sline.
No to ma klopoty...
***
Harry wyszedl z gabinetu dyrektora, czujac sie tak, jakby wlasnie przed chwila stoczyl walke z calym zastepem Smierciozercow. Dopiero kiedy znalazl sie na dole, przestal slyszec dobiegajace z pomieszczenia krzyki.
Wciaz czul na sobie wzrok Severusa i Tonks, kiedy profesor Dumbledore kazal mu opowiedziec swoja wersje wydarzen z imprezy i powrotu do Hogwartu. Wciaz pamietal to wrazenie rozdarcia pomiedzy lojalnoscia do Snape'a a sympatia dla Tonks. To bylo paskudne uczucie, stac tam i nie potrafic wydusic z siebie slowa, poniewaz cokolwiek by nie powiedzial, to i tak pograzylby Nimfadore, a Severus wbijal w niego spojrzenie mowiace 'jezeli tylko sprobujesz jej bronic, to bedziesz mial powazne klopoty!'.
Co mial, do cholery, zrobic?
Wymamrotal w koncu, ze sam niewiele pamieta, ze na imprezie pojawil sie alkohol i ze wszyscy go pili, ale Tonks chyba o tym nie wiedziala. Pod wplywem plonacego spojrzenia na karku dodal, ze mozliwe, iz wiedziala, ale nie spodziewala sie, ze wszyscy sie tak pospijaja i ze oni nie chcieli wpakowac jej w klopoty. A wracajac ze wszystkimi, to juz naprawde niewiele pamietal i to prawda, co powiedzial profesor Snape, ze Harry zasnal na korytarzu i profesor go obudzil i pomogl mu dotrzec do dormitorium.
Chyba nigdy w zyciu nie czul takiego zazenowania, no, nie wliczajac oczywiscie sytuacji po wypiciu eliksiru Desideria Intima na lekcji.
Kiedy tylko Harry skonczyl, Severus ponownie przeszedl do ataku na calkowicie rozbita Tonks.
- Widzi pan, dyrektorze, do czego doprowadza zatrudnianie aurorow. - Severus wypowiedzial to slowo niczym najgorsza obelge. - Najpierw Potter niemal zginal przez tego szalenca Moody'ego, a teraz twoj drogi Zloty Chlopiec znowu znalazl sie w niebezpieczenstwie przez niekompetencje kolejnego aurora. Nastepnym razem chlopak nie bedzie mial tyle szczescia.
Ciche wtracenie Harry'ego, ze to nie byl prawdziwy Moody zostalo przez Severusa calkowicie zignorowane. Mezczyzna wydawal sie plawic w nienawisci do Nimfadory i kazdy jej blad byl dla niego niczym triumf. Ale czerwona z gniewu Tonks nie byla mu dluzna:
- Tak, a pod twoja opieka bylby z pewnoscia bezpieczny! Potrafisz tylko gadac, a kiedy trzeba sie wykazac, zaszywasz sie w jakiejs ciemnej norze w swoich lochach! Gdzie byles w zeszlym roku, kiedy...?
Nagla zmiana cisnienia powiedziala Harry'emu, ze Tonks posunela sie za daleko i ze Snape jest na granicy wybuchu. Mezczyzna znalazl sie przy niej w kilku krokach i smiertelnie lodowatym glosem wysyczal jej prosto w twarz:
- Ty bezczelna ignorantko, znam takie zaklecia, o ktorych ci sie nie snilo. Lepiej nie wybieraj sie na zadne nocne spacery, bo moze przydarzyc ci sie jakis niefortunny wypadek i zostaniesz odeslana na bardzo dlugi odpoczynek do Munga.
- Severusie! - Glos dyrektora byl podniesiony i wyjatkowo surowy. - Nie zycze sobie tego typu uwag. Oboje jestescie czlonkami grona pedagogicznego.
Widzac ze Severus niemal wibruje z wscieklosci, Harry wolalby stanac oko w oko ze stadem rogogonow wegierskich, niz znalezc sie w tej chwili sam na sam ze znajdujacym sie w takim stanie Snape'em.
Na szczescie dyrektor oszczedzil mu dalszej meki, podziekowal za pomoc i poprosil o opuszczenie gabinetu, a Harry jeszcze nigdy nie poczul takiej ulgi, wychodzac z tego pomieszczenia. Sytuacja nie byla zbyt wesola. Wiedzial, ze Severus potrafi mowic rozne perfidne rzeczy, kiedy jest wsciekly, ale nigdy nie spodziewal sie, ze posunie sie az do grozenia innemu nauczycielowi w obecnosci dyrektora szkoly.
Dlaczego on az tak nienawidzil Tonks? Wygladalo na to, ze Severus ogolnie nie przepada za aurorami i moze to bylo glownym czynnikiem. Zreszta czasami wydawalo mu sie, ze Severus nienawidzi wszystkich ludzi na swiecie. Jego rodzicow, Syriusza, Lupina, Tonks,
