zwierzecy pomruk, odwrocil go szarpnieciem i rzucil na sciane. Harry uslyszal odglos rozrywanego materialu i dopiero po chwili zorientowal sie, ze to jego koszula. W tym samym momencie poczul gorace, opetancze pocalunki na karku i plecach oraz sliska erekcje wbijajaca sie w niego tak gwaltownie, ze na chwile stracil dech w plucach. Zanim zdolal rozgraniczyc te dwa doznania, dolaczylo jeszcze trzecie. Chlodna dlon, oplatajaca sie wokol jego rozgrzanego penisa. Przesuwajaca sie po nim w rytmie pchniec. Obciagajaca mu. Sciskajaca i maltretujaca jadra. I wyciagajaca z niego orgazm niemal sila.
Doszli prawie w tym samym momencie. Harry pierwszy, drapiac kamienne sciany i przyciskajac do nich rozgrzane wargi. Snape chwile pozniej, dyszac ciezko i wbijajac zeby w nagie ramie Harry'ego.
Przez chwile jedynym dzwiekiem w niewielkim pomieszczeniu byly dwa nierowne, plytkie oddechy. A po chwili takze zachrypniety szept Mistrza Eliksirow:
- Jestesmy spoznieni.
Harry oderwal policzek od sciany i poprawil przekrzywione okulary.
- He?
- Zbieraj sie, Potter. - Glos mezczyzny byl juz niemal calkowicie opanowany. Jak on mogl tak szybko dojsc do siebie? I to po czyms takim? Harry mial tylko nieprzyjemne wrazenie, ze zaraz sie przewroci. - Reparo - mruknal Severus i Harry poczul, ze jego koszula ponownie jest w jednym kawalku. - Ide pierwszy. A ty masz sie zjawic za piec minut.
I juz go nie bylo.
Harry oderwal sie od sciany i oparl o nia plecami, wciaz dyszac i probujac doprowadzic sie do porzadku. Drzaly mu uda i byl spocony. Wiedzial, ze jego twarz musi wygladac jak dzem malinowy.
Podciagnal spodnie, wsadzil w nie koszule, mocniej zawiazal poluzowany krawat i sprobowal przygladzic wlosy. Czul sie tak niesamowicie rozluzniony i szczesliwy, ze w zasadzie bylo mu wszystko jedno, czy spozni sie pietnascie minut, czy pol godziny.
Przeciez Snape nic mu za to nie zrobi...
Jego przewidywania zostaly jednak zweryfikowane tuz po przekroczeniu progu klasy. Zdazyl tylko zerknac na wiszacy na scianie zegar i uswiadomic sobie, ze spoznil sie dwadziescia minut, kiedy dotarl do niego kasliwy glos Mistrza Eliksirow:
- Och, pan Potter. Coz za niespodzianka... Jezeli ma pan wazniejsze sprawy od punktualnego zjawienia sie na mojej lekcji, to droga wolna, moze pan do nich wracac.
Harry poczul, ze opada mu szczeka.
- Yy... - wydukal, czujac na sobie spojrzenia wszystkich znajdujacych sie w klasie uczniow. Slizgoni byli wyraznie rozbawieni, zreszta czesc Gryfonow rowniez. Tylko Ron, Hermiona i Neville patrzyli na Harry'ego ze zmarszczonymi brwiami.
- Moze zaczniemy od odebrania Gryffindorowi - nauczyciel zerknal za zegar i odczekal chwile - no, teraz juz dwudziestu jeden punktow za spoznienie. Dodajmy do tego okragle dziesiec punktow za niechlujny wyglad i fragment wystajacej koszuli. - Harry blyskawicznie spojrzal w dol i poprawil koszule, czujac ze w jego sercu zazenowanie walczy o pierwsze miejsce ze zloscia. - Moze nauczy cie to, ze na moje lekcje sie nie spoznia, Potter. Bylibysmy takze niezmiernie wdzieczni, gdybys zechcial opowiedziec nam, co tez tak waznego cie zatrzymalo. - Twarz mezczyzny wyrazala jedynie msciwa satysfakcje i Harry czul, ze zaczyna sie trzasc z gniewu.
Jak on smie? Ten wredny, chamski, paskudny...
Musial cos wymyslic. I to szybko!
- Ee... No bo ja... yy... no wiec...
