W momencie, kiedy zaczal skladac krawat z zamiarem wlozenia go do kieszeni, zobaczyl, ze mezczyzna siega po rozdzke i wyciaga w jego strone dlon.
Nagle zrozumienie uderzylo w Harry'ego tak nagle, ze jego oczy rozszerzyly sie gwaltownie.
Snape chcial go zniszczyc! Jego prezent! Prezent, ktory dostal od Ginny!
- Przeciez to tylko glupi krawat - wymamrotal, zaciskajac zeby i czujac, ze bulgoczacy w jego zoladku gniew naprawde zaczyna sie spietrzac i powoli go opanowywac.
- Zamknij sie i oddaj mi go - wysyczal Severus, wyciagajac oczekujaco reke i nie odrywajac spojrzenia od kawalka czerwono-czarnego materialu.
Harry spojrzal na trzymana w dloni tkanine.
To bylo chore. Snape zachowywal sie jak opetany. Nie bedzie sluchal kogos takiego.
- Nie - powiedzial cicho, niemal wyzywajaco. Rozwinal krawat i ponownie zalozyl go przez glowe.
Ledwie zdazyl ponownie spojrzec na twarz Snape'a, ktora w tym samym momencie stala sie niemal trupio blada, kiedy wargi mezczyzny ulozyly sie w slowa zaklecia, a dlon trzymajaca rozdzke wysunela do przodu.
- Accio krawat!
Lata trenowania Quidditcha i umykania przed tluczkami oplacily sie. Widzac rozblysk zoltego swiatla, Harry instynktownie odbil sie stopami od podlogi i polecial razem z calym fotelem do tylu. Przetoczyl sie i wyladowal na kolanach, spogladajac na Severusa wzrokiem, w ktorym niedowierzanie mieszalo sie z przerazeniem.
- Incarcerous!
W strone Harry'ego pomknelo kilka lin, jednak chlopak szybko przetoczyl sie do przodu i schowal za fotelem.
- Co ty wyprawiasz?! - krzyknal zza swojego chwilowego schronienia. - Zachowujesz sie irracjonalnie! Jak mozesz z takiego powodu...
Nie dokonczyl jednak, gdyz przerwalo mu kolejne zaklecie:
- Depulso!
Fotel polecial w kat, uderzajac w polki z ksiazkami, ktore posypaly sie na podloge. Harry zaczal przesuwac sie na czworakach w strone drzwi, probujac jednoczesnie wyszarpnac rozdzke z tylnej kieszeni spodni.
Odwrocil glowe akurat w tym samym momencie, w ktorym stojacy i celujacy w niego Snape, pochylil sie, przewrocil stol razem ze stojaca na nim butelka, usuwajac go ze swojej drogi i krzyknal:
- Flagello!
- Protego! - wrzasnal Harry w ostatnim momencie, odbijajac zaklecie, ktore trafilo w kolejny regal i posiekalo stojace na nim ksiazki na male kawaleczki. W powietrzu zaroilo sie od fruwajacych kartek.
- Ty bezczelny gowniarzu! - ryknal Snape. Wygladal, jakby calkowicie stracil nad soba panowanie. Byl czerwony z wscieklosci, a jego oczy zdawaly sie plonac lodowatym ogniem, ktory siekal wnetrznosci Harry'ego i podsycal w nim jeszcze wiekszy opor. - Zaraz przywolam cie do porzadku! Flagello!
Tym razem rozblysk byl znacznie mocniejszy. Harry ponownie wyczarowal tarcze, ale w momencie, kiedy zaklecie Snape'a w nia trafilo, wiedzial juz, ze byla zdecydowanie za slaba. Probowal ja utrzymac, ale zaklecie tnace przewiercalo sie przez nia coraz glebiej, siegalo coraz dalej, az...
Tarcza pekla. Harry uchylil sie i poczul na policzku piekace chlasniecie. Cos za nim eksplodowalo, ale on widzial
