dotknal drewnianej powierzchni drzwi i wszedl do gabinetu. W srodku zdjal z siebie peleryne niewidke i podszedl do kolejnych drzwi, jednak przez kilka chwil po prostu sie w nie wpatrywal, zanim w koncu zdecydowal sie zapukac. Czul sie tak, jakby najadl sie kamieni, ktore teraz nieznosnie ciazyly mu w zoladku. Drzwi otworzyly sie niemal natychmiast, kiedy tylko ich dotknal, ukazujac wysoka, ciemna sylwetke. Severus mial zmruzone oczy i zacisniete usta, ktore wykrzywily sie w szyderczy grymas, kiedy tylko jego wzrok padl na stojacego w progu Harry'ego.
- Och, a wiec postanowiles przyjsc... Coz za niespodzianka - wyplul z siebie, odwracajac sie plecami do Harry'ego i ruszajac w strone fotela.
- Wystarczyloby zwykle 'dobry wieczor' - wymruczal Harry, wchodzac do srodka. Coz, spodziewal sie, ze Severus nie bedzie w najlepszym nastroju, ale nie myslal, ze bedzie az tak zle...
Mezczyzna opadl na fotel i siegnal po w polowie oprozniona szklanke. Harry zerknal na stojaca obok butelke. Byla niemal pusta.
No to jeszcze gorzej...
- No siadaj - mruknal Severus, wypijajac jednym haustem reszte zawartosci szklanki. - Zamierzasz tam stac przez caly wieczor?
Harry wzial gleboki oddech, obserwujac, jak mezczyzna przechyla butelke i wylewa do szklanki resztke trunku.
- Ja.... przyszedlem tylko, zeby ci powiedziec... - przelknal sline, gdyz mial wrazenie, jakby jego gardlo nagle sie scisnelo, nie pozwalajac mu wydusic z siebie slowa - ...ze nie moge zostac.
Reka z butelka zawisla w powietrzu i przez kilka sekund wydawalo sie, ze czas sie zatrzymal. Harry probowal wyczytac cos z twarzy Severusa, ale byla przykryta kurtyna wlosow. Po chwili czas ruszyl ponownie i mezczyzna bardzo ostroznie odstawil butelke z powrotem na stolik, chociaz Harry mial dziwne wrazenie, ze sciska ja troche zbyt mocno. Pomyslal, ze chyba powinien jakos sie wytlumaczyc, nawet jezeli wydawalo mu sie, ze kazde kolejne slowo moze byc jego ostatnim.
- Ja... dzisiaj jest impreza w Pokoju Wspolnym, a Hermiona poklocila sie z Ronem i poprosila, zebym z nia poszedl. A ja nie moglem odmowic, bo ostatnio ciagle tylko...
- Zamknij sie i wyjdz.
Slowa, ktore przeciely powietrze, wydawaly sie dobiegac z bardzo daleka.
Harry zacisnal usta i oblizal wargi. Snape nie wrzeszczal na niego ani nim nie rzucal. Nie bylo tak zle. Ale cos w tym glosie niepokoilo go... Nie mial jednak czasu, aby teraz sie nad tym zastanawiac, poniewaz odczuwal zbyt duza ulge.
- Przepraszam - wymamrotal w podloge. - Nastepnym razem zostane, obiecuje. Tak bardzo...
- Skoro tak bardzo chcesz isc, to po co tu jeszcze stoisz? - warknal Severus, nie odwracajac glowy od kominka i nie spogladajac na niego.
Harry zagryzl warge. Chyba lepiej bedzie sie ulotnic, zanim Severus sie rozmysli. Najwidoczniej niepotrzebnie az tak bardzo sie obawial.
- To... do zobaczenia - mruknal i odwrocil sie do drzwi. Kiedy znalazl sie za nimi, odetchnal gleboko. Nie poszlo tak zle, jak sadzil. Myslal, ze Snape bedzie mu wypominal to wyjscie z Ginny, ale moze w koncu sam stwierdzil, ze przesadza. Chociaz w swietle tego, co sie wydarzylo, kiedy Harry zalozyl krawat od niej, takie spokojne podejscie do tematu w ogole bylo do Severusa niepodobne.
Harry dotarl do drzwi prowadzacych na korytarz, zarzucil na siebie peleryne i otworzyl je, jednak zanim wyszedl, zawahal sie, kiedy przypomnial sobie dziwny ton glosu mezczyzny.
Bylo w nim cos takiego...
