wzial? To jasne, ze przyszedl do dyrektora, ale... ale przeciez...
Wyczul, ze Snape zatrzymal sie w drzwiach, najwyrazniej rowniez zaskoczony jego obecnoscia.
- Witaj, Severusie - odezwal sie Dumbledore. - Widze, ze przybyles punktualnie. Jak zwykle zreszta.
- Dyrektorze - odezwal sie od drzwi mezczyzna. Harry zauwazyl, ze jego glos byl lekko zachrypniety. - Jezeli to nieodpowiednia pora...
- Nie, nie, nie. Wlasnie skonczylismy. Harry juz wychodzi. - Po tych slowach spojrzal na przyszpilonego do swojego miejsca Harry'ego. - Nie boj sie, Harry. Nie bede dlugo trzymal profesora Snape'a. O ile sie nie myle, to macie razem szlaban za jakies... - spojrzal na wiszacy na scianie, skomplikowany mechanizm, ktory wygladal na zegar - ...pietnascie minut. Zgadza sie?
Harry nie potrafil sie powstrzymac. Odwrocil sie i spojrzal na Snape'a. Mezczyzna stal sztywno jak kloda, zaciskajac mocno usta i przymykajac powieki, przez co jego oczy wygladaly niczym dwie czarne szparki. Harry nie mogl byc tego pewien, ale wydawalo mu sie, ze spojrzenie Snape'a na ulamek sekundy spoczelo na nim. Odwrocil sie z powrotem do dyrektora. Wszystko w nim drzalo.
- Zgadza sie - odparl w koncu z gorzka nuta w glosie. - To ja... juz pojde - wydukal i podniosl sie z miejsca. Jednak kiedy odwrocil sie w strone drzwi, przy ktorych wciaz stal Snape, uslyszal jeszcze skierowane do siebie pytanie Dumbledore'a:
- Mam nadzieje, ze nie bedziesz mial nic przeciwko, jezeli omowie twoj sen z profesorem Snape'em?
Oczy Harry'ego rozszerzyly sie. Snape'a rowniez.
- Jaki sen? - zapytal szybko Mistrz Eliksirow, wbijajac w Harry'ego palace spojrzenie. Chlopak odwrocil sie do dyrektora, czujac wzbierajaca panike.
- Nie! To znaczy... - zawahal sie, widzac uniesione w gore siwe brwi mezczyzny. - Wszystko w porzadku. Nie trzeba. Przeciez powiedzial pan, ze to tylko zwykly sen. Ze on nic nie znaczyl. Po co...
- Dla pewnosci. Uspokoj sie, Harry. Profesor Snape posiada rozlegla wiedze na temat penetrowania umyslu i jestem pewien, ze jedynie utwierdzi mnie w przekonaniu, ze to, co ci sie snilo, bylo zwyklym snem, ale warto sie upewnic, nie sadzisz?
Harry wpatrywal sie w Dumbledore'a z niedowierzaniem.
Gdyby wiedzial... gdyby wiedzial, ze dyrektor postanowi powiedziec o wszystkim Snape'owi, nigdy nic by mu nie wyznal! Nigdy!
Zacisnal usta i pokiwal glowa. Przeciez nie mogl zabronic dyrektorowi Hogwartu zrobienia tego, na co ma ochote. Niech go szlag!
Odwrocil sie w strone drzwi. Snape wciaz przypatrywal mu sie tym dziwnym wzrokiem i gdyby Harry nie byl tak wzburzony, mozliwe, ze udaloby mu sie odczytac cos z tego spojrzenia, ale w tej chwili chcial po prostu stad wyjsc i juz wiecej nie widziec ani jednego, ani drugiego.
- Do widzenia, panie profesorze - powiedzial do Dumbledore'a, po czym ruszyl w strone drzwi, ale zaczal zwalniac, kiedy zauwazyl, ze Snape sie nie odsuwa. Zatrzymal sie niecaly metr od niego.
Co ten dupek sobie wyobraza? Przeciez musi go wypuscic. Nie moze tak tu stac i...
Harry nie patrzyl mu w twarz. Wpatrywal sie w dlugi rzad malenkich guziczkow ciagnacych sie wzdluz czarnych szat. Nie chcial spojrzec mu w twarz. Byli zbyt blisko. Bal sie, ze jezeli to zrobi...
Nie! Pokaze mu! Pokaze, ze wcale sie go nie boi! I ze... ze...
Zacisnal zeby i powoli uniosl glowe, hardo spogladajac w te waskie,
