szept Snape'a:
- Zwariuje przez ciebie...
Nastapila erupcja. Poczul sie tak, jakby opadal na dno glebokiej, wypelnionej wrzaca lawa studni. Caly swiat eksplodowal. Dochodzil i dochodzil tak dlugo, jakby nigdy nie mial przestac. Uslyszal swoj wlasny, oddalajacy sie krzyk. Coraz cichszy i odleglejszy.
I ogarnela go ciemnosc.
Lodowate chlusniecie na twarz sprawilo, ze gwaltownie otworzyl oczy. Ciemnosc ustapila i pod powieki wdarlo mu sie swiatlo. Zamrugal kilka razy, widzac pochylona nad soba, rozmazana sylwetke Severusa.
- Och, laskawie sie ocknales?
Wtedy zrozumial. Musial stracic przytomnosc. Lezal na plecach na biurku i czul cos goracego wyplywajacego mu spomiedzy posladkow oraz piekacy bol oplatajacy szyje. Podniosl reke i dotknal zacisnietego wokol gardla krawatu, ktorego koniec wciaz znajdowal sie w dloni mezczyzny. Naprawde wygladal jak smycz. Smycz, do ktorej byl uwiazany.
Swiadomosc tego sprawila, ze wszystko mu sie przewrocilo w zoladku. W jego podbrzuszu ponownie wezbrala lawa.
I nienawidzil sie za to.
Wpatrywal sie w smukla dlon zacisnieta na krwistoczerwonym symbolu jego zniewolenia i zastanawial sie, dlaczego czuje sie taki... wolny.
Severus poruszyl sie i odsunal, wypuszczajac krawat z reki. Podszedl do czegos lezacego na podlodze i podniosl to. Harry przekrzywil glowe i zmruzyl oczy. To byly jego okulary!
Mezczyzna wrocil do niego, wyjal rozdzke i stuknal nia w potrzaskane szkla, mruczac:
- Reparo.
Harry uniosl sie na lokciach i pozwolil, by Severus zalozyl mu okulary na nos. Dopiero teraz, kiedy sie poruszyl, poczul, ze bola go chyba wszystkie miesnie. Swiat nabral ksztaltow. Zobaczyl przygladajacego mu sie z dziwnym, wyzywajacym blaskiem w oczach mezczyzne.
- Na czym to skonczylismy? - zapytal cicho i ponownie zlapal za krawat, zanurzajac swoje spojrzenie w szeroko otwartych oczach Harry'ego. Ale tym razem nie zacisnal mu go na szyi, tylko poluzowal i zdjal. Harry nie opieral sie. Nie mial kompletnie sily.
Severus podniosl material i, nie przerywajac kontaktu wzrokowego, przysunal rozdzke do tkaniny i wyszeptal:
- Incendio.
Krawat zajal sie ogniem. Plomienie odbijaly sie w aksamitnie czarnych oczach mezczyzny i Harry nie mogl pozbyc sie wrazenia, ze widzi w nich cos na ksztalt mrocznej satysfakcji. Spojrzal w dol na spalajacy sie, syczacy material, ktory Severus polozyl na blacie biurka i poczul w sercu dziwne uklucie.
Jakby wraz z nim, spalala sie rowniez jego... wolnosc.
Kiedy z krawatu nie pozostalo nic, poza zweglonym, czarnym fredzlem, Harry ponownie spojrzal na Severusa.
Mezczyzna wykrzywil wargi w cos na ksztalt usmiechu i powiedzial uprzejmym glosem:
- Jezeli juz skonczylismy, to moze napijemy sie herbaty?
Harry odpowiedzial mu usmiechem.
Nie. Oni obaj byli
