cos, co Harry wyczuwal podswiadomie, ale nie potrafil tego nazwac ani okreslic. Ale nie dawalo mu to spokoju. Czy Severus nie zareagowal jednak za spokojnie? Moze powinien zawrocic i... zapytac go o to. Wyznac, ze wolalby spedzic ten wieczor z nim, bo w koncu wcale mu tego nie powiedzial...
Trzasnal drzwiami i zawrocil. Zdazyl jednak zrobic tylko kilka krokow, kiedy uslyszal glosny, przerazajacy huk. Podskoczyl i zatrzymal sie w miejscu, wpatrujac sie z oslupieniem w drzwi prowadzace do komnat Severusa.
To brzmialo tak... tak jakby... jakby ktos roztrzaskal butelke o drzwi.
Przelknal sline.
Moze jednak lepiej bedzie... nie wracac. Wcale nie mial teraz ochoty na kolejna... bitwe.
Na palcach wycofal sie do drzwi i otworzyl je najciszej jak potrafil, po czym zamknal z taka sama ostroznoscia.
Pozniej porozmawia z Severusem i wyjasni mu kilka kwestii. Teraz nie mial na to ani zapalu, ani sil. Tak, pozniej...
***
- Och, Harry, szkoda, ze nie lubisz tanczyc - westchnela Hermiona, opadajac obok niego na stojaca pod sciana kanape. Byla zaczerwieniona z wysilku, a jej geste wlosy byly rozwiane. Przez ostatnie pietnascie minut szalala z Neville'em, ktory wydawal sie byc chyba jedynym chlopakiem w calym towarzystwie, ktory potrafil tanczyc. Zreszta Seamus, Dean i cala reszta wygladali i zachowywali sie tak, jakby w ich butelkach z kremowym piwem znowu pojawil sie jakis 'dodatek'. Muzyka byla tak glosna, ze Harry ledwie slyszal wlasne mysli. Mial wrazenie, ze w Pokoju Wspolnym stloczyl sie chyba caly Gryffindor. A przynajmniej wszyscy od trzeciej klasy wzwyz. To byly ostatnie urodziny Angeliny i Katie, poniewaz obie za rok opuszczaly Hogwart, wiec najwidoczniej postanowily urzadzic tak huczna urodzinowa impreze, o ktorej jeszcze przez dlugi czas wszyscy beda sobie opowiadac. Harry zastanawial sie, jak udalo im sie przekonac do niej McGonagall.
Ron i Hermiona nadal sie do siebie nie odzywali. Ron bawil sie po drugiej stronie Pokoju Wspolnego z Lee Jordanem i innymi siodmorocznymi, Ginny w polowie imprezy gdzies zniknela, zapewne znowu wymknela sie na schadzke ze swoim chlopakiem, a Harry przez wiekszosc czasu po prostu siedzial na kanapie popijajac piwo kremowe 'z dodatkiem', ktore sam nawet nie wiedzial jak, znalazlo sie w jego rekach, i obserwujac coraz bezwstydniej migdalace sie po katach pary.
- Pic mi sie chce - mruknela Hermiona, wyjmujac mu piwo z reki i pociagajac solidny lyk. Jej policzki zaczerwienily sie jeszcze bardziej, ale nic nie powiedziala, kiedy oddawala butelke Harry'emu. - Na pewno nie chcesz zatanczyc? - zapytala, przygladajac mu sie uwaznie.
- Nie, dzieki. Wygodnie mi tutaj. Ciesze sie, ze dobrze sie bawisz. - Usmiechnal sie sztucznie.
- Naprawde tego potrzebowalam - odpowiedziala promiennym usmiechem. - Dzieki, ze ze mna przyszedles. - Pochylila sie i pocalowala go w policzek. - To ide. Jak bedziesz mial ochote, to mozesz do nas dolaczyc. - Po tych slowach zerwala sie i podbiegla do podskakujacego niczym swoja wlasna ropucha Neville'a.
Harry westchnal. Mial juz dosyc halasu, rozesmianych ludzi i obsciskujacych sie par. Myslal, ze bedzie fajnie, ze znowu spedzi przyjemny czas z przyjaciolmi, ale tak naprawde to czul sie tutaj niezwykle wrecz obco. Jakby juz dawno przestal nalezec do tego swiata. Odchylil glowe do tylu, kladac ja na oparciu kanapy i zapatrzyl sie w sufit. Przez kolejne pol godziny po prostu siedzial w ten sposob i pil, az w koncu sufit zaczal rozmazywac mu sie przed oczami. Kiedy skonczyla mu sie kolejna butelka, opuscil glowe i rozejrzal sie po pomieszczeniu, walczac z zawrotami glowy. Z glosnikow dobiegala jakas ballada i wiekszosc osob tanczyla przycisnieta do siebie, a liczba migdalacych sie po katach par podwoila sie. Harry przeszukal wzrokiem tlum, probujac dostrzec Hermione, ale nigdzie jej nie widzial. Wstal ostroznie, odstawil butelke na stolik i ruszyl do przodu, przedzierajac sie przez tanczacych. Kiedy znalazl
