- Sluchaj - zaczal, nie wiedzac wlasciwie, co chce powiedziec. - Daj spokoj. W zwiazkach... zawsze zdarzaja sie klotnie. Tak bywa. I to nie jest niczyja wina.
Hermiona spojrzala na niego ze smutkiem spod burzy wlosow i powoli podeszla do kanapy, po czym opadla na nia z westchnieniem tuz obok Harry'ego. Chlopak zagryzl warge. Nie byl najlepszy w pocieszaniu.
- To nie o to chodzi - powiedziala cicho. - Tylko, ze mam wrazenie, ze on... niewazne.
- Nie chce cie sluchac i wkurza sie, kiedy probujesz nim pokierowac?
Hermiona poderwala glowe i spojrzala na niego szeroko otwartymi oczami.
- Skad wiesz?
- No bo ty... zawsze chcesz wszystkimi kierowac - wymamrotal Harry.
- Dzieki - prychnela.
- Nie chce go usprawiedliwiac - zaprzeczyl Harry. - Ale powinnas chyba zrozumiec, ze nikt nie lubi, kiedy mu sie ciagle mowi, co ma robic. Wiem, ze chcesz dobrze i... nie wiem, jestes przekonana, czy cos, ze masz racje i ze to mu pomoze i ze tak bedzie dla niego najlepiej... ale ludzie nie lubia jak sie ich bez przerwy kontroluje. - Przelknal sline, czujac nagly uscisk w zoladku i przypominajac sobie wzrok Severusa.
Hermiona rzucila mu dlugie, zamyslone spojrzenie.
- Wiem, ze masz racje, ale i tak... nie wybacze mu tego, co powiedzial. Zawsze tylko generalizuje. Tylko to potrafi. Nienawidze tego.
- Tak jak ty teraz? - mruknal Harry.
- Co? - Hermiona spojrzala na niego z zaskoczeniem i zarumienila sie. Harry usmiechnal sie lekko.
- Zawsze myslalem, ze potrafi jeszcze kilka innych rzeczy - powiedzial.
- Tak, na przyklad jesc - odparla dziewczyna i nagle parsknela smiechem.
- I chrapac - dodal Harry.
- I nie przejmowac sie odrabianiem lekcji.
- A w grze w eksplodujacego durnia jest prawdziwym mistrzem.
Hermiona zachichotala i westchnela gleboko, po czym spojrzala na Harry'ego z wdziecznoscia w orzechowych oczach.
- Dzieki - mruknela. - Ale i tak mu nie wybacze. Przynajmniej nie tak szybko. Musi zrozumiec, ze pewnych rzeczy... nie nalezy mowic - zakonczyla, a do jej glosu ponownie naplynal smutek. - Ale nie mam teraz pary na jutrzejsza impreze... Pojdziesz ze mna? Nie chce byc tam sama i patrzec jak Ron... I nie chce siedziec jak kolek w dormitorium.
Harry zamrugal.
- Jaka impr...?
I wtedy sobie przypomnial. Wspolne urodziny Angeliny Johnson i Katie Bell. Calkowicie o tym zapomnial. Jakis czas temu go zapraszaly, ale nie mial zamiaru ani ochoty isc.
- Ee... - Spojrzal na przypatrujaca mu sie wciaz zaczerwienionymi oczami przyjaciolke i westchnal gleboko. - No dobrze. W sumie moze byc nawet fajnie... - powiedzial, starajac sie okazac entuzjazm i nie myslec o tym, jak wytlumaczy to Snape'owi. Chyba najlepiej bedzie zrobic to osobiscie.
Hermiona rozpromienila sie i rzucila mu sie na szyje.
- Dzieki, Harry. Jestes
