koncu. - Masz racje. Przepraszam. Chodzmy. Ja tez stesknilem sie za Quidditchem. - Usmiechnal sie blado.
To akurat byla prawda. Zima treningi byly organizowane niezwykle rzadko, z powodu zbyt silnych mrozow. Nawet Angelina nie byla az taka sadystka, aby kazac im trenowac w takich warunkach. Zreszta zadna druzyna nie trenowala, wiec w sumie nikt nic nie tracil.
Ron ozywil sie niemal natychmiast. Zerwal sie z lozka i zanurkowal w swoim kufrze, szukajac miotly i cieplych ubran. Harry wykorzystal fakt, ze przyjaciel nie patrzyl, i wsunal dlon do kieszeni, zaciskajac palce na zielonym klejnocie.
Przepraszam, ale nie moge dzisiaj przyjsc. Cos mi wypadlo. Spotkamy sie kiedy indziej.
Zerwal sie z lozka, czujac w sercu ekscytacje. Och, naprawde stesknil sie za lataniem. Snape chyba nie bedzie mial mu za zle, ze ten jeden raz do niego nie przyjdzie. Zreszta nie mial dzisiaj szlabanu, wiec nie musial isc.
Przebierajac sie w cieplejsze ubranie, poczul cieplo emanujace z kamienia. Udajac, ze chce zawiazac buta, ukleknal i odczytal wiadomosc:
W takim razie oczekuje cie jutrzejszego wieczoru.
Och, nie spodziewal sie, ze Severus przyjmie to az tak spokojnie, ale byl mile zaskoczony.
Dobrze. - odeslal szybko i wstal. Wsadzil do kufra oba kamienie, zeby ich nie zgubic na boisku, zarzucil na siebie kilka kolejnych warstw ubran i wyszedl razem z Ronem z dormitorium, sciskajac w dloni swoja Blyskawice i juz wyobrazajac sobie smak i zapach zimowego powietrza, ktorego nareszcie bedzie mogl skosztowac po tak dlugiej przerwie.
- Och, idziecie polatac?
Harry odwrocil sie w polowie schodow, widzac wychodzaca z dormitorium dziewczat Ginny.
- Tak, chcemy troche pocwiczyc - odparl Ron.
Dziewczyna rozpromienila sie.
- Moge pojsc z wami? Dawno nie latalam. Przyda mi sie troche cwiczen. Opuscilam kilka ostatnich treningow, a samemu to nie to samo. Greg nie lubi Quidditcha. - Skrzywila sie, jakby sama idea, ze ktos moze nie lubic Quidditcha byla dla niej tak obca, jak dla skrzatow domowych mowienie zle o swoim panu.
Ron i Harry wymienili spojrzenia.
- No dobra. Mozesz sie przydac. Ty pocwiczysz strzaly, ja obrone, a Harry szukanie znicza.
- Swietnie! - Ginny klasnela w dlonie. - Zaraz wracam, tylko sie przebiore.
***
- Widzieliscie ten zwis? Prawie zlecialem z miotly, ale bylo warto! Widzieliscie? Nawet nie wiedzialem, ze tak umiem! To bylo niesamowite! Albo jak odbilem tego kafla samymi czubkami palcow! Widzieliscie? - Ron entuzjazmowal sie przez cala droge z boiska, przez blonia w strone zamku oswietlonego padajacym zza szyb blaskiem swiatel. Snieg skrzypial im pod butami, a Harry czul sie tak, jakby kazdy miesien w jego ciele zamarzl i teraz, kiedy szedl, skrzypial jeszcze donosniej. Donosniej nawet od smiechu Ginny. Ale jednoczesnie mial wrazenie, ze narodzil sie na nowo. Czul sie calkowicie odprezony i zrelaksowany. Jak po dobrym seksie ze Snape'em. Tyle tylko, ze teraz mial w sobie mnostwo energii, ktora go wrecz roznosila.
- Tak, to bylo niezle. A widzieliscie, jak zrobilem w ostatniej chwili zwrot nad samym boiskiem? - zapytal Rona i jego siostry, szczerzac sie od ucha do ucha i przypominajac sobie ped mroznego powietrza, ktory wciaz igral mu we wlosach. - Zarylem stopami w snieg. Myslalem, ze juz po mnie. Hahaha. Ale przynajmniej wiem teraz, co robic, gdyby Zabini albo Cho siedzieli mi na ogonie. Zadna miotla tego nie wytrzyma. Oprocz Blyskawicy.
