przygladal mu sie nieodgadnionym, dziwnie ponurym spojrzeniem. W pomieszczeniu zapadla krepujaca cisza.
Och, boze, tak bardzo pragnal go teraz dotknac! Poczuc pod palcami, na skorze, na wargach...
Podszedl do Severusa i zatrzymal sie tuz przed nim, po czym powoli podniosl reke i zacisnal ja na jego szacie na wysokosci klatki piersiowej. Przymknal na chwile powieki, wyczuwajac pod palcami szorstki material i bicie serca. Coraz mocniejsze, gwaltowniejsze. W panujacej wokol ciszy slyszal, jak oddech Severusa przyspiesza. Otworzyl oczy i spojrzal w gore, na oblicze mezczyzny, ktory patrzyl teraz na niego w taki sposob, jakby pragnal go piescic samym tylko spojrzeniem. Wargi Severusa byly lekko rozchylone i Harry zastanawial sie, czy moze to zrobic? Czy moze go pocalowac? Czy naprawde moze? Wiedzial, ze te usta naleza do niego, ale wciaz nosil w sobie obawe, ze moze zostac odepchniety, jezeli sprobuje...
Wtedy Severus nawilzyl jezykiem wyschniete wargi. Oddychal coraz szybciej i Harry mial niejasne przeczucie, ze to wlasnie jego bliskosc tak dziala na mezczyzne.
Nie wahal sie juz dluzej. Stanal na palcach i przycisnal usta do cienkich warg, ktore rozchylily sie pod naporem jego jezyka i pozwolily mu wsliznac sie do cieplego wnetrza ust. Blyskawicznie odnalazl jezyk Severusa i oplotl go wlasnym jezykiem. Byl taki wilgotny, goracy, slodki... Dokladnie tak go zapamietal. Zanim jednak zdazyl pomyslec o czyms jeszcze, uslyszal glosny jek, lecz nie potrafil powiedziec, ktory z nich go wydal i w tej samej chwili wszystko stanelo w ogniu. Poczul oplatajace go mocno ramiona. Severus zagarnal go do siebie, sciskajac go tak mocno, jakby chcial sie z nim stopic i naparl na jego wargi, niemal je miazdzac. Wgryzal sie w nie z taka pasja, jakby brakowalo mu powietrza i mogl je odnalezc jedynie w ustach Harry'ego.
Harry czul jego dlon w swoich wlosach, zaciskajaca sie mocno, moze nawet zbyt mocno, ale on sam nie panowal nad swoim pozadaniem, bolesnie wbijajac paznokcie w plecy mezczyzny i pragnac wiecej, jeszcze wiecej, pragnac zatonac w jego ustach. Zaczal ocierac sie o szorstka szate, czujac, ze jest juz twardy. I Severus rowniez. Ale wtedy Snape oderwal wilgotne, zaczerwienione wargi i dyszac ciezko, wyszeptal mu w usta:
- Nie mamy zbyt wiele czasu.
Harry uniosl powieki. Jego okulary byly przekrzywione i zaparowane, ale widzial nad soba te blyszczace, czarne oczy, ktore wbijaly sie w niego z czyms nieokreslonym, niepokojacym.
- Kiedy wrocisz? Kiedy cie znowu zobacze? - zapytal cicho Harry, przymykajac powieki, gdy wargi Severusa przycisnely sie do jego skroni. Nie wyobrazal sobie, ze teraz, kiedy w koncu zdobyl go calego, znowu mialby go stracic. Nawet jezeli mialo to byc tylko kilka dni. Wiedzial, ze dla niego beda to tygodnie, jezeli nie miesiace.
- Nie wiem - odparl Snape, zanurzajac twarz w jego wlosach i wdychajac gleboko ich zapach. - To moze potrwac.
- Musisz wyjezdzac? Nie mozesz ze mna zostac?
- To niemozliwe. - Czy Harry'emu sie wydawalo, czy znowu wyczul te melancholie? - Nie mam wyjscia. Zreszta jeszcze nie wiem, kiedy dostane wezwanie.
Harry zacisnal usta.
Voldemort. Znowu Voldemort! Znowu wszystko przez niego.
- Wiesz, ze mozesz tu przyjsc w kazdej chwili? - kontynuowal Severus, muskajac wargami czolo Harry'ego. - Kiedy tylko bedziesz chcial. Nawet dzisiaj.
Czy Severus nie wiedzial, ze Harry najchetniej w ogole by stad nie wychodzil? Planowal tu spedzac kazda wolna chwile. Jezeli tylko ma na to pozwolenie.
Harry przytaknal, odchylajac glowe i pozwalajac, by usta Severusa znalazly sie na jego szyi.
