- Czy zauwazyles, ze Harry stal sie ostatnio bardzo cichy i skryty? Wiem, ze cale dnie spedza w bibliotece, uczy sie niemal od rana do wieczora, a ostatnio nawet... spedzil dwie noce w Dziale Ksiag Zakazanych.
Serce Harry'ego podskoczylo do gardla.
O kurwa! Skad Dumbledore mogl o tym wiedziec? Czyzby w Dziale Ksiag Zakazanych byly jakies zabezpieczenia i Dumbledore wiedzial, kto i kiedy w nim przebywal?
- Slucham? Chyba sie przeslyszalem.
- Z tego, co powiedzial mi na temat swojego snu, wywnioskowalem, ze to wlasnie on sklonil go do podjecia tak drastycznej decyzji i rozpoczecia nauki Czarnej Magii.
- Nie wiem, czy dobrze zrozumialem - wycedzil po chwili Snape. W jego glosie bylo cos takiego, ze Harry'emu zjezyly sie wloski na karku. - Wiedziales, ze Potter uczy sie po nocach Czarnej Magii, I MU NA TO POZWOLILES?! - Krzyk byl tak glosny, ze Harry musial oderwac ucho od drzwi.
- Uspokoj sie, Severusie...
- Jak mogles mu na to pozwolic? Powinienes mu zabronic! Czy wszyscy w tej szkole postradali rozum? Czarna Magia to nie jest... Wiesz, jak ona dziala! Wiesz, jakich zniszczen potrafi dokonac w umysle!
- Severusie, jezeli pozwolisz mi...
- Nie! Potter nie bedzie uczyl sie Czarnej Magii! Nie pozwole na to!
- Posluchaj mnie! - Dyrektor podniosl glos i bylo w nim cos takiego, ze Harry mimowolnie sie skulil. - Nie moglem mu tego zabronic, poniewaz gdyby naprawde chcial, to i tak znalazlby jakis sposob, aby sie jej uczyc. A poza tym uwazam, ze powinien moc sam dokonac wyboru.
- Wyboru? Jakiego wyboru, do cholery? Potter nie jest teraz w stanie... - Snape urwal nagle. Przez chwile panowala cisza, ktora przerwal glos Dumbledore'a.
- Kazdy czlowiek sam odpowiada za swoje czyny, Severusie. Grozbami niczego nie zdzialamy. Harry musi przekonac sie, ze Czarna Magia w niczym mu nie pomoze. Nawet jezeli to oznacza, ze moze bardzo bolesnie sie nia sparzyc. Jezeli on sam tego nie zrozumie, to bedziemy skonczeni.
- Jak pan uwaza, dyrektorze - odparl Snape. Wygladalo na to, ze juz sie opanowal.
- Mysle jednak, ze mala pomoc zawsze mu sie przyda. Harry najbardziej potrzebuje teraz kogos, z kim swobodnie moglby o tym porozmawiac. Zadnych zakazow, osadzania. Po prostu kogos, kto pomoglby mu zrozumiec pewne sprawy...
Harry jeszcze mocniej przycisnal ucho do drzwi, ale mial wrazenie, ze slyszy jedynie glosne bicie wlasnego serca. Po chwili Snape odpowiedzial. Ale jego glos calkowicie sie zmienil. Jeszcze chwile temu poruszony, teraz stal sie calkowicie oschly i oficjalny.
- Pan wybaczy, dyrektorze, ale w obecnej chwili nie mam czasu zajmowac sie potrzebami Pottera. Mam zbyt duzo spraw na glowie, aby jeszcze bawic sie w psychologa i terapeute tego zapatrzonego w siebie gowniarza, ktory najwyrazniej uwaza, ze pozjadal wszystkie rozumy. Jezeli pan nie zamierza czegos z tym z robic, to tym bardziej ja nie zamierzam.
Harry poczul sie tak, jakby po jego plecach splynal strumien lodowatej wody, a serce przygniotl mu niewyslowiony ciezar.
Nie chcial juz wiecej tego sluchac. Nie chcial!
Oderwal sie od drzwi, wpatrujac sie w ciemne drewno wzrokiem pelnym gorzkiego rozczarowania.
Tak... to byl wlasnie prawdziwy Snape. Ten Snape, ktorego tak nienawidzil! Ten Snape, dla ktorego byl... nikim.
