- Nigdy ci to nie przeszkadzalo. Zreszta podejrzewam... ze bedziesz robil to samo - powiedzial wyzywajaco.
- I nie przeszkadza. Ale musze cie rozczarowac... moje rece beda zajete czyms zupelnie innym.
Harry poczul nagly, niewytlumaczalny uscisk w sercu.
- Czyli?
- To nie twoj interes, Potter - odparl spokojnie mezczyzna, a jego oczy blyszczaly, kiedy to mowil. Harry wiedzial, ze nie wyciagnie z niego odpowiedzi, lecz pomimo tego probowal jeszcze kilka razy, zajadajac sie Piekna Helena - tak, Severus zdradzil mu nazwe 'tej przepysznej potrawy z gruszek' - i zartujac z nim na rozne tematy (chociaz zartowanie to ostatnia rzecz, jaka spodziewal sie kiedykolwiek robic z Mistrzem Eliksirow).
- To bylo przepyszne - westchnal Harry, kiedy wzial ostatni kawalek gruszki i zebral nia sos czekoladowy, po czym wlozyl do ust i pozwolil, aby rozpuscila mu sie na jezyku. - To najlepsza rzecz, jaka w zyciu jadlem - oswiadczyl, gdy juz przelknal reszte cudownej slodyczy i otworzyl oczy, spogladajac z zachwytem na usmiechajacego sie pod nosem Snape'a.
Siegnal po kieliszek i wypil reszte szampana. Babelki spienily mu sie w ustach, przyjemnie masujac jego podniebienie. Westchnal i spojrzal na Snape'a nieco juz rozbieganym, metnym wzrokiem. Podobalo mu sie to, jak napoj rozgrzewal jego wnetrznosci i rozluznial go.
- Ja... ee... - dukal, nie potrafiac zmusic swojego umyslu do normalnego funkcjonowania. Nie, kiedy Severus przez caly czas wbijal w niego [i]takie[/i] spojrzenie. No i kiedy troche za bardzo krecilo mu sie w glowie od wypitego alkoholu. - Moglbym sobie jeszcze nalac? - zapytal i pomachal pustym kieliszkiem.
- Nie krepuj sie. - Mistrz Eliksirow wskazal w strone barku.
- Nie zamierzam - odparl i usmiechnal sie promiennie. Oczy mezczyzny rozszerzyly sie na moment i Harry odniosl wrazenie, ze Severus niemal pochlania wzrokiem jego usmiech.
Podniosl sie i podszedl do blatu, obok ktorego znajdowal sie barek. Postawil kieliszek na ciemnym drewnie i otworzyl drzwiczki szafki.
- Jak to sie nazywalo? - zapytal, spogladajac na rzad roznego rodzaju butelek.
- Dom Perignon - uslyszal cicha odpowiedz. Pochylil sie, mruzac oczy i odczytujac nazwy na etykietach. Chianti, Chablis, Jack Daniels, Absinthe, Martini, Bourbon, Tequila... Jest!
Wyjal z szafki ciemna, blyszczaca butelke i postawil ja na blacie, aby wyciagnac korek, ale wtedy poczul ruch za plecami i tuz obok niego pojawila sie odziana w czarny material reka Severusa, ktora zanurzyla sie w szafce i zlapala kwadratowa butelke z czarna etykieta Jack Daniels.
- Ja tez sie napije. - Glos mezczyzny byl dziwnie zduszony i zachrypniety. Harry obserwowal, jak szczupla reka stawia butelke na blacie i zaciska sie na niej nieco zbyt mocno. Slyszal za soba ciezki, przyspieszony oddech i niemal wyczuwal na sobie dotyk ciemnego, intensywnego spojrzenia. Lecz zanim zdazyl odwrocic glowe, zanim zdazyl wykonac jakikolwiek ruch, zobaczyl, jak reka mezczyzny odtraca nagle butelke i - o bogowie! - obejmuje go w pasie, podczas gdy druga oplata sie wokol jego klatki piersiowej niczym waz, zaciskajac sie z taka sila, jakby zamierzala pozbawic go tchu. Severus przyciagnal go do siebie i objal mocno, niemal lapczywie, wtulajac twarz w jego wlosy i gleboko wciagajac w nozdrza ich zapach.
Zalegla absolutna cisza, a Harry slyszal jedynie glosne bicie wlasnego serca, ktore wydawalo sie krzyczec o cholera o cholera o cholera w rytmie uderzen.
Severus przyciskal go do siebie z taka sila, jakby obawial sie, ze Harry moglby w kazdej chwili wyrwac sie i uciec, jakby nigdy nie zamierzal wypuscic go ze swych objec. Bylo w tym zachlannym uscisku cos takiego... jakas nieodparta potrzeba bliskosci, nagla i najwyrazniej nie do konca uswiadomiona, impuls, ktory kazal Severusowi zlapac,
