ciemne tunele. Zmarszczyl brwi, probujac nadac swojemu spojrzeniu jeszcze twardszy, jeszcze bardziej nieustepliwy wyraz, po czym powiedzial:
- Chcialbym wyjsc.
Wyraz twarzy mezczyzny nie zmienil sie ani odrobine. Byl tak doskonale nieczytelny, jakby Snape zalozyl na twarz maske, ktora skutecznie ukrywala wszystkie emocje. Odstapil na bok, robiac Harry'emu nieco miejsca, aby mogl przesliznac sie przez drzwi, jednak nadal wbijal w niego to piekielnie nachalne spojrzenie.
Harry z najwiekszym trudem oderwal od niego wzrok i bokiem przesliznal sie przez drzwi, starajac sie nie dotknac czarnego materialu siegajacej do ziemi szaty. Kiedy znalazl sie na zewnatrz, a drzwi sie za nim zatrzasnely, pozwolil sobie w koncu na odetchniecie pelna piersia. Mial wrazenie, jakby przed chwila stoczyl jakis milczacy boj, ktory calkowicie wykonczyl go psychicznie. Oparl sie o sciane i westchnal gleboko.
Snape... tylko tego mu brakowalo! Zeby Snape dowiedzial sie o tym, co mu sie snilo! Po prostu pieknie. Nastepnym razem, kiedy bedzie chcial cos Dumbledore'owi powiedziec, rzuci na siebie zaklecie wyciszajace. Tak, tak wlasnie zro...
- Co sie snilo Potterowi? - uslyszal dochodzacy zza drzwi, przytlumiony glos Snape'a.
Serce Harry'ego podskoczylo. Pewnie odczekali chwile, az sobie pojdzie, a teraz... Nie mogl stracic takiej okazji!
Na palcach podszedl do drzwi i przylozyl do nich ucho.
- Uspokoj sie, Severusie, i usiadz.
- Nie mam ochoty. Co mu sie snilo?
- Harry opowiedzial mi o tym, co przysnilo mu sie kilka dni temu. Podobno we snie byl torturowany przez Voldemorta. Na oczach Smierciozercow. Wyznal mi rowniez, iz boi sie, ze to mogla byc swego rodzaju... wizja. - Przez chwile panowala cisza. - Zbladles, Severusie. Lepiej usiadz i wez sobie ciasteczko.
- Pieprze twoje ciasteczka. Co jeszcze? Mowil cos jeszcze?
- Alez po co te nerwy, Severusie? Co prawda nic wiecej nie chcial zdradzic, ale podejrzewam... ze nie powiedzial mi wszystkiego. - Serce Harry'ego zabilo mocniej. A jednak sie domyslil! - Ale cos w tym snie przerazilo go tak bardzo, iz niemal wyczuwalem plynacy od niego strach. Cos, o czym nie chce mi powiedziec. Cos, co przeraza go nawet bardziej niz najgorsze tortury, ktorymi moglby zostac poddany. Nie domyslasz sie, co to takiego, Severusie?
- Dyrektorze... jezeli pan pozwoli, to przyprowadze tutaj Pottera. Wyciagne z niego ten sen! To moze byc cos waznego, a ten glupi dzieciak nie zdaje sobie z tego sprawy!
Oczy Harry'ego rozszerzyly sie. Jak on smie?! Jak smie...
- Nie. Nie, Severusie. Nie mozemy zmusic go do wyjawienia czegos, czego wyjawic nie chce. Zreszta powiedzial mi, ze podczas tego snu blizna w ogole go nie bolala. Tak wiec nie sadze, aby ten sen mogl byc sprawka Voldemorta, ale chcialbym poznac twoje zdanie.
Przez chwile panowala cisza. Harry mial wrazenie, ze zaraz eksploduje z niecierpliwosci. W koncu uslyszal cichy, tym razem juz calkowicie opanowany glos Snape'a:
- Zgadzam sie z panem, dyrektorze. To mogl byc tylko zwykly sen. Gdyby to miala byc wizja, blizna przepalilaby mu czolo. Zreszta nic nie wiem o tym, aby Czarny Pan mial ostatnio jakies plany zwiazane z chlopakiem. Potter lubi robic zamieszanie wokol swojej osoby. Uwazam, ze w Hogwarcie jest calkowicie bezpieczny i nie powinnismy sie o niego martwic.
- Coz, dziekuje za twe slowa Severusie, ale widzisz... ja jednak niepokoje sie o niego.
- Dyrektorze?
