niezrownowazeni.

 

--- rozdzial 47 ---

47. Two days before everything changed

It's funny how we feel so much

But we cannot say a word

We are screaming inside

But we can't be heard*

- Cholera! Niech ja szlag! Moze sie wypchac! Samolubna egoistka! Juz jej nigdy nie obronie! Dosyc tego! - Ron wpadl do dormitorium tak nagle, ze lezacy na lozku Harry niemal z niego spadl. Blyskawicznie schowal do kieszeni kulke, ktora otrzymal w prezencie gwiazdkowym od Snape'a, a w ktora wpatrywal sie przez ostatnie pietnascie minut, na przemian przywolujac twarze swojej mamy, taty oraz Syriusza. - Stala sie po prostu nieznosna! Gorsza od mojej matki! Gdybym wiedzial, ze... co to bylo? - Ron przestal wyrzucac z siebie potok pelnych goryczy przeklenstw i spojrzal z zaskoczeniem na Harry'ego, ktory staral sie sprawiac wrazenie niezwykle zainteresowanego falda na przykryciu.

- Co? Ach, to nic takiego... Ty tylko... taka pileczka. Cwiczylem... lapanie znicza. - Ron zmarszczyl brwi. - Co sie stalo? Wygladasz na niezle wkurzonego - zapytal szybko Harry, probujac zmienic temat.

Przyjaciel westchnal ciezko i opadl na lozko.

- Hermiona - mruknal pod nosem. - Czy dla ciebie tez jest taka... nie wiem, jak to nazwac... okropna?

Harry zmarszczyl brwi.

- Chodzi o to, ze ona... kurcze, nie wiem - prychnal z rozdraznieniem. - Zachowuje sie po prostu tragicznie. Ciagle za mna lazi i mowi mi, co mam robic. Nie moge sie nawet odlac po swojemu. I nagle stala sie nie wiadomo jak wymagajaca. O wszystko ma do mnie pretensje. Ze nie robie tego, ze nie robie tamtego. Po prostu dluzej tego nie wytrzymam. - Ron przetarl twarz dlonia i spojrzal na Harry'ego z mina meczennika. - Dlaczego mnie nie powstrzymales, poki byla jeszcze szansa?

Gryfon wzruszyl ramionami.

- Nie kazalem ci sie z nia umawiac - odparl. Wcale nie mial ochoty wysluchiwac zalow Rona. Za pol godziny mial isc do Snape'a.

- A moze to nie ma sensu? - zapytal przyjaciel, odwracajac twarz do okna. Bylo pozne popoludnie i swiecace nisko na niebie slonce rzucalo dlugie cienie na iskrzace sie biela blonia. Harry widzial na obliczu Rona wyrazne przygnebienie i zrobilo mu sie go zal. Dobrze wiedzial, co musi teraz przezywac. Sam czul sie podobnie juz wiele razy w ciagu tego roku. - Wiesz co? Nie mam ochoty tu siedziec. W ogole nie mam ochoty na nia patrzec. - Rudzielec odwrocil glowe w strone Harry'ego, spogladajac na niego blagalnym wzrokiem. - Chodzmy na boisko pocwiczyc Quidditcha. Musze sie troche rozerwac.

Harry poczul uklucie w zoladku.

- Ee... wiesz, jest juz dosyc pozno... - mruknal. - A poza tym jest zimno.

- Jakos nigdy ci to nie przeszkadzalo - wymamrotal Ron z pretensja w glosie. - Odkad znalazles sobie dziewczyne, w ogole nie masz dla nas czasu. Ciagle cie nie ma. Kiedy ostatnio robilismy cos razem?

Harry przelknal sline. Ron mial racje. Ostatnio praktycznie caly swoj wolny czas poswiecal Severusowi. Probowal przypomniec sobie jakis spedzony z Ronem wieczor, podczas ktorego robiliby cos innego poza odrabianiem lekcji, ale naprawde nie byl w stanie. Przyjaciel patrzyl na niego z mieszanina rozgoryczenia oraz nadziei i Harry'emu zrobilo sie bardzo glupio.

Zamknal powieki, toczac w sobie wewnetrzna walke.

- Dobrze - odezwal sie w

Вы читаете Desiderium Intimum
Добавить отзыв
ВСЕ ОТЗЫВЫ О КНИГЕ В ИЗБРАННОЕ

0

Вы можете отметить интересные вам фрагменты текста, которые будут доступны по уникальной ссылке в адресной строке браузера.

Отметить Добавить цитату