samym miejscu. Mial w rekach jakas ksiazke, ale wcale jej nie czytal. Harry dostrzegl w ciemnosci dwoje blyszczacych oczu, skierowanych prosto na niego. Przelknal sline i spuscil glowe.
Usiadl przy stoliku, majac kompletny metlik w glowie. A jednak Snape do niego nie podszedl. Jezeli czegos by od niego chcial, to poszedlby za nim. A nie zrobil tego.
O co mu chodzilo? Postanowil go zadreczyc swoja obecnoscia? Wpatrywac sie w niego tak dlugo, az Harry calkowicie straci rozum?
To bylo do niego podobne.
Nie pozwoli mu na to! Musi udawac, ze go tu nie ma. Po prostu ignorowac go, az w koncu sobie pojdzie.
Otworzyl ksiazke, podparl glowe reka, odwracajac twarz nieco w strone okna, aby nawet katem oka nie widziec czajacego mu sie za plecami cienia, zmarszczyl czolo w ogromnym skupieniu i zaczal czytac.
Nie bylo to latwe, ale przynajmniej co jakis czas udawalo mu sie na chwile zapomniec o tym irytujacym mrowieniu na karku. Przeciez Snape nie moze tam stac wiecznie. W koncu musi kiedys...
Trzask!
Cos uderzylo w stolik z taka sila, ze az zatrzasl sie blat. Harry poderwal sie tak gwaltownie, ze niemal spadl z krzesla. Z bijacym w gardle sercem, odwrocil sie i spojrzal wprost w twarz... Hermiony.
- Tu jestes - westchnela, przesuwajac na bok ksiazki, ktore przed chwila rzucila na stolik i przez ktore Harry niemal dostal zawalu. - Pozwolisz, ze dotrzymam ci towarzystwa? Rzadko kiedy chcieliscie tu ze mna przychodzic, wiec milo bedzie pouczyc sie razem, nie uwazasz?
Harry przytaknal, nieco oszolomiony. Czy mu sie tylko wydawalo, czy slyszal oddalajace sie kroki?
Obejrzal sie za siebie. Snape zniknal. Rozejrzal sie po bibliotece i dostrzegl czarna peleryne znikajaca za drzwiami wyjsciowymi.
Hermiona podazyla za jego wzrokiem i zmarszczyla brwi. Ale zanim zdazyla otworzyc usta i o cokolwiek zapytac, Harry ubiegl ja, wskazujac na lezacy na samej gorze stosu przyniesionych przez nia ksiazek podrecznik.
- Historia Magii? Nie mow mi, ze Binns znowu zadal nam jakis esej.
Hermiona spojrzala na niego i przywolala na twarz lekki usmiech, zabarwiony jednak zaniepokojeniem.
- Nie, chcialam porobic notatki na jutrzejsze zajecia. I... chcialam troche z toba posiedziec. Jezeli nie masz nic przeciwko.
Dlaczego mialby miec?
- Jasne, ze nie. To... mile z twojej strony - wydukal.
Hermiona westchnela i usiadla obok, spogladajac na lezace przed nim ksiazki. Potem spojrzala na niego.
Harry zagryzl warge i odwrocil wzrok.
- Pomoc ci? - zapytala cicho. Skinal glowa. Byl jej wdzieczny, ze nie zadawala pytan. Ze nie chciala wiedziec, po co przeglada te ksiazki i czego w nich szuka. Zreszta i tak pewnie sie domyslala.
Po prostu... byla. Tak jak w ciagu tych wszystkich, wspolnych lat, kiedy zawsze bezinteresownie mu pomagala. A on bez przerwy ja oklamywal.
- Przepraszam - wyszeptal, kiedy Hermiona siegnela po ciezki tom i przysunela do siebie. Nie podniosla glowy, ale zauwazyl, ze na chwile zacisnela powieki.
