- Caly ja - wyszeptal ochryple Snape i zanim Harry zdazyl zaczerpnac tchu, jego koszula juz byla rozrywana, a on sam pochlaniany przez chciwe usta i dlonie.
Penis wsuwajacy sie w niego az po same jadra. Trzask rozbijajacych sie o kamienna posadzke okularow. Jeki mieszajace sie ze soba w kakofonii sapniec, pomrukow i westchnien. Usta szepczace mu do ucha takie rzeczy...
O tak, naprawde byli uzaleznieni.
Od siebie.
***
Lezac w ciemnosci na lozku i probujac znalezc taka pozycje, aby pulsujacy bolesnie tylek nie doskwieral mu az tak bardzo, Harry zastanawial sie, dlaczego, do diabla, zalozyl ten pieprzony krawat?!
Kiedy zorientowal sie, ze to ten krawat, mogl jeszcze wycofac sie, uciec. Dlaczego tego nie zrobil?
Wciaz byl lekko roztrzesiony, a serce, ku jego irytacji, nie chcialo sie uspokoic. Echo huraganu, ktory przetoczyl sie przez jego wnetrze, wciaz dawalo o sobie znac w pulsowaniu skroni, drzeniu rak i wirujacych mu w glowie wspomnieniach.
Po raz kolejny przewrocil sie na bok i jeknal z bolu. Nie tylko z powodu pulsujacego tylka. Mial wrazenie, ze kazdy miesien w jego ciele jest nadwyrezony albo rozszarpany. Nawet nie wiedzial, ze tyle ich ma. Dodajac do tego siniaki i szramy, wygladal i czul sie tak, jakby uciekl z pola bitwy.
I wcale nie bylo to dalekie od prawdy.
A wszystko przez ten cholerny krawat!
*
Harry zawiazal na szyi krawat i spojrzal w lustro. Tak, czarno-czerwone pasy idealnie pasowaly do czerwonej koszuli i czarnych spodni. Nawet nie wiedzial, ze ma krawat w takich kolorach. Ale skoro byl w jego kufrze, to znaczy, ze chyba nalezal do niego.
Czasami, kiedy szedl do Severusa nie w porze szlabanu, tylko na przyklad w weekend, musial udawac przed przyjaciolmi, ze wybiera sie na randke ze swoja 'tajemnicza wybranka'. A przeciez nie moglby na taka randke pojsc jak obdartus, wiec, czy tego chcial, czy nie, musial zakladac cos innego niz zwyczajowe dzinsy i koszule.
Kiedy tylko wyszedl z Pokoju Wspolnego i znalazl sie kilka pieter nizej, zarzucil na siebie peleryne i skierowal sie prosto do lochow. Wsliznal sie do gabinetu Mistrza Eliksirow, zdjal z siebie peleryne i zapukal.
Drzwi otworzyly sie samoczynnie. Harry wszedl do komnaty i dostrzegl Severusa, siedzacego w swoim ulubionym fotelu i nalewajacego do szklanki bursztynowego plynu.
No tak. Harry juz jakis czas temu zauwazyl, ze Snape byl najwidoczniej uzalezniony od tego trunku. I w ogole od alkoholu. Pil prawie na kazdym spotkaniu. Ale Harry wcale sie temu nie dziwil. Podejrzewal, ze gdyby mial taka prace jak Severus, ktory ciagle musial narazac swoje zycie i robic te wszystkie okropne rzeczy, to tez staralby sie o tym zapomniec, a co jest lepszym srodkiem wymazujacym pamiec od alkoholu? Nie liczac oczywiscie zaklecia Obliviate. Zreszta, gdyby zaszla taka potrzeba, to zawsze mial pod reka swoje eliksiry trzezwiace.
Harry zamknal za soba drzwi i usmiechnal sie szeroko, kiedy Severus zerknal na niego znad szklanki.
- Dobry wieczor, Sever... - urwal nagle, gdyz jego uwage przyciagnal jakis emanujacy z poziomu jego klatki piersiowej blask. Zreszta nie tylko jego. Severus zmruzyl oczy i wbil spojrzenie w polyskujacy teraz jedynie krwista czerwienia krawat. Harry spojrzal w dol i jeknal. - O kurwa.
No pieknie. Teraz juz pamietal, skad mial ten krawat.
