocalunkow, kiedy poczul silne dlonie zaciskajace sie na jego ramionach i odsuwajace go gwaltownie.
- Wydawalo mi sie, ze kazalem ci cos zrobic! - powiedzial ostro mezczyzna.
Harry zamrugal, nieco zdezorientowany i spojrzal w gore. Severus nie mial chyba najlepszego humoru. Moze byl zly, ze Harry zostal u niego na noc? Albo po prostu sie nie wyspal i teraz postanowil odegrac sie na nim za nieprzespana noc. Tak, to bylo bardzo prawdopodobne. I bardzo 'snape'owate'.
- Dobrze, juz ide. Chcialem po prostu sie przywitac - odparl z westchnieniem i juz chcial sie odwrocic, gdy jego wzrok przyciagnela ciemna, czerwono-brazowa plama znajdujaca sie na szyi Severusa.
To zdecydowanie poprawilo mu nastroj.
