Widzial, ze jej reka drzala nieznacznie, kiedy usuwala slady zakleciem czyszczacym. Widocznie z trudem panowala nad wsciekloscia.
- A trzecia - kontynuowal Snape msciwym tonem - jest zakaz uzywania zaklec na korytarzach. I za to kolejne dziesiec punktow, panno Weasley. Jeszcze jedno przewinienie i otrzyma pani szlaban, czy to jasne?
Ginny poczerwieniala i skinela glowa, chociaz jej oczy niemal ciskaly blyskawice. Wydawala sie rozczarowana tym, ze zadna z nich nie ugodzila jeszcze wbijajacego w nia mordercze spojrzenie nauczyciela i nie spopielila go na miejscu.
Harry przelknal sline, wbijajac wzrok w podloge i starajac sie nie trzasc ze zlosci.
Nie no, to juz byla przesada! Przeciez, do diabla, nic nie robili!
W tej samej chwili uslyszeli trzask otwieranych drzwi i z ubikacji wybiegl Ron. Zatrzymal sie jednak gwaltownie, widzac Snape'a.
- Ee... cos sie stalo? - zapytal niepewnie, zerkajac na nauczyciela, czerwona z gniewu siostre i wpatrujacego sie w podloge Harry'ego.
- Nic - warknela Ginny, odwracajac sie i zarzucajac sobie miotle na ramie. - Chodzmy.
Harry odwazyl sie podniesc glowe i niemal natychmiast tego pozalowal, widzac wzrok Severusa. Byl dziwny. Tak, byl lodowaty i wsciekly, ale cos w nim drzalo i Harry zupelnie nie potrafil tego rozpoznac.
Moze, gdyby przyjrzal sie uwazniej, zrozumialby, co to takiego, zareagowalby inaczej i pozniej... nie doszloby do tego.
***
Kiedy wrocili do Pokoju Wspolnego, Hermiony nigdzie nie bylo widac. Ginny przeklinala Snape'a przez cala droge, Ron jej wtorowal, dowiedziawszy sie, co sie stalo, a Harry nie odzywal sie. Odzyskal humor dopiero wtedy, kiedy usiedli we trojke przy kominku, ogrzewajac sie i zabierajac do gry w eksplodujacego durnia. Byl piatek i na szczescie mieli caly weekend na odrobienie lekcji.
Harry nie mial pojecia do ktorej grali, smiali sie i rozmawiali. Bylo niemal tak jak dawniej, kiedy spedzali w ten sposob wieczory w Norze podczas wakacji. W koncu Pokoj Wspolny opustoszal, Ginny poszla spac, a Ron wyciagnal szachy czarodziejow i namowil Harry'ego na kilka partii. W koncu, kiedy Harry'emu po raz pierwszy udalo sie wygrac z Ronem, przyjaciel stwierdzil, ze jest zbyt pozno i kompletnie juz nie mysli. Wstal, zabral szachy i poszedl na gore. Harry przeciagnal sie i ziewnal. Przed kominkiem bylo tak cieplo i przyjemnie, ze kompletnie nie mial ochoty wstawac i sie gdzies przenosic. Lezal tylko i wpatrywal sie w strzelajace cicho plomienie, przypominajac sobie wszystkie radosne chwile z dzisiejszego dnia. W koncu jednak, kiedy oczy zaczely mu nieznosnie ciazyc, stwierdzil, ze przeciez nie moze tutaj spac i z trudem podniosl sie do pozycji siedzacej. Wtedy tez uslyszal dzwiek odsuwajacego sie portretu i stlumione dywanem kroki. Odwrocil sie i zobaczyl wchodzaca do Pokoju Wspolnego Hermione. Widzac Harry'ego, zatrzymala sie niepewnie i odwrocila glowe. Jednak chlopak zdazyl zauwazyc jej zaczerwienione oczy. W ramionach sciskala ksiazke.
- Och, to ty Harry. Nie myslalam, ze ktos tu jeszcze bedzie o tej porze - wymruczala, wpatrujac sie w sciane i najwyrazniej nie chcac albo tez nie bedac w stanie na niego spojrzec.
- Gdzie bylas? - zapytal, marszczac brwi. - Myslelismy, ze siedzisz w dormitorium. Ja, Ron i Ginny bylismy...
- Wiem - przerwala mu nagle, znacznie ostrzejszym glosem. - Widzialam was przez okno. Nie tylko ty potrzebujesz czasami chwili samotnosci w Pokoju Zyczen. I prosze cie... nie wspominaj przy mnie o nim.
- O kim? O Ronie? Przepraszam - wymamrotal, kiedy poslala mu na wpol rozdraznione, na wpol rozgoryczone spojrzenie. Widzac jej zapuchniete oczy i slady lez na policzkach, poczul uklucie w sercu. Nie myslal, ze ich klotnia byla az tak powazna. Widocznie Hermiona przezyla ja znacznie dotkliwiej niz Ron. A oni przez caly wieczor tak swietnie sie bawili...
