potrafilby wytrwac w tak odbiegajacej od jego dotychczasowego zycia monotonii.
Znalazl wiec kogos, kto potrafil mu dac wszystko, o czym marzyl. A fakt, ze musial przejsc naprawde bardzo wiele, aby zdobyc takze to, czego pragnal, a czego nie mogl dostac, bylo tylko drobnym szczegolem. Jednak w koncu nazywal sie Harry Potter. Potrafil dokonac rzeczy niemozliwych.
Severus Snape byl trudnym czlowiekiem. Zamknietym w sobie, odcinajacym sie od wszystkich, wiecznie niezadowolonym, wymagajacym, pelnym zmieniajacych sie szybciej niz pogoda nastrojow i kaprysow, surowym oraz calkowicie nieprzewidywalnym. No i nie nalezy zapominac o jego sadystycznych sklonnosciach i zamilowaniu do upokarzania kazdego, kto mu sie nie spodobal, czyli mniej wiecej dziewiecdziesieciu dziewieciu procent spoleczenstwa. A w polaczeniu z wiecznie saczacym sie z ust jadem i kpiacym spojrzeniem na swiat, wydawal sie czlowiekiem, ktory nie potrafilby odnalezc sie w zadnym zwiazku. Niestety, na jego drodze stanal Harry Potter. Uparty, denerwujacy dzieciak, ktory nie wiedzial, co oznacza slowo 'porazka' i nie spoczal, dopoki nie osiagnal tego, co sobie zamierzyl, nawet jezeli oznaczalo to otrzymanie solidnego lomotu. I nie chcial sie odczepic.
To naprawde nie byl zwyczajny zwiazek. I z pewnoscia nigdy nie bedzie takiego przypominal. Ale gdy samemu jest sie niezwyklym, jedyny sposob na normalnosc, to zaangazowanie sie w cos rownie niezwyklego. I trzeba przyznac, ze byla to chyba najlepsza decyzja, jaka Harry kiedykolwiek podjal. Nawet jesli moglby jej kiedys pozalowac.
***
- Odwolaj to! - wrzasnal Harry, trzesac sie z wscieklosci. Stal przed Snape'em w jego salonie i mial wrazenie, ze zaraz eksploduje ze zlosci.
- Odwolac cos, co jest prawda, Potter? - zakpil mezczyzna, najwyrazniej nic sobie nie robiac ze wzburzenia chlopaka. - Wtedy bylbym klamca. Chyba nie zaprzeczysz, ze jestes nadetym smarkaczem, ktoremu slawa tak uderzyla do glowy, ze wydaje mu sie, iz wszyscy beda padac mu do stop?
- Tak? A ty jestes wstretnym lajdakiem, ktory uwielbia wykorzystywac swoja pozycje i upokarzac innych tylko po to, aby podniesc poczucie wlasnej wartosci!
Severus zrobil krok w jego strone. Jego twarz wygladala niczym zasnute mrokiem niebo podczas burzy.
- Ja przynajmniej znam swoja wartosc, Potter! - wysyczal jadowicie. - Twoja wartosc lezy razem z toba na podlodze, kiedy rozkladasz nogi i blagasz o to, zebym cie wypieprzyl.
Harry otworzyl szeroko oczy. Na chwile zabraklo mu tchu. Jak...? Jak on mogl w ogole...? Rzucil sie do przodu, pragnac go zranic, uderzyc, ukarac za wszystko, co powiedzial.
Ale Snape byl szybszy. Zlapal go za nadgarstki i Harry mogl jedynie szarpac sie rozpaczliwie i wrzeszczec z wscieklosci.
- Zamknij sie! Nienawidze cie! - krzyczal, probujac wyrwac rece, ale mezczyzna trzymal je tak mocno, iz sprawial mu tym bol, ktory jedynie podsycal jego gniew. - Nienawidze cie, ty dupku! Nie chce na ciebie patrzec! Nie chce cie znac!
- Licz sie ze slowami, Potter. Gryffindor wlasnie stracil dwadziescia punktow. I mozesz mnie nienawidzic do woli, ale to i tak nie zmieni faktu, ze...
- Pusc mnie! Jezeli jestem dla ciebie az taki okropny, to po co w ogole pozwalasz mi tutaj przychodzic? Wyrzuc mnie i obaj bedziemy zadowoleni, a ty nie bedziesz sie na mnie wsciekal o byle gowno!
- Z checia bym to zrobil, ale znajac ciebie, po dwoch dniach wrocisz z mina kopnietego szczeniaka i na kolanach bedziesz prosil, zebym przyjal cie z powrotem!
- Zamknij sie! Nie chce... Pusc mnie! - Plynaca w zylach adrenalina w polaczeniu z uderzajaca do glowy krwia sprawila, ze Harry'emu udalo sie w koncu wyrwac rece, ale zamiast sie odwrocic, rzucil sie ponownie do
