Wyprostowal sie, westchnal gleboko i po omacku ruszyl do drzwi. I kiedy je otworzyl, zamarl.
Za progiem stal Severus. Najwyrazniej czekal na niego. I wygladalo na to, ze zapalil w sypialni kilka swiec, poniewaz Harry, nawet pomimo braku okularow, mogl dostrzec jego odziana w czarne, luzne spodnie i czarna koszule sylwetke i przypatrujace mu sie z uwaga oblicze.
I bardzo szybko uciekl wzrokiem, nie chcac, aby mezczyzna dostrzegl jego przepelniona nie do konca jeszcze startymi emocjami twarz. Wbil wzrok w podloge.
- Przepraszam, ze cie obudzilem. Nie chcialem. Mozemy juz isc spac - mamrotal, probujac ominac go bokiem. Ale wtedy poczul silne dlonie lapiace go za ramiona i uslyszal cichy glos, szepczacy:
- Chodz tutaj.
Westchnal, kiedy Severus oplotl go ramionami, przyciagnal do siebie i przycisnal do piersi. Harry zamknal oczy i wsluchal sie w lagodny dzwiek bicia jego serca. I wiedzial, ze on tutaj jest. Naprawde jest. Po raz pierwszy od przebudzenia poczul wlewajacy mu sie do serca spokoj. I musial o to zapytac, poniewaz nie potrafil powstrzymac slow:
- Nic ci nie bedzie... prawda?
Przez chwile panowala cisza. W koncu Severus poruszyl sie i uwolnil go z uscisku i Harry poczul, jak smukle dlonie lapia jego twarz i unosza ja. Zobaczyl ciemne, blyszczace oczy. I dostrzegl za nimi swiatlo. Nawet pomimo tego, ze nie widzial wyraznie, czul bijace od nich cieplo. I uslyszal glos Severusa:
- Nie, nic mi nie bedzie. To byl tylko sen.
- Obiecujesz? - Harry sam byl zaskoczony desperacja w swoim glosie.
Oczy Severusa nie zmienily swego wyrazu. Ale Harry mial wrazenie, ze na chwile cos je przyslonilo. Podejrzewal jednak, ze to tylko cien rzucony przez drgajace plomienie swiec.
- Obiecuje - odparl mezczyzna, a na jego twarzy pojawil sie ledwie widoczny, krzywy usmiech. - Twoja troska jest wzruszajaca, Potter. - Snape puscil jego twarz i wyprostowal sie, a Harry poczul uklucie zalu. - A teraz wracaj do lozka. Chyba nie masz zamiaru stac tutaj do rana i uzalac sie nad soba.
Harry usmiechnal sie mimowolnie.
- Nie - odparl.
- A to nowosc - prychnal mezczyzna, odsuwajac sie i odwracajac glowe. Jego glos stal sie nagle ostrzejszy. - Przeciez ty tak uwielbiasz sie nad soba uzalac.
Harry zmarszczyl brwi. Cos w Severusie sie zmienilo. I zaczal zastanawiac sie, kiedy to sie stalo. I dlaczego?
Musial powiedziec cos, co go rozzloscilo. Ale co?
Obraz przed jego oczami byl zamazany i teraz, kiedy mezczyzna stal w pewnej odleglosci od niego, Harry nie potrafil dokladnie dostrzec jego twarzy. Ale widzial, ze stezala.
- Nie uzalam sie - sprobowal sie obronic. - Mialem tylko zly sen. Powiedzialem ci, ze mozemy juz isc spac.
- To dobrze, bo mam dosyc nianczenia cie - odparl cierpko Severus.
- Przeciez nie prosilem cie... - zaczal Harry, czujac coraz wieksze rozdraznienie z powodu opryskliwego tonu Snape'a.
- Nie, ale ja prosilem ciebie, zebys sie ubral i wrocil do dormitorium, a nie zasypial mi w lozku.
