Od Ginny.
Czerwien dla radosci i podniecenia, a czern dla gniewu i strachu.
Z rozszerzonymi oczami patrzyl, jak krawat zaczyna migotac i powlekac sie czarnymi pasami.
Trudno. Przeciez Snape nie wie, co to za krawat. I najlepiej bedzie, jezeli tak zostanie.
Podszedl do fotela i usiadl, wciaz czujac na sobie zaciekawione spojrzenie mezczyzny. Proporcja pomiedzy kolorami znow byla taka sama, jak na poczatku.
- A coz to takiego, Potter? Znowu jakas zawoalowana metafora?
- Nie, tylko taki krawat, ktory pokazuje nastroj - baknal Harry, starajac sie jak najszybciej zboczyc z tematu.
Snape uniosl jedna brew.
- Chciales mi cos przekazac w ten sposob? Przeciez dobrze wiesz, ze wcale nie potrzebuje takich rzeczy, zeby wiedziec, w jakim jestes nastroju. Twoja twarz pokazuje to az nadto wyraznie.
Harry zagryzl warge.
- Nie chcialem ci niczego pokazywac. Po prostu tak go zalozylem, przez przypadek. Dostalem go w prezencie i zupelnie o nim zapomnialem. A tak w ogole, to ten wczorajszy test z antidotow byl naprawde wredny...
Ale Snape go nie sluchal. Wciaz wpatrywal sie zmruzonymi oczami w krawat, ktory stawal sie coraz ciemniejszy. Harry czul bicie wlasnego serca.
No przeciez chyba nie jest az tak inteligentny ani domyslny!
- W prezencie, powiadasz? - powiedzial to w taki sposob, ze Harry mimowolnie sie wzdrygnal. Ten ton nie zwiastowal niczego dobrego. Oznaczal jedynie, ze Snape cos podejrzewa...
- Nastepnym razem moglbys mnie uprzedzic, zanim zrobisz nam niezapowiedziany sprawdzian - kontynuowal Harry tym samym uparcie beztroskim glosem, nawet jezeli katem oka widzial, ze krawat stal sie juz niemal caly czarny.
- Hmm - mruknal Severus, przekrzywiajac glowe. - Krawat, ktory pokazuje twoj strach... Coz za tandetny, kiczowaty prezent. Naprawde, Potter... zeby przyjac od kogos takie badziewie?
Harry znal to uczucie. Buzujacy gdzies na dnie zoladka gniew. Wzbierajacy i siegajacy coraz wyzej. Oslepiajacy.
- To nie jest tandetny prezent! Ani kiczowaty! Ginny nigdy by... - Harry zachlysnal sie i ugryzl w jezyk, ale bylo juz za pozno.
Temperatura gwaltownie opadla i Harry mial wrazenie, jakby ktos otworzyl okno i wpuscil do srodka mrozny, styczniowy wiatr.
Rysy Snape'a wyostrzyly sie, a w oczach zaplonelo cos lodowatego. I bardzo niebezpiecznego.
- Natychmiast go zdejmij - wycedzil niezwykle cichym i groznym glosem, mocniej zaciskajac palce wokol szklanki. Wygladal na opanowanego, ale to byly tylko pozory. Harry jeszcze nie widzial tak mrozacego spojrzenia. Wydawalo sie, ze pod skora mezczyzny plonie ogien. Kostki jego zacisnietej wokol szklanki dloni pobielaly.
Harry mimowolnie zapadl sie glebiej w fotel.
- Ale przeciez to tylko...
- Bez dyskusji! - Gniewny syk Snape'a byl jeszcze gorszy do jawnego wrzasku.
Harry westchnal, siegnal do krawatu, poluzowal go i zdjal przez glowe. Jezeli az tak bardzo mu przeszkadza, to przeciez moze go schowac. Nie chcial zaczynac wieczoru od klotni.
